W tłusty czwartek kup sobie pączka, a nie shit..

Nie chcę nikogo urazić, bo może ktoś z Was lubi takie pączki. Mamy wolny wybór i każdy kupuje co chce. Jednak chcę zwrócić na coś uwagę. Dziś tłusty czwartek, a tradycja głosi, aby zjeść pączka. Konkurencja w sprzedaży pączków dziś jest bardzo duża. Duże sieci po kosztach sprzedają pączki. W końcu to tylko jeden dzień w roku, a chodzi głównie o to, aby przyszli do Biedronki, a nie do Lidla. Nie zdziwię się, jak na tych pączkach nic nie zarabiają.

Tak w ogóle, to miałam dzisiaj nic nie pisać, ale…

Cena pączków w Biedronce mnie rozwaliła…

Zauważcie o której otwierają się biedronki w Polsce? O 6.00 chyba, prawda? I od rana w każdym z tych sklepów będzie ful pączków do kupienia.

Co wolisz: mrożone pączki czy smażone?

Żaden z tych sklepów nie robi pączków na miejscu, a więc są one dostarczane tirami. Transport prawdopodobnie odbywa się dzień wcześniej. A więc pączki są smażone jeszcze wcześniej. Kiedy dokładnie? No właśnie… Nie wiemy. Za to na pudełku zbiorczym jak się przyjrzycie dostrzeżecie datę odmrożenia.
W ubiegłym roku znajomy kupił pączka w biedronce. Na ciepłego to nie liczył, bo wiadomo, że nie smażą ich na miejscu. Ale, to że w środku nadzienie było zmrożone to totalna porażka sieci!

Jesteś tym co jesz…

Na cenę produktu składa się co najmniej kilka elementów, takich jak: koszt surowców, podatek, transport, marża, pensja pracowników. Jak można wyprodukować pączka, dostarczyć, zapakować i sprzedać za 38 gr?! Cena jest tak niska, że aż podejrzana. A co z jakością?? Czy nie lepiej zjeść mniej pączków, ale takich prawdziwych i smażonych lokalnie? No właśnie – wspierajmy lokalne i POLSKIE produkcje!

Najlepsze pączki to te domowe, wiadomo. Wiadomo też, że nie każdy ma czas i zdolności, dlatego tym bardziej
nie kupujcie g***a.

No szanujmy się trochę…

Dziękuje i smacznego.

 

 

 

Aliexpress: 15 gadżetów do kuchni do 6$, które ułatwią Twoje życie!

Dzisiaj przedstawiam Wam gadżety do kuchni z Aliexpress, które bardzo ułatwiają życie (albo uprzyjemniają ;) ). Nie wszystkie przedstawione tutaj przedmioty posiadam. Wiele z nich kupiłam w Polsce, bez innych mogę się obejść, jednak niektóre są mi niezastąpione.

Wszystkie te gadżety możecie zamówić przez chiński serwis Aliexpress. Dla tych, którzy nie w temacie podpowiem, że Aliexpress to takie Allegro tylko chińskie i na cały świat, a więc dużo większe i o niższych cenach. Dużym plusem Aliexpress jest darmowa wysyłka (większość przedmiotów ma darmową wysyłkę, ale rzeczy cięższe i większe często mają płatna opcję dostawy) na cały świat.

Jest pewien haczyk…

Haczyk w tym przypadku oznacza czas dostawy. Średnio jest to 30 dni oczekiwania na listonosza z naszą paczką, a więc sporo. Owszem zdarza się, że czasem przedmiot przyjdzie w 10 dni, ale to są sporadyczne przypadki (oczywiście zależy od wybranej opcji dostawy). Nie oczekujcie, że notes za 1 $ z darmową dostawą dostaniecie w niecałe dwa tygodnie. Jeśli nie lubicie się spieszyć, polubicie Aliexpress ;)

Niski dolar

Na dzień dzisiejszy 1$ = 3,36 zł. Jeszcze niedawno dolar kosztował niespełna 4 zł. Dość niski kurs waluty sprzyja zakupom nie tylko na Aliexpress. Zatem korzystajcie z niskiego dolara i kupujcie!

1. Falisty nóż do frytek i warzyw – 1,62 $

Już nie trzeba kupować mrożonych frytek, aby zjeść faliste frytki. Wystarczy zamówić nóż o falistym profilu i kroić… Pamiętam jak w latach ’90 kupowało się mrożone faliste frytki… Smakowały tak samo jak te proste, ale były jakieś takie „lepsiejsze”, na wzór zachodnich. A teraz za niecałe dwa dolary można kupić sobie taki nóż i kroić nie tylko ziemniaki, ale i ogórki, marchewkę i inne warzywa.

link: http://got.by/2986ep

noz do frytek

2. Nóż do awokado – 2,5$

Bardzo przydatny gadżet dla fanów awokado. Jeśli często musicie się z nim mocować, taki nożyk bardzo ułatwi życie, a nawet sprawi, że częściej będziecie kupować awokado!
Pewnie ktoś powie, że bezużyteczny gadżet! Tak pomyślałam jak dostałam kiedyś specjalny nóż do ananasa. Muszę Wam powiedzieć, że w życiu bym nie sądziła, że tak często będę go używam i będzie mi tak potrzebny! 

http://got.by/298aba

noz do awokado

3. Zestaw do robienia chipsów w mikrofali – 4,26 $

Chipsy nie są zbyt zdrowe. Niby wszyscy to wiedzą, ale i tak je kupujemy (ja czasem też, hehe…). Takie przygotowane w domu będą na pewno inne w smaku, ale i nieco zdrowsze. W tym gadżecie można przygotować nie tylko chipsy z ziemniaków, ale również innych warzyw. Potrzebna będzie mikrofala i olej.

http://got.by/29871u

do chipsow

4. Krajarka do kiełbasek – 0,85 $

Mini gadżet do nacinania kiełbasek/parówek. Jak zamówicie teraz, to przyjdzie akurat na sezon grillowy. Można się obejść bez takiego nożyka, jednak tak ładnie wyglądają takie kiełbaski :D

http://got.by/2987h7

do kiełbasek

5. Wałek do ciasteczek ze strukturą 3- 7,6 $

Kilka lat temu był duży szał na takie wałki ze strukturą. Po przejechaniu ciasta zostawał piękny wzorek, który utrwalał się na ciasteczkach po wypieczeniu. Nie pamiętam ceny ile kosztował „oryginał”, ale wiem, że nie mało. Dziś możemy zamówić taki wałek z Ali w wersji drewnianej i z tworzywa. Wybór należy do Was.

wałek z tworzywa: http://got.by/29887n

wałek drewniany: http://got.by/2988ft

wałek

6. Mata do pieczenia (do ociekania tłuszczu) – 5,94 $

Gadżet przydatny do pieczenia, gdy chcemy zredukować ilość tłuszczu w potrawie/mięsie. W trakcie pieczenia topniejący tłuszcz spada do „dziurek”, zamiast wchłaniać się z powrotem do potrawy. Dobre do kiełbasek pieczonych w piekarniku. Mata jest silikonowa.

http://got.by/2988s2

mata do pieczenia

7. Krajarka do arbuza – 1,59 $

Podobny i przydatny gadżet co wspomniany wyżej nożyk do awokado. Nóż do arbuza! jak to ułatwia jego krojenie! Must have, gdzie jedzone są arbuzy.

http://got.by/2988us

nóż do arbuza

8. Obierak do ryby – 1,39 $

Kto miał okazję skrobać zwykłym nożem rybę w celu pozbycia się łusek, ten… miał dużo sprzątania potem… Wiem co mówię. Z tego powodu znalazł się tutaj skrobak do ryb z pojemnikiem na łuski. Za niecałe 1,5 dolara nie ma się co męczyć. Nie ma za co ;)

http://got.by/29890t

tarka do ryb

9. Nakładki silikonowe zamiast pokrywek – 1,39 $

To jest fajny gadżet! Praktycznie codziennie zdarza mi się coś przygotowywać co później przechowuje w lodówce. Ze względu na higienę i zapachy, zazwyczaj używam foli spożywczej lub aluminiowej, którą wyrzucam gdy nie jest potrzebna. Te nakładki z silikonu są wielorazowe i do tego elastyczne. Pasują do każdej miseczki czy talerza.

http://got.by/29896u

silikonowe pokrywki

10. Pojemnik z pędzelkiem na olej – 1,28 $

Pędzelek ze zbiornikiem do którego wlewamy olej. Bardzo pomocne przy smarowaniu patelni podczas smażenia naleśników!

http://got.by/2989l8

silikonowy pedzelek

11. Spryskiwacz do cytryny – 0,76 $

Tani i pomocny gadżet. Można spryskiwać rybę albo jabłka do szarlotki aby nie ściemniały.

http://got.by/2989pw

spryskiwacz do cytryn

12. Obieraczka – krajarka do Julienne – 3,26 $

Taką obieraczkę mam już od dawna i ją uwielbiam. Przy jej pomocy można łatwo pokroić warzywa na tzw. Julienne. Paski warzyw dodaję do obiadu, sosu lub robię sałatkę na zimę.

http://got.by/298a1r

julienne

13. Zamknięcia z dozownikiem do opakowań spożywczych 1,5 $

Fajny i niedrogi gadżet. Przydatny do produktów, których zazwyczaj nie przesypujemy, bo dość szybko są konsumowane np. płatki śniadaniowe.

http://got.by/298deb

zamkniecie

14. Mała zgrzewarka do opakowań foliowych – 1,2 $

Zostały chipsy z imprezy? Trzeba je koniecznie przesypać i szczelnie zamknąć. Można również zgrzać brzeg oryginalnego opakowania przy pomocy takiego oto gadżetu. I to wszystko za nieco ponad dolara.

Osobiście nie miałam jeszcze okazji przetestować, ale jest to bardzo popularny gadżet na Ali. Urządzenie zgrzewa brzeg opakowania z folii, dzięki czemu żywność zachowuje dłużej świeżość po otwarciu.

http://got.by/298g1e

ZGRZEWARKA DO ŻYWNOSCI

15. Kratka do robienia mini pierożków – 2,44 $

Bardzo przydatny gadżet dla amatorów kluseczek, pierożków itp. Można przygotować farsz na słono i słodko, dwie warstwy ciasta (pomiędzy nimi nadzienie) i wystarczy przejechać wałkiem, a pierożki ładnie się poodcinają. Sama jestem posiadaczką podobnej kratki i chwalę sobie. Bardzo pomysłowe narzędzie do pierożków. Zobaczcie tutaj przepis na pierożki ze szpinakiem i serem plesniowym (link).

http://got.by/298gfe

mata do pierozkow

 

 

Dajcie znać co myślicie o wytypowanych przeze mnie gadżetach do kuchni? Naprawdę potrafią ułatwić życie w kuchni?
Na które z nich zdecydowaliście się?

Z psem do restauracji – PRAWO TEGO NIE ZAKAZUJE, co innego właściciel…

Dzisiejszy post skierowany jest przede wszystkim do właścicieli czworonogów. Na pewno nie raz zastanawialiście się nad pójściem do kawiarni czy restauracji w towarzystwie swojego pupila. Widok psa lub kota w lokalu gastronomicznym to raczej rzadki widok, ponieważ przyjęło się, że do takich miejsc zwierzęta nie są wpuszczane, że to w złym zwyczaju. Okazuje się, że prawo żywnościowe tego nie zakazuje! Tłumaczenia obsługi, że Sanepid zabrania lub nałoży karę za takie przyzwolenie jest bezpodstawne.

Przytoczę pewną zasłyszaną historię.

„Pewna panie weszła kiedyś do pizzerii z małym pieskiem. W nawiasie dodam, że pies zadbany, łagodny i nie sprawiający problemów. Po zajęciu stolika, obsługa zwróciła uwagę na fakt obecności pieska i delikatna prośba o opuszczenie lokalu. Tłumaczenia były następujące: „przepisy higieny nie pozwalają” „jak się sanepid dowie, to zamkną im tą pizzerie” etc. Klientka nie chciała toczyć wojny, ale znała prawo i jednoznacznie i stanowczo poinformowała kelnerkę, że nie ma żadnego zapisu w prawie, który zakazywałby wstępu zwierząt do lokalu gastronomicznego. Ponadto zapytała siedzących obok klientów czy przeszkadza im towarzystwo jej pupila. Nikt nie miał zastrzeżeń, a niektórzy nawet nie zauważyli jego obecności. Ostatecznie obsługa zmiękła, a pies i pani pozostali w lokalu.”

Dobrze jest znać swoje prawa.

W tej historii dotyczy to obu stron. Obsługa kelnerska zasłaniała się fałszywymi powodami. Prawdopodobnie wynikało to z ich niewiedzy i słabych szkoleń. Być może nawet właściciel nie wiedział jak taką sprawę załatwić elegancko i fachowo. Klientka znała swoje prawa i nie pozwoliła sobie nic mówić. W końcu prawdziwy powód nie został podany.

Tę sprawę można było oczywiście inaczej załatwić.

Restauracja powinna wcześniej określić czy akceptuje zwierzęta czy nie i na jakich zasadach (regulamin) oraz dlaczego są przeciwni. W dzisiejszych czasach, gdy rola zwierząt domowych znacznie się umocniła i jest to zjawisko ogólnospołeczne, warto by było jasno określić zasady.

Obsługa mogła po prostu poinformować, że regulamin restauracji zabrania wprowadzania psów. Może to być w formie pisemnej (najlepiej) lub ustnej. Wszyscy pracownicy powinny być przeszkoleni w tej kwestii. Ładniej by to brzmiało z dopiskiem:

„W trosce o jakość usług, nasza restauracja w każdy możliwy sposób chroni surowce i przygotowywane potrawy przed zanieczyszczeniem…”

albo

„W trosce o dobro naszych klientów i możliwość wystąpienia reakcji alergicznej…”

 

Zgoda na wprowadzanie zwierząt jest jak podanie ręki do klienta, a przy odpowiednim marketingu taki punkt gastronomiczny może wiele zyskać. Jednak pamiętajmy, że…

Właściciel ma prawo nie wyrazić zgody na towarzystwo zwierząt.

To właśnie on odpowiada za bezpieczeństwo serwowanych potraw i napojów (a przez to higienę ich produkcji) i szanujmy to. Jednak zwróćcie uwagę, że na sali gdzie przybywają klienci i tylko serwuje się posiłki, ciężko jest o zakażenie krzyżowe. Czy leżący pies obok stolika stanowi poważniejsze zagrożenie (dla bezpieczeństwa żywności) niż osoba siedząca z chorobą skóry, wirusem żółtaczki czy toksoplazmozą? Nie wydaje mi się.

Właściciel lokalu nie może odmówić wejścia klienta z psem przewodnikiem.

Jest jednak jeszcze jedna kwestia – pies przewodnik. Właściciel lokalu gastronomicznego nie może odmówić wejścia klienta z psem przewodnikiem! Pamiętam, że w ubiegłym roku była głośna sprawa, w której właściciel lokalu gastronomicznego nie wpuścił lub wyprosił klienta, któremu towarzyszył pies przewodnik. Cała sprawa odbiła się głośnym echem…

 

Kocia kawiarnia Mrau Cafe w Lublinie

2,5 roku temu w moim województwie (lubelskie) otwarto pierwszą kocią kawiarnię. Od samego początku lokal budził spore zainteresowanie mieszkańców Lublina, zwłaszcza Inspektoratu Sanitarnego. Nie był to pierwszy tego typu lokal w Polsce, a mimo to Sanepid robił duże problemy. Według prasy właściciele kawiarni nie spełnili wymogów sanitarnych, ze względu na obecność kotów. Jak już wspomniałam przepisy nie zabraniają towarzystwa zwierząt, a żywność ma być bezpieczna dla konsumenta! Przypuszczam, że właściciele wszystko zaplanowali zgodnie z przepisami i własną dedukcją, jednakże Sanepid dopatrzył się usterek i zamknął tymczasowo lokal. Ostatecznie naniesiono poprawki, a obecnie w Lublinie działają dwa tego typu lokale cieszące się dużą popularnością wśród mieszkańców! Mrau Cafe okazał się sukcesem.
I teraz pytam się: Dlaczego mam wrażenie, że Sanepid najczęściej działa na szkodę przedsiębiorców? Oczywiście, bezpieczeństwo żywności jest najważniejsze i to na producencie spoczywa odpowiedzialność. Dlaczego inspektorzy zawczasu nie pomogli właścicielom Mrau Cafe? Takie lokale działają na świecie i w Polsce. Nie znam tych ludzi, ale przypuszczam, że jak wielu przedsiębiorców, nie siedzą oni tak głęboko w przepisach jak pracownicy inspekcji. A ci zamiast ustawiać przeszkody powinni pomóc im je pokonać.

Moim zdaniem…

Będąc w lokalu gastronomicznym nie przeszkadzałaby mi obecność zwierząt, pod pewnymi warunkami oczywiście. Pies lub kot nie może psocić, być hałaśliwy czy o uciążliwej woni – w końcu spożywam posiłek. Oczekuję również, że mój posiłek nie zaszkodzi mi. Oczekuję, że klient z psem jak również restauracja będą się szanować i traktować poważnie.

 

Źródło:

ROZPORZĄDZENIE (WE) NR 852/2004 PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY
z dnia 29 kwietnia 2004 r.
w sprawie higieny środków spożywczych

Guma do żucia. Czy szkodzi zdrowiu?

Czy zastanawialiście się kiedyś z czego produkuje się gumę do żucia i czy jest ona korzystna dla naszego zdrowia? Czy kiedykolwiek przeczytaliście jej skład ze zrozumieniem? Jestem prawie pewna, że nie! Sama tego kiedyś nie robiłam, gdyby nie fakt, który zwrócił moją uwagę.

Niewinnie wyglądające drażetki, a w składzie same dodatki! Porównajcie jak ma się skład surowcowy gumy do żucia do innych produktów spożywczych. Zwykle produkty spożywcze są wytwarzane na bazie surowców naturalnych. Guma do żucia odwrotnie. Jest prawie cała wytworzona syntetycznie!


GUMA DO ŻUCIA JEST CUKIERKIEM PRZEZNACZONYM DO ŻUCIA,
A NIE DO POŁKNIĘCIA. POWSTAJE PRZEZ ZMIESZANIE
BAZY GUMY ZE SŁODZIKAMI I AROMATAMI


Odświeża oddech – bzdura!

Działanie odświeżające jest tylko chwilowe. Tak naprawdę guma tylko maskuje problem nieświeżego oddechu. Przykry zapach z ust spowodowany jest problemami z zębami lub gastryką. Warto udać się do specjalisty w celu rozwiązania problemu. Guma odświeży oddech, na minute, może dwie. Później problem powraca.

Zero wartości

Guma do żucia nic nie wnosi do naszego organizmu. Składniki zawarte w gumie przedostają się do krwiobiegu szybciej i w wyższych stężeniach niż składniki żywności, ponieważ wchłaniają się one prosto przez ścianki jamy ustnej. Składniki te nie ulegają normalnemu procesowi filtracji podczas trawienia jak się to odbywa spożywając pokarmy.

Czym właściwie jest guma do żucia?

Guma do żucia jest miękka, plastyczną substancją, wytworzoną aby ją żuć (nie połykać). Większość producentów gum do żucia zachowuje swoje dokładne przepisy w tajemnicy. Często odnoszą się do ich specyficznej kombinacji: gumy, żywicy, wypełniacza, zmiękczaczy i przeciwutleniaczy. Receptury poszczególnych gum mogą się bardzo różnić, jednak zawierają bazowe składniki takie jak:

SUBSTANCJE SŁODZĄCE

1. SORBITOL

Duże spożycie może wywołać gazy, wzdęcia, a czasem skurcze jelit i biegunkę.

2. IZOMALT

Nadmierne spożycie może wywołać efekt przeczyszczający.

3. SYROP MALTITOLOWY

W niskich dawkach nieszkodliwy. W nadmiarze może działać przeczyszczająco.

4. ASPARTAM

Jest to bardzo kontrowersyjnyc składnik. Zawiera fenyloalaninę, jest więc niedozwolona dla osób cierpiących na fenyloketonurię. Podrażnia przewód pokarmowy. Aspartam jest substancją, która została powiązana z guzami mózgu, wadami wrodzonymi i rakiem. Jednak brak jest jednoznacznych badań, aby potwierdzić jego szkodliwość. Uznaje się, że konsumpcja aspartamu w zalecanych normach nie jest szkodliwa.

BAZA GUMOWA?

Jest to gumowata baza, która nadaje właściwości plastyczne produktowi, nie ulega strawieniu. Według prawa, na opakowaniu może być napisane „baza gumowa” bez podania szczegółowych ingredientów. Dotarłam do dokumentu, gdzie podany jest skład jednej z takich gum. Oto on: 1,3-butadieno, 2-metylo-homopolimer, maleinowany, estry z eterem monometylowym glikolu polietylenowego.

WĘGLAN WAPNIA – SUBSTANCJA GLAZURUJĄCA

W małych dawkach nieszkodliwa.

AROMATY

Aromaty dodawane w celu nadania smaku. Mogą być naturalne lub sztuczne.

GUMA ARABSKA – SUBSTANCJA ZAGĘSZCZAJĄCA

Substancja naturalna, uznana za nieszkodliwą.

LECYTYNA SOJOWA – EMULGATOR

Jest alergenem (osoby z alergią na soję muszą unikać takich produktów), dla ogółu nieszkodliwa.

GLICEROL – SUBSTANCJA UTRZYMUJĄCA WILGOĆ

Generalnie bezpieczny, chociaż może obniżać koncentrację i negatywnie wpływać na jasność umysłu. Długotrwale spożywany w nadmiarze może doprowadzić do zaburzeń płodności i pracy serca. Wpływa także na wahania poziomu cukru we krwi – z tego względu powinni go unikać diabetycy.

WOSK CARNAUBA – SUBSTANCJA GLAZURUJĄCA

– naturalny wosk, może wywołać alergie

BHA – PRZECIWUTLENIACZ

W dużych dawkach powoduje zaburzenia pracy wątroby, nerek, żołądka, tarczycy. Podejrzewany jest o możliwość wywoływania alergii. W połączeniu z dużymi ilościami witaminy C może wytwarzać wolne rodniki, które mogą uszkodzić składniki komórek, w tym DNA.

WG EFSA dopuszczalne dzienne spożycie to 0,25 mg na kg masy ciała. Jeśli ważysz 60 kg to maksymalnie możesz spożyć 15 mg czyli 0,015 g

Opakowanie gum to 14 g. Maksymalna zawartość BHA w opakowaniu gum = 5,6 mg. Czyli musisz zjeść 3 opakowania gumy, aby przekroczyć ilość spożytego BHA. Oczywiście nie uwzględnia się tutaj innych źródeł BHA (takie jak suplementy diety czy chipsy).

BARWNIKI: E133, E160a, E171

E133 – błękit brylantowy FCF, spożywany w dużych ilościach może uszkodzić nerki oraz naczynia limfatyczne. Jest kancerogenny.

E160a – karoten – nieszkodliwy

E171 czyli dwutlenek tytanu (kolor biały) uznany za nieszkodliwy

Dlaczego producent zastosował składniki, które w nadmiarze szkodzą?

To pytanie dotyczy producentów całej żywności – nie tylko tych od gum do żucia.
Otóż dzięki zastosowania takich, a nie innych substratów, otrzymano ten konkretny produkt o wyjątkowych właściwościach. Użycie innych dodatków skutkowałoby wytworzeniem już innego produktu. To jak różnica między Colą a Pepsi. Receptury obu napojów różnią się.

Producent tak powinien dozować dodatki (niektóre dodatki nie mają określonej maksymalnego poziomu stosowania), że przy umiarkowanym spożyciu, aby konsument nie doświadczył skutków ubocznych po spożyciu. Z moich wyliczeń dla gumy wynika, że przekroczenie spożycia przeciwutleniacza BHA wynosi 30 drażetek gumy miętowej bez cukru (pod warunkiem, że producent użył jej w maksymalnie dopuszczonej ilości, a tego nie wiemy).

Czy składniki gumy do żucia są bezpieczne?

Z założenia wszystkie produkty dostępne w sklepach są bezpieczne. Z drugiej strony, niektóre gumy zawierają składniki kontrowersyjne (w małych ilościach, ale jednak). Ilości tych składników są na ogół niższe niż poziomy wywołujące jakiekolwiek szkody.

Oświadczenia zdrowotne Wrigley GmbH

W 2011 r. firm  Wrigley GmbH uzyskała zgody od Komisji Europejskiej na używanie oświadczeń zdrowotnych dotyczących gum do żucia, które odnoszą się do zmniejszenia ryzyka choroby. Oto poniższe oświadczenia:

„Żucie gumy bez cukru remineralizuje szkliwo zębów, co zmniejsza ryzyko wystąpienia próchnicy”.

„Żucie gumy bez cukru neutralizuje kwasy powodujące powstawanie płytki nazębnej, co zmniejsza ryzyko wystąpienia próchnicy”.

Komisja przyznała, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy spożyciem gumy, a efektem zdrowotnym. Moim zdaniem cel nie uświęca środków. Te same oświadczenia, można dopasować np. do płynu do płukania ust.

Jako technolog powiem, że…

wszystkie składniki stosowane w wytwarzaniu gumy do żucia muszą być na zatwierdzonej przez prawo liście dodatków do żywności lub substancji pomocniczych do żywności, a dzięki temu są sklasyfikowane jako nadające się do spożycia przez ludzi. Słowo „spożycia” może się wydawać nie do końca pasujące, jednak guma do żucia została uznana za żywność, a jej składowe ulegają spożyciu.

Niemniej jednak, nie wszystko co oferuje nam producent żywności służy konkretnie nam samym. Jak widać z powyższych analiz, spożycie gumy do żucia może nam przynieść czasem więcej szkody niż pożytku.

Osobiście, raczej nie żuję gumy. Zdarza mi się to bardzo sporadycznie.

 

 

Źródło:
DECYZJA WYKONAWCZA KOMISJI z dnia 3 sierpnia 2012 r

Rozp. (WE) NR 1333/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie dodatków do żywności

Rozp. (UE) NR 665/2011 z dnia 11 lipca 2011 r.

Leszcz na talerzu, czyli dlaczego warto jeść ryby

W zdrowej diecie powinny znajdować się ryby, po które powinno się sięgać przynajmniej dwa razy w tygodniu. Polacy najczęściej wybierają pstrąga, dorsza, łososia, zapominając, że jest jeszcze leszcz, który jest rybą nie tylko bardzo zdrową, ale i bardzo smaczną.

Nie wszystkie ryby są zdrowe, zatem planując posiłek, warto pod uwagę wziąć tylko te, które mają dużo wartości odżywczych, a przy tym hodowane są w czystych wodach. Do takich ryb zalicza się między innymi leszcz, który ma wprawdzie tłuste mięso, ale to właśnie dzięki niemu bogaty jest w kwasy tłuszczowe omega-3, białka, minerały i tłuszcze, przez które tę rybę warto wprowadzić do codziennej diety.

Kilka faktów o leszczu

Leszcz to słodkowodna ryba należąca do rodziny karpiowatych. Występuje w niemal całej Europie, zachodniej Azji oraz w polskich dużych jeziorach, rzekach nizinnych i w przybrzeżnej strefie Bałtyku. Ulubioną miejscówką są słabo zasolone wody strefy przyujściowej o słabym nurcie i mulistym dnie. Jego aparat gębowy przystosowany jest do zasysania mułu, dzięki czemu sprawnie żeruje w poszukiwaniu pokarmu, żłobiąc doły osiągające nawet 10 metrów głębokości.Osobniki dorastają do 5-6 kilogramów masy ciała i do 80 centymetrów długości. Przeciętnie jednak najczęściej łowi się sztuki maksymalnie 3-kilogramowe, nie oznacza to jednak, że większe się nie trafiają – rekord Polski wynosi 6,9 kilograma i 76 centymetrów (źródło: Wiadomości Wędkarskie).

Ryba leszcz nie jest objęta ochroną gatunkową, łowiona jest przez cały rok, dzięki czemu jest łatwo dostępna. Sezon na leszcza przypada na połowę sierpnia i cały wrzesień, ponieważ wtedy ryby żerują właściwie całą dobę.

Leszcz – wartości odżywcze

Wartości odżywcze leszcza zależą między innymi od płci i wieku, warunków siedliska i dostępności żywności oraz sezonu, w którym ryba została złowiona. Standardowo 100 gramów (105 kcal) jadalnej części leszcza zawiera: 17,1 g białka, 55 mg cholesterolu, 4,4 g tłuszczu, 77 g wody i 0,9 g kwasów tłuszczowych. Mięso zawiera sporo składników biologicznych, które odgrywają istotną rolę w organizmie człowieka, jak na przykład fosfor, potas, wapń 25 mg, magnez 30 mg, sód, oprócz tego cenne witaminy jak A i PP oraz niewielkie ilości witamin C, B1, B2, E i D.Leszcz uważany jest za świetny zamiennik mięsa, który ma właściwości przeciwutleniające, antyseptyczne i przeciwzapalne. Wpływa ponadto na zmniejszenie ilości cholesterolu we krwi, poprawia ogólną kondycję skóry, a jego regularne spożywanie może pomóc w regulacji poziomu cukru we krwi oraz zaburzeń hormonalnych. Warto wiedzieć, że leszcz jest stosowany w medycynie do produkcji leków zawierających insulinę i pankreatynę, a jego kawior znaleźć można w maseczkach na twarz.

Leszcz w kuchni

W sklepach można znaleźć rybę w różnych wersjach: mrożonej, świeżej, patroszonej czy w postaci filetów, dzięki czemu można przygotować niemal każdy rodzaj potrawy. Każda z tych wersji ma swoje zalety, na przykład tusze niezwykle łatwo obrabia się termiczne, zatem będą idealne dla osób niewprawionych w przyrządzaniu ryb. Warto sprawdzić, która wersja będzie idealna do pieczenia, a która do smażenia – sprawdzisz to na stronie: https://www.makro.pl/swiat-produktow/ryby-makro/ryby-slodkowodne/leszcz.

Leszcz jest rybą o dużej zawartości drobnych ości, co może utrudnić filetowanie i jedzenie, dlatego niektórzy kucharze rekomendują maczać leszcza w occie lub wędzić rybę, dzięki czemu ości miękną i nie utrudniają konsumpcji. Mięso jest delikatne w smaku, do tego ma skłonność do rozpadania się, dlatego głównie rybę się smaży lub piecze. Można również przygotować tradycyjny przysmak odpowiedni również dla dzieci, to jest zamarynować rybę w zalewie octowej z dodatkiem marchwi i cebuli. Smak ryby jest przyrównywany do karpia, a jeśli ryba jest świeża i z dobrego źródła, na pewno będzie pyszna. Przy zakupie warto zwrócić uwagę, czy oko ryby jest błyszczące i wypukłe, a łuska jednolita. Mięso musi być zwarte i sprężyste, a sama ryba powinna mieć średnio intensywny zapach.

Przepisy na leszcza

Jako standardowe dodatki do leszcza używa się cebulę, paprykę, marchew oraz świeże warzywa. Najlepiej komponuje się z takimi przyprawami jak czosnek i natka pietruszki, które doskonale podkreślają smak pieczonego mięsa. Wielbicielom dań zdrowych i warzywnych do gustu powinien przypaść leszcz z grilla pieczony z dodatkiem masła, soku z cytryny oraz z gałązką kopru.

Najpopularniejszym przepisem, który dominuje w polskiej kuchni, jest leszcz w panierce. Rybę bardzo łatwo się przygotowuje, a dzięki temu, że korzysta się z nacinanych filetów, ości nie są wyczuwalne. Wystarczy właściwie pokroić rybę na około dwucentymetrowe kawałki i każdy kawałek obtoczyć w mące z jajkami i przyprawami. Innym daniem jest leszcz w chrzanie, które jest daniem niewymagającym nakładu czasu i umiejętności. Dzwonki leszcza układa się rondlu, zalewa roztopionym masłem z bulionem, dodaje starty chrzan i dusi na małym ogniu przez 10 minut, dodaje się śmietanę, i dusi następne 20 minut. Na koniec przyprawia się solą, cukrem i sokiem z cytryny.

Leszcz to doskonała ryba, która doczekała się nawet swojego święta. W sierpniu w Nowym Warpnie (powiat policji) odbywa się tradycyjny festyn pod nazwą Święto Leszcza. To skłania do wniosku, że ryba ta na dobre powinna zagościć na talerzach, nie tylko od święta.

Czy twarda woda powoduje kamienie w nerkach?

Nikt z nas chyba nie lubi twardej wody. Pralki jej nie lubią, bo się psują, włosy bo matowieją, skóra bo się ściąga, nawet piana z mydła trudniej się pieni, a prysznic jest cały w białych kropkach. A do tego ten osad na dnie szklanki i czajnik z odłożonym kamieniem! Nie raz zastanawiałam się, czy taka herbata z pyłem na dnie kubka nie szkodzi naszemu zdrowiu?

Na marginesie dodam, że mieszkam w rejonie Polski, gdzie woda jest dość twarda. Miasto Chełm zbudowano na złożach kredy, a pod jego ulicami rozciągają się kilometry korytarzy zabytkowej kopalni kredy. Wyjeżdżając do innych miast obserwuję znaczne różnice w kwestii wody. Ale bez względu na szerokość geograficzną, każda woda niedemineralizowana po zagotowaniu zostawia osad. Wokół tego zjawiska też powstało dużo mitów. Oto jeden z nich:

W czajniku osadza się kamień, w łazience na kranie również,
u ludzi też tworzą się kamienie w nerkach.
Czy pijąc twardą wodę nabawimy się kamieni w nerkach?

Co to jest kamień w czajniku?

Kamień w czajniku to tak zwany kamień kotłowy. Jest to warstwa osadu węglanu wapnia i magnezu, który powstaje w wyniku rozkładu wodorowęglanów wapnia i magnezu, które występują w wodzie, a zwłaszcza w twardej. Powstałe węglany są trudno rozpuszczalne i wytrącają się jako osad. Kamień pojawia się w urządzeniach i naczyniach w których gotowana jest woda. Osadza się na ściankach i elementach grzewczych – np. na grzałce.

Kamień w czajniku/twarda woda powoduje kamienie w nerkach?

Niektórzy uważają, że skoro kamień osadza się w czajniku, to picie takiej wody (zagotowanej lub prosto z kranu) może również powodować kamienie w nerkach. Prawda jest taka, że żadne badanie naukowe nie potwierdziło tej tezy. Wiadomo, że tworzenie kamieni w nerkach nie ma związku z twardością wody, a jest skutkiem powstania złogów (nierozpuszczalne fosforany, moczany, szczawiany).

Przyczyny kamicy nerkowej mają związek z nieprawidłową dietą, która wynika ze spożycia dużej ilości białka, rafinowanych węglowodanów, tłuszczów i soli kuchennej. Jeśli spożywacie dużo i często: rabarbar, szczaw, szpinak lub kapustę włoską – to uważajcie! Te warzywa są źródłem kwasu szczawiowego i przyczyniają się do powstawania kamieni w nerkach.

Czy można pić wodę z osadem?

Dobra wiadomość to taka, że obecność i spożycie osadu powstałego po przegotowaniu wody nie jest niebezpieczne dla naszego zdrowia. Nie wpływa na smak posiłków i potraw z użyciem przegotowanej wody. Mogą pojawić się jedynie szare „płatki” kamienia lub „piasek” na dnie szklanki z kawą czy herbatą. Nie jest to może apetyczne, ale nieszkodliwe. Warto jednak odkamienić czajnik, ponieważ kamień kotłowy sprawia, że woda dłużej się podgrzewa.

Jak się pozbyć kamienia z czajnika lub pralki?

Są specjalne środki do odkamieniania takich urządzeń, ale najprościej będzie to zrobić domowym sposobem. Ocet niestety pozostawia specyficzny zapach, aby się go pozbyć należy zagotować pusty czajnik jeden lub dwa razy. Zamiast octu, polecam kwasem cytrynowy! Tani, powszechny i skuteczny!

Twarda woda zdrowsza niż miękka

Woda zawiera prawie wszystkie substancje naturalne występujące w skorupie ziemskiej oraz substancje będące efektem działalności człowieka. Są dowody, na to , że twarda woda która zawiera większe ilości magnezu i wapnia może być zdrowsza od miękkiej. Mało tego! Udowodniono, że miękka woda używana do gotowania warzyw, mięsa itd. zmniejsza zawartość magnezu i wapnia w żywności! Woda twarda natomiast zmniejsza straty składników odżywczych i zwiększa zawartość wapnia w żywności.

„Jak podaje Polskie Towarzystwo Magnezologiczne są dowody na to, że twarda woda, zawierająca większe ilości takich biopierwiastków jak, magnez i wapń, może być zdrowsza od miękkiej, ponieważ na terenie gdzie występuje, zaobserwowano niższą zapadalność na choroby układu krążenia. Przykładem są mieszkańcy Gruzji, którzy pijąc wodę twardą, w mniejszym stopniu cierpią na choroby miażdżycowe i dożywają sędziwego wieku. Inaczej jest w Finlandii, której obywatele mający do dyspozycji wodę miękką, polodowcową, częściej zapadali na choroby serca i umierali nawet w młodym wieku.
Zwrócił na to uwagę polski uczony, – prof. Julian Aleksandrowicz – pisząc w tej sprawie list do ówczesnego prezydenta Finlandii Urho Kekkonena. W związku z tym problemem władze fińskie zleciły opracowanie kompleksowego programu zaradczego. Tak powstał projekt profilaktyczny pod nazwą Nord Kareliia, w którym uwzględniono również m.in. suplementowanie wody składnikami mineralnym. W ciągu 25 lat trwania kampanii liczba zgonów z powodu chorób serca i naczyń krwionośnych w Północnej Karelii zmniejszyła się o 75%.” E. Fąfara – PSSE w Limanowej

Producenci filtrów do wody, zmiękczaczy, magnetyzerów, odkamieniaczy itp. usiłują wmówić nam, że twarda woda jest niebezpieczna dla naszego zdrowia. W rzeczywistości tak nie jest!

Mit obalony!

Twarda woda nie powoduje kamieni w nerkach. A tak naprawdę jest dużo bardziej wartościowa niż ta zmiękczona (w kontekście spożywczym). Należy pamiętać, że woda jest niezbędnym elementem do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a jej skład mineralny decyduje o właściwościach zdrowotnych wody.

Nie mów tego głośno: „Żywność to sama chemia” cz.1

W ostatnim moim poście padło sformułowanie „żywność to sama chemia”. Ta fraza już chyba na stałe weszła do naszego języka. Tym samym czuję się zobowiązana, aby napisać o tym kilka słów swojego komentarza. Otóż …zgadzam się z tym zwrotem!

Żywność jest chemią, podobnie jak my sami. Żywność, surowce spożywcze, wszystko co nas otacza to chemia. Cała materia zbudowana jest z pierwiastków. W naszym ciele cały czas zachodzą reakcje chemiczne, na powierzchni skóry i wewnątrz żyją miliardy bakterii. A tlenek wodoru? Bez niego nie ma życia. Brzmi chemicznie? A to przecież zwykła woda. Zatem jak żywność nie może być chemią?

Domyślam się, że intencje autorów tego tekstu były inne i mieli na myśli przetworzoną żywność oraz obecność dodatków do żywności i substancji pomocniczych. Powiedzieć, że „żywność to sama chemia”, to jak stwierdzić „śnieg jest biały”. Aby jednak wziąć udział w dyskusji na temat żywności, warto coś o niej więcej wiedzieć.

Jeśli nie chcecie popełnić towarzyskiego faux pas lepiej jest powiedzieć:

1. „Ta żywność jest zbyt przetworzona”

Przykładem jest margaryna, która powstaje w wyniku utwardzenia ciekłych tłuszczów roślinnych. Gdyby nie uwodornienie, nigdy nie poznalibyśmy margaryny. Ten proces pozwolił tak przetworzyć oleje roślinne, że możemy używać ich częściej i więcej. Margaryna jest tańsza w produkcji niż masło, więc mamy wybór.

Ceny żywności są bardzo zróżnicowane. Te mniej przetworzone produkty są zazwyczaj droższe. Nie oczekujmy od szynki za 19 zł/kg jakości porównywalnej z szynką za 49 zł/kg.

Można inaczej: Zamiast kupować i spożywać margarynę, można używać masła, smalcu, oleju kokosowego (chociaż te również zostały wytworzone w wyniku przetwarzania, jednak mniej niż otrzymanie margaryny).

Moim zdaniem: Jeśli mamy wątpliwości, to należy unikać niektórych produktów. Sama staram się nie spożywać margaryny i najczęściej kupuję masło, ale od czasu do czas zdarza mi się przygotować ciasto właśnie na margarynie. Popatrzcie też na składy zwykłych herbatników – tłuszcze utwardzone są nieodzowne. A ciasto w cukierni? Najczęściej (bo i najtaniej) są przygotowywane na margarynach. Jak macie wątpliwości to poproście o listę składników (jest obowiązkowa!). Moja rada to: unikać, ale bez przesady.

Stopień przetworzenia żywności, zależy od surowców z jakich została wytworzona i zamierzonego celu. Jeśli nie jesteśmy osobami na diecie, opierającej się na surowych warzywach i owocach, to nie możemy uniknąć spożycia żywności przetworzonej.

Dla niektórych może to być szokujące, ale przetwarzanie to jest: gotowanie, pieczenie, smażenie, duszenie, grillowanie, marynowanie, kiszenie itd. Zobaczcie jak bardzo sami przetwarzamy żywność w domu.

2. „Ta żywność zawiera, jak dla mnie, zbyt wiele dodatków…”

Przykładem jest napój kawowy w proszku, potocznie zwany kawą 2w1 lub 3w1 – w zależności od producenta lista składników potrafi być długa…

Można inaczej: Zamiast kawy możesz napić się wody ;) 

Moim zdaniem: Zadaj sobie pytanie – jak często pijesz taką kawę? Może nie warto popadać w paranoje? W plenerze, na kempingu, na budowie. W tych „okolicznościach przyrody” szklanka takiej kawy smakuje wyjątkowo. Zuepłnie jak zupka chińska pod namiotem! Wiecie o czym mówię?

Nie wszystkie dodatki są złe. Ale o tym szerzej napiszę w drugiej części posta. Publikacja już wkrótce.

Nie daj się przestraszyć

Przygotowując się do napisania niniejszego tekstu, niechcący zajrzałam do Internetu. Autorzy niektórych stron wprost sieją niepotrzebną panikę wśród konsumentów. Oto przykład najpopularniejszego błędu: „żywność wysoko przetworzona”.

W ustawodawstwie nie ma czegoś takiego jak „żywność wysoko przetworzona”. Żywność jest albo przetworzona albo nieprzetworzona, z dodatkami lub bez dodatków. Najwyraźniej niektórzy lubią nadinterpretować słowa. W rozporządzeniu jest za to definicja żywności nieprzetworzonej.

„żywność nieprzetworzona” oznacza żywność, która nie została poddana jakiejkolwiek obróbce wywołującej zasadniczą zmianę jej stanu pierwotnego, przy czym uważa się, że zasadniczej zmiany nie wywołują w szczególności czynności takie, jak: dzielenie, porcjowanie, odcinanie, obieranie z kości lub ości, mielenie mięsa, zdejmowanie skóry, obcinanie, okrawanie, obieranie, rozdrabnianie, krojenie, czyszczenie, trybowanie, głębokie mrożenie, zamrażanie, schładzanie, mielenie, łuskanie, pakowanie lub rozpakowywanie”

Czyli jeśli kupimy mielone mięso, zamrożone maliny, wytłaczankę jajek, albo worek ziemniaków, to nie są to przetworzone produkty (zgodnie z definicją powyżej). Za to (prażone) pistacje, suszone jabłka, kiszona kapusta, gotowana marchewka należą do żywności przetworzonej.

Pozytywne strony przetwarzania żywności

Procesy naturalne takie fermentacja (kiszenie warzyw, otrzymywanie herbaty, wina, sera), to również przykład przetwarzania żywności. A jednak przynoszą nam wiele korzyści! Poza walorami smakowymi mają bardzo duże znaczenie odżywcze  – zwłaszcza produkty fermentacji mlekowej – kiszona kapusta i ogórki. To właśnie te produkty stymulują nasz układ odpornościowy. Sok i warzywa z kiszonek trafiają do jelit i tam stanowią pokarm dla mikroflory.

Muszę tutaj wspomnieć o dwóch pojęciach: PROBIOTYKI I PREBIOTYKI. Tak, tylko jedna litera różnicy. To pierwsze to dobroczynne bakterie. To drugie to ich pokarm, który zawarty jest m.in w kiszonych warzywach.

Przetwarzanie żywności to przede wszystkim nadanie jej określonego smaku. Pieczony kurczak, prażony popcorn, zupa krem z pieczarek. Oj tak! Przetwarzamy żywność dla jej wyjątkowego smaku… Czy często myślimy wtedy o aspektach zdrowotnych?

Wszelkie procesy cieplne mają za zadanie m.in. zminimalizować ryzyko wystąpienia chorób układu pokarmowego, do których mogłoby dojść w wyniku spożycia takiej żywności. Nie od dziś wiadomo, że pieczenie, gotowanie i smażenie zabija większość bakterii i patogenów. Mięso jest tutaj szczególnym surowcem. Należy zachować szczególną higienę przy obróbce mięsa.

Ostatnia rzecz to przedłużanie trwałości. Po to również przetwarzamy żywność, aby mogła być bezpiecznie przechowywana przez określony czas. Przykład: mleko pasteryzowane ma kilka dni ważności, nie musicie codziennie kupować świeżego. A w przypadku kryzysu, klęski żywiołowej to własnie mleko UHT będzie najszybciej zykupowane! Dlaczego? Bo termin ważności to kilka miesięcy, a bez otwarcia można takie mleko przechowywać w temp. pokojowej.

Przykład przetworzonej żywności przygotowanej w domu:

„Kucharka ugotowała ziemniaki, rozdrobniła je tłuczkiem, uformowała kulki i usmażyła z nich tzw. orzeszki ziemniaczane. Smażone orzeszki podała z grillowanym mięsem i marynowaną sałatką ze słoika.”

To był przykład gospodarności kucharki, która zużyła ziemniaki np. z poprzedniego dnia, ale również przykład przetwarzania żywności. Ziemniaki najpierw zostały ugotowane, potem ostudzone, następnie ponownie usmażone. Jeśli były na końcu jeszcze odgrzane, to jeszcze dla nich gorzej… To teraz porównajcie je z porcją gotowanych ziemniaków prosto z wody. Które będą dla nas bardziej odżywcze?

Druga sprawa to to, że wszystkie składniki obiadu były przetworzone: ziemniaki gotowane i smażone, sałatka marynowana i gotowana, mięso grillowane. Obiad miałby więcej wartości odżywczych gdyby procesów było mniej i trwały możliwie krótko: ziemniaki ugotowane i podane prosto z wody (gorące), mięso przygotowane na parze i surówka ze świeżych warzyw.

Tym przykładem chciałam udowodnić, że nie tylko żywność w sklepie to samo zło, ale to co sami z nią zrobimy w domu wpływa na jej właściwości i jakość, a każdy proces cieplny degraduje ją coraz bardziej.

W kolejnej części będę kontynuowała temat dodatków do żywności i substancji pomocniczych w przetwórstwie!

 

Źródło:
Rozp. (WE) NR 1333/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie dodatków do żywności

Jestem technologiem żywności i będę pisać o żywności…

Wiele złego mówi się dziś o żywności. Sama często słyszę opinie, że „ta żywność to sama chemia”. Rzadko kiedy komentuję takie opinie, ale tutaj na blogu wreszcie mam głos.

Jestem technologiem żywności i wiele lat uczyłam się o żywności. Wiem z czego się składa i co zawiera (z chemii właśnie). Na co dzień sama przygotowuję posiłki, rzadko jadam poza domem. Co z nie znaczy, że zawsze i wszędzie spożywam żywność bez dodatków i nieprzetworzoną.

Nie jestem sfiksowaną, zieloną technolożką, którą chce nawrócić niewiernych konsumentów na zielone, zdrowe, nieprzetworzone, beztłuszczowe, bezglutenowe, wegańskie etc. Uważam, że wszystko jest dla ludzi, a reszta jest nasza decyzją. Dlatego zdecydowałam się wyjść do Was i cyklicznie publikować posty o jedzeniu.

 

Po co ja to robię? Jaki jest cel?

  1. Pierwszym moim celem jest rosnąca świadomość społeczeństwa na temat żywności, odżywiania i kupowanych produktów spożywczych. Aby to osiągnąć musimy nawzajem informować się i przekazywać sobie wiedzę o jedzeniu. Co by nie było – ale wszyscy musimy jeść! Problem dotyczy nas wszystkich. Dlatego też słusznie by było podawać dalej moje posty – na portalach społecznościowych (polubienia, udostępnienia), forach itp.
  2. Druga kwestia wynika z tej pierwszej. Bardziej świadomy konsument to też mniejsze prawdopodobieństwo do oszukiwania go przez producenta. A nic tak mnie nie mierzi jak oszustwa producentów żywności, działania wbrew prawu i wprowadzania klienta w błąd. Im bardziej będziemy doinformowani i znali prawo, tym trudniej będzie im nas oszukać, a nasze wybory konsumenckie będą świadome.

 

 

O czym będą nowe posty?

Będę pisać o etykietach i znakowaniu żywności (jak czytać etykiety), o składzie żywności (czy jest taka straszna i trująca?), o przechowywaniu żywności. Chcę również analizować składy wybranych grup produktów i robić porównania konsumenckie. Czasem biorę coś do ręki w sklepie i od razu wiem, że ten produkt to bubel (brrr…), dlatego zamierzam publikować posty o zakupowych perełkach i wspomnianych porażkach.

Będę również testować i badać żywność dla dzieci (sama jestem mamą).

Kiedy nowe posty?

Posty o wspomnianej tematyce żywieniowej będę publikować na moim blogu JakPoMaśle.pl w każdy wtorek i piątek. Jeśli spodoba Wam się mój cykl, posty będą pojawiać się częściej – ale tutaj liczę na Waszą aktywność (komentarze, polubienia, udostępnienia)! To będzie dla mnie sygnał, że tematyka Was interesuje i pozwoli mi ją rozwijać.

A skąd ja to wszystko wiem?

Jedzenie to moje życie – kocham i nienawidzę.

Wybrałam taki, a nie inny zawód, ponieważ od małej dziewczynki pomagałam w kuchni i zawsze chciałam dowiedzieć się jak tę żywność się produkuje. Nie interesowały mnie kierunki humanistyczne i tak w dużym uproszczeniu ukończyłam technologię żywności. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej o moich studiach, dajcie znać, przygotuję post o studiowaniu na tym kierunku (a nie jest to kierunek dla wszystkich).
Tak więc, oprócz wiedzy zdobytej na uczelnie, przeczytałam masę książek o jedzeniu. Pracowałam również w kilku  zakładach produkujących żywność. A obecnie  jestem studentką studiów podyplomowych na rodzimej uczelni, gdzie klika ładnych lat temu uzyskałam tytuł magistra.
Jak widać żywności poświęciłam sporą część swojego życia i robię to nadal.

Pytania? Sugestie? Pomysły na posty?

Jeśli jakieś zagadnienie szczególnie Was interesuje, piszcie do mnie, a postaram się zgłębić temat. Czekam na wasze maile i wiadomości.

FB: https://www.facebook.com/jakpomasle/
e-mail: paula@jakpomasle.pl

 

Do zobaczenia we wtorek!

Paula :)