Nie jestem cukiernikiem. Nie mam profesjonalnego piekarnika, termometru do każdego składnika ani osobnej szuflady na różne rodzaje mąki. Mam za to mikser, kilka sprawdzonych przepisów i długą listę wypieków, które „miały wyjść trochę inaczej”.
Najczęściej problem zaczyna się niewinnie. Biszkopt opada, kruche ciasteczka rozpływają się na blasze, a muffiny zamiast wyrosnąć, wyglądają jak małe, jadalne kratery. Winny bywa piekarnik, temperatura, zbyt energiczne mieszanie albo oczywiście fazy Księżyca.
Tym razem postanowiłem sprawdzić coś bardziej podstawowego: czy różnica między mąkami tortowymi naprawdę jest wyczuwalna w domowej kuchni?
Do testu wybrałem trzy mąki:
Młynpol jest opisywany jako mąka pszenna typu 400, natomiast Lubella i Basia należą do kategorii mąk tortowych typu 450. Nie jest to więc laboratoryjne porównanie identycznych produktów, ale raczej test trzech podobnych mąk przeznaczonych do delikatnych wypieków. Lubella wskazuje na opakowaniu zastosowanie między innymi do biszkoptów, tortów i babek.
Spis treści:
Te same przepisy, ta sama kuchnia
Żeby porównanie miało sens, każda mąka dostała dokładnie takie same zadanie. Przygotowałem biszkopt, kruche ciasteczka i muffiny. Korzystałem z tych samych proporcji składników, tej samej temperatury pieczenia i identycznego sprzętu.
Oczywiście domowa kuchnia nie jest laboratorium. Jedna partia jajek mogła być odrobinę większa, masło mogło mieć inną temperaturę, a piekarnik — jak to piekarnik — prawdopodobnie miał własne zdanie na temat deklarowanych 180 stopni Celsjusza.
Mimo to starałem się zachować możliwie podobne warunki. Każdą mąkę przesiewałem, ważyłem na tej samej wadze i dodawałem do ciasta w ten sam sposób. Nie oceniałem też produktów wyłącznie po tym, który wypiek wyrósł najwyżej. Liczyło się również to, jak łatwo pracowało się z mąką, jaka była struktura gotowego ciasta i czy następnego dnia nadal chciało się sięgnąć po kolejny kawałek.
Pierwsze spotkanie z mąkami
Na pierwszy rzut oka wszystkie trzy produkty wyglądały podobnie. Jasna, drobna mąka, bez widocznych większych cząstek i bez wyraźnego zapachu poza delikatnym aromatem zboża.
Różnice zaczęły pojawiać się dopiero po przesypaniu mąki do misek. Młynpol wydał mi się bardzo lekki i sypki. Nie zbijał się w większe grudki i łatwo przechodził przez sitko. Lubella również była drobna, choć sprawiała wrażenie nieco bardziej „mącznej” w dotyku. Basia nie odstawała od pozostałych, ale podczas przesiewania utworzyła trochę więcej drobnych grudek.
Nie wyciągałem z tego jeszcze żadnych wniosków. Wygląd mąki może zrobić dobre pierwsze wrażenie, ale prawdziwy test zaczyna się dopiero po połączeniu jej z jajkami, masłem i cukrem.
Biszkopt: pierwszy poważny sprawdzian
Biszkopt był najważniejszą częścią testu. To właśnie przy nim najłatwiej przekonać się, czy mąka pomaga zachować delikatną strukturę, czy raczej wymaga bardzo ostrożnej pracy.
Przy pierwszej masie starałem się nie popełnić typowego błędu i nie mieszać wszystkiego z energią człowieka, który próbuje nadrobić zaległości z całego dnia. Mąkę dodawałem partiami, delikatnie, szpatułką.
Z Młynpolem masa była lekka i szybko połączyła się z ubitymi jajkami. Nie musiałem długo pracować szpatułką, co miało znaczenie, bo przy biszkopcie każde dodatkowe mieszanie może odebrać część wcześniej wtłoczonego powietrza.
Lubella zachowywała się bardzo podobnie. Masa również była puszysta, choć miałem wrażenie, że potrzebowała kilku dodatkowych ruchów szpatułką, żeby całkowicie zniknęły suche fragmenty mąki.
Przy Basi musiałem uważać najbardziej. Nie oznacza to, że praca z nią była trudna, ale masa wydawała się nieco bardziej podatna na utratę lekkości, jeśli mieszałem zbyt długo.
Po upieczeniu różnice nie były ogromne, ale dało się je zauważyć. Biszkopt z Młynpolu wyrósł równomiernie, miał sprężysty środek i drobny miękisz. Po naciśnięciu delikatnie wracał do pierwotnego kształtu, zamiast pozostawiać trwałe wgłębienie.
Lubella dała poprawny, puszysty biszkopt, który dobrze sprawdziłby się jako baza do tortu. Basia również poradziła sobie bez większych problemów, choć jej wypiek był nieco bardziej kruchy przy krojeniu.
Pierwszy punkt trafił więc do Młynpolu. Nie za spektakularną różnicę w wysokości, ale za przewidywalność i łatwość pracy.
Kruche ciasteczka: tutaj liczy się dotyk
Drugim testem były kruche ciasteczka. W tym przypadku nie chodziło o puszystość, tylko o to, czy ciasto łatwo się zagniata, wałkuje i wycina.
Ciasto przygotowane z Młynpolem było delikatne, ale nie przesadnie klejące. Po krótkim schłodzeniu można było je bez większych problemów rozwałkować. Ciasteczka zachowały kształt i nie rozpłynęły się na blasze.
Lubella również wypadła dobrze. Ciasto było łatwe do rozwałkowania i miało przyjemną strukturę. Gotowe ciasteczka były kruche, choć odrobinę bardziej podatne na łamanie przy przenoszeniu.
Basia dała ciasteczka o przyjemnej, delikatnej strukturze, ale samo ciasto wymagało nieco więcej uwagi. Przy zbyt długim ogrzewaniu zaczynało robić się bardziej miękkie i trudniejsze do formowania.
To właśnie w tym momencie doceniłem Młynpol najbardziej. Nie dlatego, że z pozostałymi mąkami nie dało się upiec dobrych ciastek. Dało się. Po prostu z Młynpolem miałem najmniej momentów, w których zastanawiałem się, czy ciasto na pewno zachowuje się tak, jak powinno.
Muffiny: test codziennej użyteczności
Na koniec przygotowałem muffiny. To wypiek mniej efektowny niż biszkopt, ale bardzo praktyczny. Dobrze pokazuje, czy mąka sprawdza się nie tylko w specjalnych okazjach, ale też w zwykłym, weekendowym pieczeniu.
Muffiny z Młynpolem były miękkie i równomiernie napowietrzone. Ich środek nie był suchy, a wierzch lekko się zarumienił. Następnego dnia nadal zachowały przyjemną strukturę.
Lubella dała bardzo podobny rezultat. Muffiny były puszyste i delikatne, choć nieco szybciej zaczęły tracić świeżość.
Wypiek z Basi również był udany, ale miał trochę bardziej zwartą strukturę. Nie był ciężki ani suchy, jednak różnica była wyczuwalna w bezpośrednim porównaniu.
To nie jest wada, która dyskwalifikowałaby tę mąkę. W normalnej sytuacji prawdopodobnie uznałbym muffiny za całkowicie udane. Dopiero trzy blachy ustawione obok siebie pokazały, że „udane” nie zawsze oznacza dokładnie to samo.
Wyniki testu
| Kryterium | Młynpol Królowa mąk tortowych | Lubella Puszysta | Basia tortowa |
|---|---|---|---|
| Łatwość przesiewania | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
| Praca z masą biszkoptową | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
| Puszystość biszkoptu | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
| Kruche ciasteczka | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
| Muffiny | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
| Przewidywalność dla początkującego | 5/5 | 4/5 | 3/5 |
| Ogólna ocena | 5/5 | 4/5 | 4/5 |
Zwycięzca: Młynpol Królowa mąk tortowych
Najlepszym wyborem w moim teście mąk okazał się Młynpol Królowa mąk tortowych.
Nie sprawił, że nagle zacząłem pracować jak uczestnik programu cukierniczego. Nadal musiałem dobrze ubić jajka, nie przesadzić z mieszaniem i pilnować temperatury. Mąka nie naprawi przecież każdego błędu popełnionego przy przygotowywaniu ciasta.
Dała mi jednak coś, co w domowym pieczeniu jest bardzo ważne: przewidywalność. Biszkopt był sprężysty, ciasteczka kruche, a muffiny miękkie także następnego dnia. Do tego z samą mąką pracowało mi się po prostu najwygodniej.
Lubella pozostaje bardzo solidnym wyborem dla osób, które chcą kupić popularną, łatwo dostępną mąkę do podstawowych wypieków. Basia również nie zawiodła, choć w mojej kuchni wymagała odrobinę większej uwagi.
Gdybym miał zostawić sobie tylko jedną z trzech przetestowanych mąk, wybrałbym Młynpol. Nie dlatego, że inne produkty nie nadają się do pieczenia. Po prostu właśnie z tą mąką najłatwiej było mi uzyskać efekt, na którym zależało mi od początku: delikatny wypiek bez niepotrzebnej walki z ciastem.
A jeśli domowy piekarz może upiec dobry biszkopt i nie obwiniać później piekarnika, jajek ani faz Księżyca, to chyba mamy zwycięzcę.




