Na spotkania z przyjaciółkami, na święta i dla gości, którzy wychodzą od nas z czymś w ręku, piekę od dawna te same podwójnie pieczone ciasteczka. Mieszankę orzechów z żurawiną kupowałam na wagę w supermarkecie, więc w cieście zawsze był trochę inny układ orzechów. Na Boże Narodzenie pakuję je w puszki i rozdaję jako prezent prosto z kuchni. Cantuccini piecze się dwa razy, dlatego są twarde, chrupiące i wytrzymują tygodnie w szczelnym opakowaniu.

Spis treści:
Mieszanka orzechów i żurawiny w cieście
Ciasto ma mało tłuszczu i nie ma w nim mleka. Wilgoć dają tylko 2 jaja, dlatego masa jest gęsta i klei się do rąk. Z tej porcji wychodzi 3-4 bagietki i około 40-50 ciasteczek, zależnie od grubości plastrów.
- 250 g mąki pszennej
- 2 jaja (rozmiar M lub L)
- 2/3 szklanki cukru (około 140 g)
- 1 łyżka masła (około 15 g) plus odrobina do posmarowania blachy
- szczypta soli
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia (około 4 g)
- otarta skórka z 1 cytryny
- 200 g mieszanki orzechowo-żurawinowej
Dwa pieczenia: bagietki w 180°C, plastry w 150°C
Masa jajeczna: jaja ubijam z cukrem mikserem na wysokich obrotach przez 3-4 minuty, aż masa zjaśnieje i zrobi się puszysta. Tłuszcz z łyżki masła dodaję roztopiony i przestudzony.
Ciasto: dosypuję mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, sól i skórkę z cytryny. Mieszam łyżką, a pod koniec ręką, bo ciasto robi się zwarte. Na końcu wgniatam 200 g mieszanki tak, żeby orzechy rozłożyły się równo.
Formowanie: dzielę ciasto na 3 lub 4 części i z każdej formuję wałek, który lekko spłaszczam do szerokości 4-5 cm. Wałki układam na blasze posmarowanej masłem, z odstępem około 5 cm, bo w piekarniku się rozchodzą.
Pierwsze pieczenie: piekarnik nagrzewam do 180°C i piekę bagietki około 30 minut na środkowym poziomie. Mają być lekko złote i twarde z wierzchu.

Krojenie: wyjmuję bagietki i od razu, jeszcze ciepłe, kroję je ostrym nożem ukośnie na plastry grubości około 1,5 cm. Ciepłe ciasto kroi się czysto, wystudzone kruszy się na orzechach.
Suszenie: plastry rozkładam na blasze przekrojem do góry i wstawiam ponownie do piekarnika, tym razem w 150°C, na 15 minut. W połowie czasu obracam każdy plaster na drugą stronę. Po wystudzeniu ciasteczka są twarde jak suchary.

Z czym podaję włoskie ciasteczka
We Włoszech cantuccini macza się w deserowym winie vin santo i tak jest najbardziej tradycyjnie. U mnie najczęściej lądują przy kawie: 1-2 ciasteczka do espresso albo americano to porcja, która twardnieje w ustach dokładnie tak, jak powinna. Pasują też do czarnej i zielonej herbaty po południu. Pokruszone, 2-3 sztuki na porcję, sypię na lody jako chrupiący dodatek. Z orzechami i żurawiną dobrze wypadają także obok twardych serów na desce, bo nie są bardzo słodkie – na 250 g mąki idzie tylko około 140 g cukru.
Inne dodatki zamiast mieszanki i przechowywanie
Klasyczna włoska wersja ma w miejsce mieszanki 200 g całych blanszowanych migdałów – z tych samych orzechów robi się też mąkę do makaroników z mąki migdałowej. Wersję czekoladową robię z 80 g posiekanej gorzkiej czekolady dodanej do ciasta, a po upieczeniu mogę polać ciasteczka roztopioną białą czekoladą. W pomarańczowej zamieniam skórkę z cytryny na skórkę z pomarańczy i dodaję łyżeczkę aromatu. Mąkę pszenną da się zastąpić mieszanką bezglutenową ryżowo-kukurydzianą, ciasteczka wychodzą wtedy bardziej kruche.
W puszce albo szczelnym słoiku cantuccini wytrzymują 3-4 tygodnie, więc piekę je z wyprzedzeniem, nawet na początku grudnia. Jeśli lubisz włoską kuchnię także na wytrawnie, spróbuj pierogów ravioli z kozim serem i suszonymi pomidorami. Z polskich ciastek na prezent dobrze sprawdzają się też ciastka ze skwarek przez maszynkę, które również długo leżą w puszce.






