sd Pomysł na Papirus od Winiary czyli filet z kurczaka smażony w pergaminie | Jak Po Maśle

Pomysł na Papirus od Winiary czyli filet z kurczaka smażony w pergaminie

follow site Jak Po Maśle jako przyjaciel marki Winiary od czasu do czasu testuje ich produkty. Tym razem otrzymałam serię nowego ich produktu „Pomysł na … Papirus”, której jeszcze nie ma sklepach, poza jedną siecią. Forma produktu mnie nieco zaskoczyła. Po otworzeniu opakowania wyskoczyły 4 złożone kartki oklejone przyprawami. Moim zadaniem było włożyć w to filety z kurczaka i usmażyć. Proste, prawda? Do tego szybkie, ale czy smaczne? Zaraz się przekonacie.

Z opakowania można dowiedzieć się: „Winiary POMYSŁ NA PAPIRUS” to innowacyjne rozwiązanie, które pozwala w prosty sposób przygotować na patelni bez dodatku tłuszczu, wyśmienite, soczyste mięso. Specjalny pergamin do smażenia pokryty oryginalną mieszanką aromatycznych ziół i przypraw sprawia, że mięso smaży się we własnym sosie absorbując smak i aromat przyprawowej kompozycji”.

No to smażymy! Najpierw opłukałam piersi z kurczaka, lekko rozbiłam otwartą dłonią i włożyłam w papier. Patelnia już się rozgrzała, więc włożyłam na nią moje Papirusy.

Czas smażenia zależy od wielkości płomienia i grubości mięsa, ale na oko nie mniej niż 5 minut z każdej strony.

Podczas smażenia przyprawy okalają mięso, a kotlet pozostaje soczysty.

go site Najpierw zalety:

Pierwsze cięcie, pierwszy gryz i… DOBRE. Najbardziej podobało mi się to, że filet jest soczysty, a nie wysuszony na wiór. W przypadku delikatnego mięsa jak drobiowe, to ważne, że sok nie wyparował ani nie wyciekł, a kotlet pozostał soczysty i dosmażony.

Kolejną zaletą jest czas przygotowania. Gotowy obiad w dosłownie kilka minut i nie ma dużo mycia.

Wygodna forma przygotowania w postaci kartki papieru – trochę wada, trochę zaleta. Wygodne jest to ze względu na poręczność i czystość całego procesu – tylko włożyć mięso, smażyć i wyjąć, ale nie wygodne, ponieważ przy przewracaniu kotlet może się ześliznąć. Gdyby powstała wersja Beta Papirusa to na pewno byłyby to kieszonki! Dzięki temu nic by się nie przesuwało i wygodniej byłoby przewracać nasze mięsko.

Tych kotletów praktycznie nie da się spalić, a to oznacza, że mogą je nawet zrobić osoby niepewnie czujące się w kuchni.

click here Troszkę o wadach…

Szczególnie zainteresowała mnie informacja „Warto wiedzieć”: „…nie musisz dodawać tłuszczu, który należy ograniczyć w codziennej diecie”. Ograniczać tłuszcz? Czy to trucizna, jak alkohol etylowy i z tego powody nie spożywają go dzieci? A co z chlorkiem sodu i dlaczego na etykiecie nie ma informacji o jego zawartości? No właśnie skoro o soli mowa, wypływa tutaj największa wada Papirusa. Nie wiem jak inni konsumenci i testerzy, ale dla mnie te kotlety to prawie sama sól! Z dwóch przygotowanych smaków, oba były tak samo słone, ale 1:0 dla czosnkowego, który był w smaku lepszy od papryki. W swojej kuchni używam tylko i wyłącznie soli morskiej i to w niewielkich ilościach. Szacuje się, że nadmierna podaż soli w pożywieniu odpowiada za około 30% przypadków nadciśnienia tętniczego, 14% udarów mózgu i 9% zawałów serca. Spożywanie soli jest niezbędne nam do życia, ale dobrze wiemy, że potrawy za słone są po prostu niezjadliwe. Produkty spożywcze, które kupujemy, nie powinny zawierać w sobie więcej niż 20 mg sodu na porcję. W opakowaniu „Pomysłu na Papirus” sól znajduje się na pierwszym miejscu, ciekawe ile mg przypada na sugerowaną 1 porcję mięsa czyli 200 g? Tego producent już nie podał.

Wracając do tłuszczów to ich niedobór jest gorszy od nadmiaru, a dzienne racje są indywidualne i uzależnione od wielu czynników. Szkoda, że w naszym społeczeństwie wciąż tkwi stereotyp: tłuszcz = choroby cywilizacyjne. Dla mnie tłuszcz jest nośnikiem smaku, a wszystko co dobre zawiera właśnie tłuszcz. Weźmy np. pod lupę pieczony boczek i pieczonego kurczaka. Co smaczniejsze? Cały wic polega na tym, że w Papirusie jest jednak tłuszcz. To ja już sama nie wiem, skoro piszą, że powinnam ograniczać tłuszcz…

 

Podsumowując

Mając okazję spróbować mięso przyrządzane tą metodą, nie jestem pewna czy kupiłabym ten produkt. Jako pani domu wszystko robię sama i rzadko decyduję się na takie półfabrykaty, a jak mi się nie chce gotować to tego nie robię. Uważam, że czasem te lepsze wyjście niż za słony kotlet.

4 komentarze do wpisu „Tort brzoskwiniowy czyli kuchnia czeska

  1. Uwielbiam kuchnię czeską :) może dlatego, że moja prababcia była Morawianką :) Przepis sądzę, że wypróbuję już niedługo :)

Dodaj komentarz