Dlaczego warto kupować promocyjne produkty dobrej jakości?

Dlaczego warto kupować promocyjne produkty dobrej jakości
SP Artykuł sponsorowany

Kiedy w sklepie widzę żółtą etykietę o promocji, słyszę w głowie zdanie mojej cioci: „na pewno coś z tym jest”. Chyba połowa Polski ma tak samo. Skoro potaniało, to producent gdzieś musiał ściąć: gorszy surowiec, krótszy termin, jakaś tańsza receptura specjalnie na akcję. Ale czy na pewno? Przepracowałam w zakładzie spożywczym kilka lat, najpierw w laboratorium, potem na stanowisku kierowniczym. Ani razu nie widziałam takiej pogorszonej wersji produktu, przygotowanej tylko pod promocję. Nikt zresztą nie miałby w tym interesu: osobna receptura to osobna dokumentacja, osobne badania i nowa specyfikacja, a koszt tego zjadłby całą korzyść z akcji, zanim towar w ogóle dojechałby do sklepu.

Czy produkt z promocji jest gorszej jakości?

Przy promocji zmienia się coś zupełnie innego niż skład. Producent płaci sieci za miejsce w gazetce, bo chce wypromować nowy wariant smakowy, domknąć sezon albo wyrobić roczne plany produkcyjne zapisane gdzieś w styczniu.

Bywa oczywiście tak, że obniżka bierze się z krótkiego terminu, i będzie to napisane wprost przy cenie. Dlatego warto to sprawdzać przed zakupem. Sama się o tym kiedyś przekonałam, gdy wzięłam sześć jogurtów z datą na pojutrze. Bo skoro tanio, to głupio było nie brać. Zjadłam trzy. Reszta wylądowała w koszu, więc te jogurty wyszły mnie drożej, niż gdybym kupiła dwa w normalnej cenie.

Właśnie dlatego promocja jest najlepszym momentem na produkt, który normalnie odkładasz z powrotem na półkę. Ja tak kupuję oliwę z pierwszego tłoczenia i masło extra: w obniżce kosztują tyle, co te, po które sięgałam z rozsądku, a nie z ochoty. Za tę samą kwotę wracam do domu z lepszym jedzeniem, a nie z większą liczbą sztuk czegokolwiek.

W jakich sklepach jest najtaniej?

Nie ma sieci, która wygrywa cenowe porównania w każdym tygodniu. Raz tanieje nabiał w jednym miejscu, tydzień później mięso zupełnie gdzie indziej. A większość z nas i tak kupuje mniej więcej to samo co zawsze. Ja też. Dlatego zaczynam od zaplanowania koszyka: przeglądam gazetki netto i gazetki kaufland, wypisuję rzeczy, które i tak wylądują w wózku, i dopiero potem patrzę, gdzie mi się to składa w jeden wyjazd. Wszystkie gazetki promocyjne można pobrać online w jednym miejscu, więc nie muszę pamiętać, aby je zabierać ze sobą ze sklepu przy każdych zakupach. Nowe gazetki wchodzą zwykle w środę albo czwartek i tego się trzymam z listą, bo w sobotę rano z promocyjnej palety nie ma już czego oglądać.

Planując zakupy porównuję produkty po cenie jednostkowej, tej pisanej drobnym drukiem za kilogram albo litr. Kilka razy skusiłam się na multipak, który po przeliczeniu wychodził drożej niż trzy zwykłe opakowania, a butelki oleju potrafią dziś mieć 750 ml w cenie sprzed czasów, kiedy miały litr. Rzucam też okiem na najniższą cenę z ostatnich 30 dni, którą sklep musi podać obok przecenionej. Jeśli te dwie liczby dzieli pięćdziesiąt groszy, przewracam stronę. Przy okazji wychodzi jeszcze jedno: markowy produkt w obniżce często kosztuje mniej niż marka własna w cenie regularnej, więc nie trzeba wybierać między jakością a ceną.

Jak sprawdzić, gdzie jest najtańsza kawa ziarnista?

Kawa jest u mnie produktem, na którym najlepiej widać, po co w ogóle się w to bawić. Ziarno z porządnej palarni w obniżce schodzi do poziomu przeciętnej kawy mielonej, a czuć to od pierwszego kubka po jej zaparzeniu. Zanim wyjdę z domu, sprawdzam, co pokazuje w danym tygodniu choćby euro sklep gazetka, i przeliczam cenę na kilogram, bo paczki 250 i 500 g lubią stać obok siebie z podobną kwotą na cenówce.

Sprawdzam też datę palenia. Termin przydatności mówi zwykle tylko tyle, że kawa nie zaszkodzi; o tym, czy jeszcze pachnie, decyduje moment wypalenia. Przez jakieś cztery tygodnie od tej daty ziarno jest w dobrej formie, później zostaje z niego ciemny napój, który już nie będzie smakował tak samo dobrze. Dlatego zawsze kupuję zapas kawy tylko na miesiąc, nawet kiedy promocja kusi na więcej. Zawartość otwartej paczki przesypuję do szczelnego pojemnika i chowam do szafki na suche zapasy. W lodówce ziarno łapie skropliny przy każdym wyjęciu, a wilgotna kawa wietrzeje szybciej niż ta stojąca w ciepłym i suchym miejscu.

Nie zrobiła się przez to ze mnie łowczyni okazji. Ale czasami, aż żal nie skorzystać, gdy ceny produktów na promocji są bardzo kuszące. W zeszłym tygodniu wróciłam z kilogramem migdałów, których nikt w domu nie zamawiał, ale ich cena była tak niska, że aż mi się palce zacisnęły na paczce. Po latach zakupowych doświadczeń kupuję o wiele bardziej świadomie. Gazetka nie układa mi już zakupów, tylko je wycenia i pomaga zaplanować zakupy w czasie. To zupełnie inny rodzaj wydawania pieniędzy, choć z boku wygląda podobnie. A w koszyku ląduje lepsze jedzenie za te same pieniądze: kawa z palarni zamiast najtańszej mielonej, masło extra zamiast miksu, oliwa, po którą wcześniej nie sięgałam.

Oceń przepis / post

Artykuł powstał we współpracy z gazetkowo.pl.

Paula Andrzejewska
O autorze

Paula Andrzejewska

Cześć! Jestem technologiem żywności (magister inżynier, Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie) i certyfikowanym audytorem wewnętrznym PN-EN ISO 22000. Od 2013 roku prowadzę blog Jak Po Maśle, na którym analizuję składy produktów spożywczych i dzielę się przepisami. Pracowałam w laboratoriach i na stanowiskach kierowniczych w zakładach przemysłu spożywczego. Ukończyłam studia podyplomowe z zarządzania jakością i bezpieczeństwem zdrowotnym żywności. Obecnie pracuję jako nauczyciel przedmiotów zawodowych w technikum gastronomicznym, gdzie dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem z młodzieżą.

Dodaj komentarz


Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.