Pierwsze spotkanie z Robertem Makłowiczem

Nic nie zapowiadało tego, że będzie mi dane spotkać Roberta Makłowicza. Była to sobota, miesiąc przed świętami, która niczym nie różniła się od wszystkich innych sobót ubiegłego roku. Tego dnia trochę zaspaliśmy, dlatego po zakupy poszliśmy później niż zwykle. Wysiadamy z Paulą z samochodu i kierujemy się w stronę naszego chełmskiego TESCO. Otwierają się przed nami automatyczne drzwi, wchodzimy do środka i… nie wierzę własnym oczom. To Robert Makłowicz!

A tak naprawdę, to zobaczyłem wielki kosz wypełniony książkami, a w śród niech kilka egzemplarzy Smak łowi Makłowicz. Gdyby sam Robert Makłowicz miał przyjechać do Chełma, to tydzień wcześniej napisałyby o tym wszystkie lokalne tygodniki. Wszystkie trzy!

Jeśli o mnie chodzi, to zwykle nie korzystam z książek kucharskich. Zazwyczaj pytam Paulę o to jak zrobić daną potrawę lub zaglądam do Internetu. A kolekcjonowanie książek z przepisami to dla mnie totalna abstrakcja. Z jakiegoś powodu tę jedną książkę kupiłem. Sam nie wiem dlaczego, chyba ze względu na sympatię do Roberta Makłowicza. Lubię słuchać jego opowieści o odległych krajach mimo, że praktycznie wcale nie oglądam programów kulinarnych.

Co znajdziemy w środku?

To co od razu rzuca się w oczy, to to, że książka Smak łowi Makłowicz jest zwyczajnie bardzo ładna. Wydałem w swoim życiu kilka książek (nie własnych, tylko innych autorów) i dlatego zawsze zwracam szczególną uwagę na to, jak książka się prezentuje. W tym przypadku każdy element jest na najwyższym poziomie – oprawa, papier, zdjęcia, skład itd.

Książka została podzielona na osiem rozdziałów związanych z porami roku, tj. wiosna, Wielkanoc, lato, grill, jesień, przetwory, zima, Boże Narodzenie. Dzięki temu nie zaglądając do spisu treści wiem, że na końcu książki znajdę przepis na barszcz wigilijny lub kompot z suszu.

maklowicz1

Każdemu przepisowi poświęcono dwie strony. Strona lewa to galeria zdjęć gotowej potrawy lub wypieku, natomiast strona prawa to spis składników i sposób przygotowania. Kolejne czynności niezbędne do przygotowania potrawy zostały opisane w formie czytelnej listy, a gdyby tego było mało, to są również zdjęcia ukazujące poszczególne etapy.

Przy niektórych przepisach znajduje się mała ikonka kamery. Zastanawiałem się co ona oznacza i w końcu doszukałem się informacji, że na stronie internetowej TESCO można obejrzeć filmy kulinarne z potrawami z książki. Na filmach nie zabrakło również Roberta Makłowicza.

maklowicz2

Duży plus należy się za to, że opisane w książce  potrawy składają się z ogólnie dostępnych składników. To strasznie frustrujące, gdy się człowiek nakręci na jakieś danie, ale składników do jego przygotowania próżno szukać w normalnych sklepach lub są zwyczajnie za drogie.

Bardzo fajne jest to, że pod każdym przepisem znajdują się informacje o czasie przygotowania, zawartości energetycznej i liczbie porcji. Jest też informacja o poziomie trudności danej potrawy, ale w rzeczywistości większość z nich jest łatwa do zrobienia.

maklowicz3

Zdjęcia

Chociaż pisałem powyżej o tym, jak ładnie książka została wydana, to postanowiłem poświęcić osobny akapit fotografiom w niej zawartym.

Ja i Paula prowadzimy bloga kulinarnego, więc fotografia kulinarna jest stałym elementem naszej pracy. Z każdym dniem nasze zdjęcia są lepsze i lepsze. Wszystko dzięki książkom o fotografii, warsztatom i codziennej pracy oraz chęci doskonalenia się. Niestety do poziomu zdjęć z tej książki to nam jeszcze trochę brakuje.

Może to i lepiej, bo gdybyśmy wiedzieli i potrafili już wszystko w tym temacie, to byłoby nam strasznie nudno :)

maklowicz4

Porady i inne takie

Tylko z tymi poradami jest problem. Gdy zobaczyłem w sklepie stronę opisującą zasady nakrywania stołu myślałem, że takich przydatnych porad jest w książce więcej. Niestety nie ma. To jedyna dodatkowa treść poza przepisami.

Trochę szkoda, bo moim zdaniem takie informacje wzbogaciłyby książkę i częściej miałbym powód, aby do niej zaglądać.

maklowicz5

Po miesięcznym użytkowaniu stwierdzam, że warto było wydać 29 zł na książkę Smak łowi Makłowicz. Zazwyczaj gdy gotuję, to przyrządzam proste potrawy, których receptury znam na pamięć. Wychodząc poza moje własne schematy chętnie będę korzystał z przepisów Roberta Makłowicza zawartych w tym wydawnictwie.

Teraz powinienem opisać książkę kucharską rodem z LIDLA z przepisami Pascala i Okrasy. Niestety jej nie mam, bo nie nazbierałem punktów. Może ktoś z Was ma dwie i chce się podzielić? :)

2 komentarze do wpisu „Bananowa kawa z kokosem na upały

Dodaj komentarz