🍯 MIÓD Chiński i z UE – trucizna czy zdrowie? Jak kupować?

Dziś będzie o miodzie, ale nie o jego niezwykłych właściwościach, bo o tym będzie innym razem, tylko o tym jak go kupować! Swoją drogą, przygotowując dzisiejszy post, odkryłam że miód chyba leczy wszystko 😉. Od zaparć, odleżyn, poprzez trawienie, pracę serca, a skończywszy na stresie i urodzie. U mnie w domu zawsze miód był remedium na przeziębienia. Po jego przeczytaniu tego posta biegnijcie do szafki i sprawdzić jaki macie miód w domu.

Zapraszam do obejrzenia mojego vloga:

Gdzie najlepiej kupić miód?

Zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma możliwość zakupić miód prosto z pasieki. U nas (na wschodzie Polski), taki miód jest często sprzedawany na ryneczku. Miód można kupić również prosto z pasieki, ale wiadomo, że trzeba wiedzieć gdzie. A nie zawsze znamy takie miejsca i pozostaje zakup miodu w sklepie. Tym bardziej, że pszczelarze bazują na marketingu szeptanym i ewentualnie tabliczką przed posesją informującą o sprzedaży miodu.

miód pszczeli

W ostateczności kupujcie miód w sklepie.

Na co zwrócić uwagę kupując miód w sklepie? Pierwsza i najważniejsza rzecz – to pochodzenie miodu. A więc czytajcie etykiety!

Już tak jest ze wszystkim (w odniesieniu do żywności), aby kupować produkty, które przebyły krótką do Nas drogę – czyli lokalne, krajowe, europejskie. I tak samo jest z miodem. Najlepiej kupować miód z Polski. Ponieważ jest to rodzimy miód, wyprodukowany przez pszczoły z pyłków roślin przez nas znanych, a więc i małe prawdopodobieństwo do uczuleń po takim miodzie.

Na drugim miejscu stawiam miody Europejskie. I tutaj są one różnie oznaczane. Na opakowaniu powinna być informacja o kraju pochodzenia – Polska, Węgry, Rumunia, Francja. Oznacza to, że miód (powinien, chyba że producent oszukał) pochodzi z danego kraju, a nie jest mieszanką z kilku państw.

 

TYCH MIODÓW NIE KUPUJCIE!

Najgorsze są miody z poniższym oznaczeniem:
„Mieszanka miodów pochodzących z państw członkowskich Unii Europejskiej i spoza UE”.

Zauważcie, że w/w zapis mniej więcej oznacza „pasieki z UE i możliwe, że wszystkie inne na świecie”. Według mnie to oszustwo. Taki zapis nie ogranicza w żaden sposób pochodzenia – nie można wykluczyć, że jest tam miód np. z Chin, a zazwyczaj właśni tak jest. Powinno być określone z jakiego kraju/krajów pochodzi miód. Może być też tak, że na cały słoik przypada tylko jedna łyżeczka miodu z UE, reszta to chiński. Tak naprawdę nikt tego nie zweryfikuje, a zapis jak widzicie tego nie wyklucza. I wszystko jest zgodnie z prawem. Niestety. Jedynie co możemy zrobić to wystrzegać się takiego miodu i kupić tylko ten z polskich pasiek.

 

Dlaczego chiński miód jest zły

Chiński miód nie krystalizuje się. Powodem tego jest rozlewanie go na gorąco (100 st.C), a to powoduje utratę walorów leczniczych i zdrowotnych. Robi się tak w celu cięcia kosztów.

Inna sprawa, że kiedyś w Chinach były liczne afery, ponieważ w miodach były zawarte chemikalia – miało to związek z chorobami pszczół. Nie chciałabym jeść takiego miodu, a Wy?

Kolejny powód to możliwość wystąpienia alergii po takim miodzie. Owszem, po każdym miodzie może dojść do reakcji alergicznej, jednak odpowiednik z Chin jest wytwarzany z roślin, które są dla nas obce. Stąd większe prawdopodobieństwo do wystąpienia wysypki etc.

W ostateczności taki miód nas ani nie uzdrowi, ani nie wyrządzi krzywdy. Słodki, gęsty ulepek do słodzenia herbaty i tyle. Ale czy dlatego kupujemy miód? Bynajmniej. A taniej będzie posłodzić herbatę cukrem.

 

Liczę, że ten film sprawi, że zastanowicie się następnym razem zanim kupicie miód i przekażecie te informacje dalej.

 

Jeśli już musicie kupić miód w sklepie, bierzcie tylko taki, który jest z Polski. Kupcie mały słoik, a przy najbliższej okazji kupcie miód prawdziwy – np.  od pszczelarza lub w sklepie zielarskim.

 

Jakie grzyby nadają się na pizzę? Odpowiadamy

Grzyby są niesamowicie aromatyczne. Ich intensywny smak dodaje zupełnie nowego wymiaru wielu daniom, także tym inspirowanym kuchnią włoską. Włosi z chęcią sięgają po te niezwykłe dary lasu, dodając je m.in. do risotto, porannej frittaty, smażonych mięs, ale także do pizzy. Pytanie tylko: po jakie gatunki grzybów można sięgnąć i w jaki sposób je przyrządzić.

Grzyby są niesamowicie aromatyczne. Ich intensywny smak dodaje zupełnie nowego wymiaru wielu daniom, także tym inspirowanym kuchnią włoską. Włosi z chęcią sięgają po te niezwykłe dary lasu, dodając je m.in. do risotto, porannej frittaty, smażonych mięs, ale także do pizzy. Pytanie tylko: po jakie gatunki grzybów można sięgnąć i w jaki sposób je przyrządzić.

Czy na pizzy mogą pojawić się tylko klasyczne pieczarki? Oczywiście, że nie. Poznaj wszystkie możliwości, jakie przed Tobą stoją i pędź do lasu.

Pieczarki – najchętniej wykorzystywane

Jeśli grzyby, to pieczarki. To właśnie one najczęściej pojawiają się na pizzach oferowanych w takich lokalach jak np. Pizzeria Toscania w Bydgoszczy. Nie ma się czemu dziwić – ich subtelny aromat podkreśla smak całego dania. Poza tym, to najłatwiej dostępne grzyby – z łatwością można je kupić w niemal każdym sklepie.

Coraz częściej na pizzy pojawia się też większa odmiana pieczarki – Portobello. W sklepach można ją poznać nie tylko po rozmiarze, ale i bardziej brązowym niż białym odcieniu. Czy warto? Z całą pewnością tak. Mają nieco inny niż klasyczna pieczarka posmak – na pewno więc wzbogacą każdą wersję dania.

Pamiętaj, że pieczarki mogą trafić na pizzę bezpośrednio przed pieczeniem – wystarczy je umyć, obrać i pokroić na cienkie plasterki, by w piecu nabrały odpowiedniej konsystencji i oddały aromat. Możesz je również wcześniej przesmażyć, np. w towarzystwie cebulki. Nie zapomnij tylko o jednej ważnej rzeczy – pieczarki (jak i inne grzyby) należy posolić dopiero pod koniec smażenia. To ważne, aby grzyby nie stwardniały i szybko osiągnęły pożądaną teksturę.

Kurki? Czemu nie!

Choć kurki nie są typowo włoskim dodatkiem na pizzę, i one często trafiają na warstwę sosu i sera. Są również grzybami o bardzo delikatnym aromacie i charakterystycznym, żółto-pomarańczowym kolorze.

Na pizzę można je wyłożyć w wersji marynowanej (wtedy dodadzą całej kompozycji lekko kwasowego aromatu), jak i tej świeżej. Jeśli wybierzesz wariant drugi, pamiętaj, że grzyby należy wstępnie przesmażyć – np. na maśle, by stały się bardziej kremowe.

Porcini: klasyka kuchni włoskiej

Porcini to odmiana borowików, którą zbiera się m.in. w Toskanii, Ligurii oraz Piemoncie. Rosną w lasach mieszanych – najczęściej pod dębami oraz bukami. Okres ich zbiorów rozpoczyna się latem, a kończy późną jesienią. Mają bardziej intensywny smak niż pieczarki czy kurki. Dodatkowo Włosi, zwłaszcza w Toskanii, podczas obróbki przyprawiają je nipetellą. To odmiana tymianku, która wyróżnia się delikatnie miętowym posmakiem.

Czy grzyby porcini nadają się na pizzę? Oczywiście. Delikatnie podsmażone czy uduszone ze szczyptą nipetelli oddadzą swój aromat i wzbogacą to klasyczne włoskie danie.

A co z polskimi grzybami leśnymi?

Nie tylko kurki, porcini czy pieczarki nadają się na pizzę. Wiele restauracji, np. w Pizzeria Toscana w Bydgoszczy, oferuje również inne opcje. Na przykład wersję z grzybami leśnymi. Prawdziwki, podgrzybki czy maślaki – podsmażone czy zamarynowane wnoszą do włoskiego dania zupełnie nowe, ciekawe aromaty. Pokochają je nie tylko ci, którzy lubią eksperymenty ze smakiem. Warto więc przyjrzeć się bliżej również i tej opcji.

Jak widać: grzyby na pizzy to dobry pomysł. Jeśli więc masz ochotę na klasyczne, ale bogatsze o wielowymiarowe aromaty danie inspirowane kuchnią włoską – bez wahania zamów wersję z grzybami.

Ciasto czekoladowo-bananowe z jagodami. Pyszne!

Chyba nikt nie lubi jak coś się marnuje, a szczególnie jeśli chodzi o żywność. Produkty zepsute niezwłocznie należy wyrzucić, ale np. czarne banany nadają się jeszcze do przetworzenia! Jest kilka zastosowań spożywczych dla takich egzemplarzy. Kiedyś trafiłam na przepis na wino z bananów. Potrzebne były właśnie takie w kropki, a jeszcze lepiej całe czarne. W ów przepisie potrzeba ich było aż 10 kg i autor polecał odwiedzić kilka jak nie kilkanaście sklepów w celu zakupienia takiej ilości ciemnych bananów. W moim przepisie nie nachodzicie się, bo potrzebujecie tylko 2 banany, oczywiście mocno dojrzałe, a pozostałe składniki zawsze są w lodówce.

Jest wiele przepisów na ciasto z bananami. Kiedyś już robiłam jedną wersję (bez kakao) i nie do końca przypadła mi do gustu. Widoczne „niteczki” z bananów nie wyglądały zbyt apetycznie, dlatego zdecydowałam się na wersję czekoladową. Powiem krótko. To ciasto przeszło moje oczekiwania. Z wyglądu przypomina murzynka, ale jeśli spróbujecie kawałek to przekonacie się, że ciasto jest bardzo bananowe, a czekolada (kakao) tylko podkreśla smak. Przygotujcie to ciasto i dajcie zaskoczyć swoich gości wyjątkowym smakiem. Podsuńcie im kawałek i czekajcie na reakcje…

ciasto czekoladowe z bananami

Foremka keksowa – 32x13x8 cm

Ciasto czekoladowo-bananowe – składniki:

Składniki mokre:

  • dwa bardzo dojrzałe banany – mogą być nawet całe czarne
  • 50 g masła (miękkie lub rozpuszczone)
  • 2 jajka
  • 150 ml mleka

Składniki suche:

  • 170 g mąki pszennej
  • 150 g cukru
  • 4 łyżki kakao
  • 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej

oraz garść mrożonych jagód lub malin.

Jak zrobić ciasto czekoladowo-bananowe z jagodami?

  1. Ustaw piekarnik na 180ºC. Arkusz papieru do pieczenia zgnieć w rękach jak gazetę i wyprostuj w rękach. Wyłóż papierem formę, układając brzeg na zewnątrz.
  2. Banany zmiksuj w blenderze. Dodaj pozostałe mokre składniki i dokładnie zmiksuj.
  3. Suche składniki wymieszaj w misce. Wlej składniki mokre i wymieszaj łyżką do połączenia. Na końcu dodaj mrożone jagody lub maliny.
  4. Masę przelej do formy wyłożonej papierem i wstaw do piekarnika.
  5. Piecz około 50-60 minut. Przy ciastach z owocami nie sprawdza się metoda „suchego patyczka”.
  6. Po upieczeniu wyjmij ciasto z formy, ostudź i dopiero zabierz się za krojenie.

Ciasto można oblać polewą czekoladową lub po prostu oprószyć cukrem pudrem.
ciasto czekoladowe z bananami
Ciasto ładnie wyrasta, jest wilgotne i bardzo pachnie bananami. Dodatek aromatów jest już zbędny. Można nie dodawać już owoców, ale wg mnie ciasto jest smaczniejsze. Ja dodałam jagody, a ciacho zyskało jeszcze wilgotności.

Napiszcie w komentarzach jak Wam się udało :) Jestem pewna, że wyszło pyszne!

Zupka chińska jest z Japonii

Chyba każdy z nas jadł kiedyś tzw. chińską zupkę. Właściwie nie wiem skąd nazwa chińska, skoro została wymyślona w Japonii i powinniśmy raczej określać ją „japońska zupka”. A może tak się mówiło tylko w moich rejonach? Napiszcie w komentarzach jak to się przedstawiało u Was?

W każdym razie, jak już wspomniałam, taką zupkę chyba każdy jadł. Prawda? U mnie są to trzy skojarzenia:

  1. Dzieciństwo i moja pierwsza „ugotowana” własnoręcznie zupa. Ha! Nawet nie wiecie jakie było to dla mnie wtedy poczucie samodzielności. Przecież ja sama gotowałam!
  2. Wakacje! Ten niezwykły czas biwaków, wyjazdów i lenistwa… Słuchajcie, jak te zupy wtedy smakowały! Jakie to było dobre…
  3. Studia! Szczególnie podczas sesji, gdy nie miałam czasu na nic, to taka ekspresowa zupa nie raz ratowała mi tyłek :)

Dziś, za sprawą sushi i sosu sojowego, uczę się smaku kuchni japońskiej i zaczynam cenić jej smak.

W Japonii zupę je się pałeczkami

Brzmi niewiarygodnie i nie ma tu kłamstwa. Otóż w praktyce to wygląda tak, że najpierw spożywa się pałeczkami to co jest w zupie zamoczone, a na końcu wypija bulion. Można? Można! 😊

Kuchnia japońska rzadko gości u nas w domu, ponieważ takie dania najczęściej wymagają specjalnych składników. Niestety w naszym mieście ich dostępność jest często bardzo ograniczona. Skutkiem tego zdecydowanie za mało testujemy przepisy z kuchni japońskiej i koło się zamyka.

kurczak po japońsku oyakata

Kurczak „po japońsku” OYAKATA

Dziś chciałam Wam pokazać w jaki sposób można przygotować zupę po japońsku. Podstawą do przygotowania zupy będzie Kurczak po japońsku OYAKATA. Zupa ta przypomina japoński bulion z kurczaka, a to daje już szerokie pole do modyfikacji przepisu i sposobu podania zupy.

W zupie są już wszystkie przyprawy (imbir, czosnek, czarny pieprz), dzięki temu przygotowanie dania jest naprawdę bardzo proste.  Ponadto zupa ta łączy smak UMAMI, tradycyjny japoński bulion z kurczaka i makaron. To naprawdę ciekawa i smaczna baza do innych wyjątkowych potraw.

Składniki:

  • OYAKATA Kurczak po japońsku (1 opakowanie)
  • Krewetki
  • Szczypiorek
  • Jajko

Przygotowanie:

  1. Zagotuj wodę w garnku i wrzuć krewetki. Gotuj około 10 minut. Odcedź.
  2. W drugim garnku zagotuj 450 ml wody. Dodaj makaron z opakowania zupy OYAKATA i gotuj 3 minuty. Dodaj olej i przyprawy z saszetek. Wymieszaj.
  3. Do miseczek przełóż makaron, wlej zupę. Ułóż krewetki. Posyp posiekanym szczypiorkiem. Jajko przekrój na pół i ułóż w zupie żółtkiem do góry.

Jakby mój mąż przygotował dla mnie taką kolację – niespodziankę, to byłabym więcej niż zadowolona. ;)

Chciałabym abyście się zainspirowali tym przepisem. Może ktoś z Was przygotuje taką wyjątkową kolację dla drugiej połówki. Założę się, że kuchnia japońska nie gości u Was na co dzień!

kurczak po japońsku oyakata

A na koniec… ciekawostka z Japonii!

Czy wiedzieliście , że w Japonii zostawienie napiwku w restauracji lub barze uważane jest za nietakt? A to dlatego, że obsługa klienta zawsze jest wliczona w kwotę rachunku.
W Europie i na świecie wygląda to zupełnie inaczej. Są kraje, gdzie nie wypada nie zostawić napiwku, ale japońska restauracja rządzi się swoimi prawami.

A co Wy sądzicie o zostawianiu napiwków dla kelnerów i barmanów? Napiszcie w komentarzach.

kurczak po japońsku oyakata

Jak stosować dietę, suplementację i ćwiczenia, aby zmienić swoją sylwetkę oraz uzyskać trwałe efekty zdrowotne?

W dzisiejszych czasach większość z nas żyje intensywnie i szybko. Nie zawsze potrafimy się zorganizować, aby odżywiać się zdrowo oraz uprawiać sport. Odbija się to na samopoczuciu i zdrowiu, a nawet na relacjach rodzinnych. Dlatego uważam, że od czasu do czasu każdemu przydałby się detoks organizmu. Niektórzy w tym celu stosują głodówki, ale ja  jestem przeciwniczką takiego rozwiązania. Moim zdaniem człowiek nie powinien unikać jedzenia, a zamiast tego odżywiać się w sposób przemyślany, bo tak zostaliśmy stworzeni. Nasz organizm to skomplikowana maszyna, która potrzebuje paliwa.  Z tego powodu popieram racjonalną i zbilansowaną dietę.

Niedawno firma Naturhouse zaproponowała nam przetestowanie boxa do trzytygodniowej kuracji oczyszczającej, którą można przeprowadzić samodzielnie w domu. Projekt nas zainteresował, bo ma związek ze zdrowym odżywianiem i zdrowym stylem życia, czyli wartościami, które chcemy propagować. Dlatego zdecydowaliśmy się na udział w projekcie.

Robimy VLOG z kuracji – Oglądaj odcinek nr 1 :)

Pierwsze wrażenia z kuracji – Oglądaj odcinek nr 2 :)

naturhouse detox

Duże zielone pudełko z napisem Detox

Gdy listonosz przyniósł do nas paczkę od Naturhosue, to po jej otwarciu ukazał nam się elegancki zielony box z napisem Detox. Najważniejsza była jednak jego zawartość, na którą składały się:

  • suplementy diety – 6 różnych produktów w formie saszetek, granulek, pigułek, fiolek i syropu. Produkty zawierają w swoim składzie głównie wyciągi i ekstrakty z roślin, a także błonnik, witaminy. Suplementy mają za zadanie wspomóc organizm w trakcie detoksu. Ta pomoc polega m.in. na hamowaniu głodu, przyspieszenie metabolizmu, usuwaniu wody metabolicznej, regulacji pracy jelit.
  • plan diety na 21 dni – czytelny i prosty z podziałem na każdy dzień tygodnia i 5 posiłków dziennie. Dieta uwzględnia suplementy zawarte w kartonie;
  • przepisy kulinarne – dość proste w przygotowaniu, nie mają też zbyt skomplikowanych składników. Wszystko jest dostępne w większości popularnych sklepów.
  • zalecenie dietetyka – wskazówki odnośnie postępowania w trakcie trwania diety – co wolno, czego nie itd.

naturhouse detox

Dlaczego się zdecydowaliśmy?

[Jacek] Jeszcze do niedawna prowadziłem zdecydowanie zdrowszy tryb życia. Odżywiałem się właściwie, zrezygnowałem z fast-foodów oraz regularnie uprawiałem sport. Wieczorami, cztery dni w tygodniu wychodziłem biegać na krótkich dystansach po 5-8 km. Dzięki temu gdy wstawałem rano byłem rześki, a przez cały dzień miałem dużo energii.

Obecnie jest odwrotnie. Jem byle co, często w biegu oraz zrezygnowałem z biegania. Nie tylko nie mam na nic siły, ale nawet chęci aby to zmienić. Kilka kilogramów też chętnie bym zrzucił. Zdecydowałem się na udział w detoksie, ponieważ chciałbym ruszyć z miejsca. Z góry zaplanowana dieta pomoże zapanować mi nad kulinarnymi grzechami, które często popełniam. Te przewinienia to m.in. podjadanie między posiłkami, zbyt duża ilość słodyczy, monotonna dieta, zbyt mało warzyw, dużo mięsa, o sporcie już się nie wypowiem. To wszystko sprawia, że wracając z pracy czuje się jak worek żużlu. Chciałbym ruszyć z miejsca, a wiem że potrafię.

Dla mnie plus jest jeszcze taki, że dietę będziemy realizować razem. To zawsze jest ułatwienie, bo można razem gotować i jeść to samo. Nikt nikomu nie zazdrości zakazanych produktów, efektów diety, a wręcz można się nawzajem pilnować i motywować.

[Paula] Na detoks zdecydowałam się z ciekawości. Nie mam na celu zrzucenia żadnych kilogramów. Bardziej zależy mi na niewidocznym czyli oczyszczeniu orgiazmu, wyglądzie skóry. Poza tym liczę, że kuracja zmotywuje mnie do regularnych posiłków z czym mam często problem.

Podoba mi się w tej kuracji, że cały jadłospis jest rozpisany. Nie musze się zastanawiać co ugotuje jutro lub pojutrze. Zakupy też mogę poczynić dużo wcześniej.

Naszym jeszcze jednym problemem są monotonne śniadania i kolacje. Obiady częściej robimy wymyślne, ale te małe posiłki ograniczają się u nas do kilku potraw takich jak owsianka z rodzynkami, kanapki, jajecznica. Plan diety z boxa jest dużo bardziej zróżnicowany i bardzo mi się to podoba.

naturhouse detox

Minusy diety DETOX

Jak każda dieta, ta również ma swoje minusy, ale są one do przeżycia. Pierwszy minus to eliminacja słodyczy w trakcie trwania kuracji. Jacek będzie miał z tym problem, ja dużo mniejszy. Często zastępuję słodycze np. miodem, domowym dżemem itp.

Drugi minus jest taki, że oprócz wykluczenia słodyczy trzeba unikać (unikać – a nie wykluczyć! Ha! Jest nadzieja!) konfitur, dżemu, miodu, czekolady, kakao, ciast, ciasteczek i lodów. Nie należy też spożywać alkoholu. W końcu to kuracja detoksykująca.

Co będzie dalej?

Cała kuracja jest przemyślana w taki sposób, aby możliwie najbardziej ułatwić wytrwanie w postanowieniu oczyszczenia organizmu i wyuczyć dobre nawyki żywieniowe. Efekt ma być taki, że po trzech tygodniach kuracji nie wraca się do starych przyzwyczajeń. Przynajmniej ja tak mam, że jak się staram i wkładam w coś wysiłek i widzę efekty, to nie chcę ich udaremnić. Taka kuracja ma trochę nauczyć nas zdrowego stylu życia.

Będziemy dzielić się z Wami naszymi wrażeniami w trakcie trwania kuracji. O wszystkim opowiemy w filmach, które znajdziecie na naszym Facebooku i YouTube. Pojawią się również dania przygotowane na bazie przepisów dołączonych do boxa. Ogólnie, to będzie się działo! :)naturhouse detox

Jesienny drożdżowy placek ze śliwkami na lepszy humor :)

Chociaż kalendarzu mamy jeszcze lato, to wrzesień rządzi się swoimi prawami.

Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale cieszę się, że jesień jest tuż tuż. Upały tak mnie znużyły, że niczego tak nie pragnęłam, jak właśnie ochłodzenia. To dobra też pora, aby wreszcie włożyć te wszystkie kardigany kupione na wyprzedażach w lipcu i… upiec jesienne ciasto!

placek ze sliwkami

Pierwsze śliwki kupiłam na próbę, dla smaku. Okazały się bardzo smaczne, więc kupiłam ich więcej z myślą o cieście drożdżowym. Tak właśnie powstało pierwsze jesienne ciasto w mojej kuchni – drożdżowe ze śliwkami i kruszonką. Tego lata tyle razy robiłam drożdżowe ciasto, że składniki odmierzałam już praktycznie odruchowo. Koniecznie zapiszcie ten przepis, bo ciasto wychodzi bardzo puszyste i nie za słodkie. Nie ma potrzeby szukania lepszego przepisu.

placek ze sliwkami

Ciasto drożdżowe ze śliwkami – składniki:

  • 500 g mąki pszennej
  • 200 ml ciepłego mleka
  • 40 g drożdży – u mnie Lesaffre (cała kosteczka)
  • 45 g cukru
  • 50 g masła (roztopione)
  • Szczypta soli
  • trochę cukru waniliowego
  • 1 jajko (można nie dawać, ale ciasto wychodzi lepsze)
  • 0,5 kg śliwek

Kruszonka

  • 40 g mąki,
  • 20 g cukru,
  • 20 g masła

Jak upiec ciasto drożdżowe ze śliwkami – krok po kroku

Wszystkie składniki dobrze jest wyjąć wcześniej, aby miały temperaturę pokojową.

Do małej miski (głębsza miska o pojemności ok 1 l) wlać ciepłe mleko i wkruszyć drożdże. Dodać 1 łyżkę cukru i 2-3 łyżki mąki. Wymieszać, aby drożdże się rozpuściły. Miseczkę przykryć ściereczkę i odstawić. Po kilku minutach powstanie pianka, która będzie rosnąć.

Do dużej miski wsypać sypkie składniki: mąkę, cukier, sól i wymieszać.

Zawartość małej miski – czyli nasz zaczyn przelać do miski z mąką. Dodać ostudzone masło i bić całe jajo. Ciasto drożdżowe należy zagniatać rękami, ale na początku można sobie pomóc widelcem. Dzięki temu nie będzie mieć obklejonych ciastem dłoni. Tak samo robię przy cieście na pierogi.
Na początku, gdy składniki są mokre mieszam widelcem lub łyżką, a później przekładam ciasto na stolnice i zagniatam rękami. Uformować kulkę z ciasta, włożyć do miski i przykryć ściereczką. Odstawić na pół godziny lub dłużej.

Śliwki umyć, wyjąć pestki i pokroić na ćwiartki. Przygotować kruszonkę (wymieszać mąkę, cukier i masło w miseczce przy pomocy dłoni, tak aby powstały grudki).

Gdy ciasto podrośnie rozwałkować je na kształt blaszki. Formę wyłożyć papierem do pieczenia, ułożyć ciasto, a na nim śliwki. Posypać kruszonką i nakryć ściereczkę. Zostawić na blacie i pozwolić jeszcze urosnąć – około 20 minut lub dłużej. W tym czasie można posprzątać w kuchni 😊.
Piekarnik rozgrzać do 200°C. Ciasto odkryć i włożyć do piecyka. Piec około 35 minut. Po upieczeniu pozwolić mu chwilę odparować i można kroić.

placek ze sliwkami

 

Wskazówka

Ilość mleka zależy od partii mąki. Niektóre mąki chłoną bardziej wilgoć, inne mniej. I chodzi o to, że raz „poznańska” będzie bardziej chłonąć wodę/mleko innym razem mniej. Dlatego w przepisach często ilość dodanej wody jest orientacyjna. Ciasto ma wyjść gładkie i elastyczne.

Ważne są również drożdże. Ważne, aby nie miały styczności z gorącym mlekiem. Mleko musi być ciepłe. Gorące zinaktywuje drożdże i ciasto nie urośnie. Wiem co mówię, bo kiedyś mi się to zdarzyło. Zabiłam drożdże :O .

 

8 mitów dotyczących żywności, w które musisz przestać wierzyć!

Dobre rady odnośnie żywienia możesz spotkać na każdym kroku. Wcale nie oznacza to, że zawsze będą one prawdziwe i skuteczne. Badania odnośnie odżywiania mogą być mylące i zawsze ulec zmianie. Sensacyjne nagłówki w mediach i natłok informacji sprawia, że stajemy się głusi na wszelkie wskazówki żywieniowe. W najlepszym wypadku pójdziemy za dobrą radą i niepotrzebnie zrezygnujemy z ulubionego produktu. W najgorszym przypadku wybierzemy niezdrową opcję, myśląc ze dokonujemy właściwego wyboru.

Przedstawiamy 8 mitów żywieniowych, które muszą umrzeć!

 

Mit #1: Jaja są złe

Przyjęło się błędne założenie, że cholesterol pochodzący z żywności podnosi poziom cholesterolu we krwi. Jednak coraz bardziej wiarygodne staje się to, że tłuszcze trans i tłuszcze nasycone bardziej wpływają na podniesienie cholesterolu we krwi. W ostatnich latach przeprowadzono wiele badań, które pokazują, że całe jajo może być częścią zdrowej diety w większości osób oraz nie wpływa znacząco na poziom cholesterolu lub ryzyko chorób serca.

 

Mit #2: Kawa odwadnia

Tak, kawa jest moczopędna (wspomaga produkcję moczu), ale jest w tym bardzo łagodna. Zauważ, że kawa sama w sobie jest płynem – składa się głównie z wody, a ta także liczy się do dziennego spożycia płynów. Ilość kawy potrzebna do odwodnienia organizmu jest większa niż ktokolwiek powinien spożyć w ciągu dnia. Jeśli pijesz 2-3 filiżanki dziennie, na pewno się nie odwodnisz.

 

Mit #3: Naturalny cukier różni się od dodanego do żywności.

Cukier to cukier. Na poziomie cząsteczkowym cukier w jabłku jest dokładni taki sam jak cukier, który dosypujesz do kawy. Różnica może mieć miejsce w tym jak nasze organizmy rozkładają cukier, gdy są połączone z innymi składnikami jak błonnik, białko. Takie połącznie cukru z błonnikiem pomaga powolnemu trawieniu i zapobiega skokom poziomu cukru we krwi. To lepsze niż cukier pozbawiony wartości odżywczych. Ale twój organizm zareaguje tak samo na cukier jeśli wypijesz sok, zjesz miód czy syrop klonowy i jakbyś wypił colę.

 

Mit #4: Organiczna żywność zawsze jest zdrowa

Słowo „organiczny” wtargnęło do naszych sklepów z wielkim hukiem i etykietką „zdrowy”. Prawda jest taka, że organiczne przekąski nadal są przekąskami. Jedzenie ich w nadmiarze nie jest nagle w porządku, tylko dlatego że spełniają wymagania dotyczące ekologicznej etykiety. To nadal przekąski. Organiczny syrop czekoladowy nadal jest syropem czekoladowym. Organiczne ciastka, chipsy i cukierki mają te same ilości pustych kalorii co wersje nieorganiczne. Jednak jeśli chodzi o typowe produkty, które zazwyczaj zawierają najwięcej pestycydów to wybieranie odpowiedników organicznych jest dobrym rozwiązaniem.

 

Mit #5: Margaryna jest lepsza niż masło

Margaryna stała się popularna w czasach, w których tłuszcz miał złą sławę, a ta stała się „zdrowszą” bo roślinną alternatywą masła. Prawda jest taka, że margaryna jest dla Ciebie niekorzystna, ponieważ zawiera tłuszcze trans, które są gorsze od naturalnie występujących tłuszczy w maśle. Zauważ jaka jest krótka lista składników masła, a ile znajduje się składników w margarynie.

 

Mit #6: Sałatki zawsze się najzdrowszą opcją w menu.

Możesz pomyśleć, że wybór sałatki jest bezpieczny. Prawda jest taka, że składniki sałatki ułożone na wierzchu i polane smakowitym sosem sprawiają, że ilość kalorii jest tak duża jak w pysznej  trzydziestocentymetrowej pizzy, której próbujesz się oprzeć. Uważaj na niewinnie wyglądające sałatki, które mają dressing, grzanki, ser, bekon, słodzone, suszone owoce. Awokado i orzechy są zdrowe w niewielkich ilościach, a zazwyczaj serwowane w zbyt dużych porcjach. Wybieraj sałatki z zieleniną (sałata, roszponka, rukola), chudym białym mięsem, z niewielką porcją oleju, który pomoże wchłonąć się składnikom odżywczym oraz jest zdrowszy od kremowego sosu.

 

Mit #7: Żywność o niskiej zawartości tłuszczu jest lepsza od oryginału.

Tłuszcz jest niezbędną częścią zdrowej diety. Tłuszcz nie jest zły i nie idzie bezpośrednio w biodra. Każde dodatkowe kalorie (nie tylko te pochodzące z tłuszczu z diety) które zjesz, a twoje ciało nie może zużyć, może przekształcić w tkankę tłuszczową. Tłuszcz jest bogaty w kalorie, a to oznacza również, że można używać niewielkiej ilości, aby czuć się nasyconym i pełnym. Oznacza to, że należy pilnować wielkości porcji. Pułapka jest w żywności przetworzonej, kiedy to tłuszcz zostanie usunięty z żywności i zastąpiony cukrem lub solą. Dlatego należy czytać składy. Lepiej jeść małe porcje tłuszczu, cieszyć się pełnym smakiem i czuć się sytym.

 

Mit #8: Rezygnacja z glutenu każdemu wyjdzie na dobre!

Prawda jest taka, że jedzenie bezglutenowe niekoniecznie jest zdrowsze jeśli nie chorujesz na celiakie lub nie tolerujesz glutenu. Nie wszystkie produkty bezglutenowe są wytwarzane w ten sam sposób pod kątem zawartości składników odżywczych. Pieczywo bez glutenu może być produkowane z ubogiej, rafinowanej mąki. Takie produkty mogą być tez bogate w cukier. Jeśli produkty z pszenicą nie sprawiają, że masz objawy nietolerancji, spożywanie ich nie sprawi, że będziesz zdrowszy.

 

Wniosku nasuwają się same. Być może badania w przyszłości pokażą nam jeszcze inne, nieznane oblicza żywności. Tego jeszcze nie wiemy. Ale jedno nie zmieniło się od wieków. Należy zachować umiar w jedzeniu i piciu, bo jak wiadomo, co za dużo to niezdrowo. Co więcej możemy zrobić? Oczywiście czytać etykiety – przede wszystkim skład produktu oraz tabele wartości odżywczej.

 

 

 

 

4 wiosenne przepisy na zdrowe i pożywne dania z Almette

Wiosna, nawet bardziej niż lato, przypomina mi o świeżych warzywach i jakie one dają podczas codziennego przygotowywania posiłków. Po długiej zimie bardzo chcę się zjeść chrupiący szczypiorek, kruchą sałatę i młode ziemniaki. Chociaż w większości nie są to nasze polskie warzywa, tylko importowane np. z Egiptu, to i tak smakują wyjątkowo pysznie.

Są jednak takie dni, że brakuje mi inspiracji do tworzenia nowych przepisów. Chyba większość z nas ma podobnie, że zamykamy się w kilkunastu ulubionych przepisach. Mimo to warto przełamywać przyzwyczajenia i sięgać po nowe receptury, bo właśnie możliwość próbowania nowych smaków jest w kuchni najlepsza! A wiosna i świeże warzywa, to idealny moment na wprowadzenie zmian w jadłospisie.

Zdrowe odżywianie – czy warto?

Był taki okres w moim życiu, że przed wyjściem z domu wypijałam tylko kawę w biegu. W pracy zjadłam drożdżówkę z soczewicą lub ciastko i potem długo, długo nic, aż do obiadokolacji przygotowywanej w domu. Nie będzie zaskoczeniem, że taka niezdrowa dieta negatywnie odbiła się na moim zdrowiu. Postanowiłam więc, że czas na zmiany w odżywianiu!

Pierwszym krokiem do zmiany nawyków stały się regularne posiłki. Teraz codziennie jem śniadanie, w pracy jem drugie śniadanie między godziną 11 a 12, a po powrocie z pracy domowy obiad i kolację. Później zastąpiłam kawę zieloną herbatą, a od niedawna sama wyciskam soki owocowo-warzywne (o tym szerzej niedługo na blogu!). Pamiętam, że już po kilku dniach od zmiany zaobserwowałam poprawę samopoczucia.

Teraz, gdy spożywanie wszystkich posiłków w ciągu dnia stało się nawykiem czuję się zdrowsza i pełna energii.  Jednak największą nagrodą jest świadomość, że robi się coś dobrego dla swojego ciała i duszy. I nie trzeba robić wielkiej rewolucji w swoim życiu, wystarczą małe kroki i konsekwencja w działaniu.

Jak jeść więcej warzyw i owoców?

Mój sposób na owoce to soki domowej roboty! Wyciskam je ze wszystkiego co się da. Po wyciśnięciu soku z owoców jest dużo lepsza przyswajalność witamin, niż w spożytych kawałkach owoców. Do soków owocowych dorzucam coraz więcej warzyw, więc jest progres, a może i uzależnienie od picia soków :).

Jeśli chodzi o warzywa, to najpierw je kupuję, a potem zastanawiam się co z nich przyrządzę. Dla przykładu bakłażana kiedyś omijałam, a teraz kupuję i w domu kombinuję co z niego zrobić. Na zimę zawsze przygotowuję zapasy w postaci słoików z warzywami w zalewach. Jednak nawet zimą nie rezygnuję ze świeżych warzyw i owoców. Spożywam ich mniej, ale nigdy nie odstawiam ich całkowicie.

Teraz, gdy po długiej zimie przyszła wiosna, w całości zastępuję marynowane warzywa świeżymi. Nie ma nic lepszego niż pachnący ogórek, sałata, rzodkiewka albo papryka. W moim osiedlowym warzywniaku często są promocje na niektóre nowalijki i ostatnie sztuki warzyw. To świetna okazja do uzupełnienia zapasów niskim kosztem. Kupuję wtedy niewiele, ale zjadamy je tego samego dnia lub wyciskam z nich sok.

Jak wyrobić w sobie nawyk zdrowego odżywiania?

Odpowiedź jest jedna: odrzucić (lub ograniczyć do minimum) wszystko co niezdrowe. Wydaje się trudne do realizacji? To tylko pozory! Wiele lat temu ograniczyłam do minimum żywność typu fast food, kupne słodycze, a ostatnio i soki ze sklepu. Od 15 lat nie słodzę herbaty i nie piję napojów nasyconych tleniem węgla (gazowanych).

Uświadomiłam sobie, że ta „żywność” ma niewiele wspólnego z prawdziwym jedzeniem oraz zaburza trawienie i funkcjonowanie organizmu. Dlatego praktycznie nie jem takich rzeczy. Dlaczego prawie? Bo jak każdy normalny człowiek pozwalam sobie od czasu do czasu na drobne „oszustwa”. Nic złego się nie stanie, jeśli kilka razy w roku zdarzy mi się zjeść ze znajomymi na mieście frytki belgijskie albo kebaba. Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale warto zachować umiar.

Ale muszę się przyznać, że najtrudniej jest walczyć z pokusami na zakupach, gdy chcę sięgnąć po paczkę chipsów do filmu na wieczór. Wyobrażam sobie wtedy, że zjedzenie tego spowoduje u mnie celulit i z plażowej figury nici. Wtedy rezygnuję od razu! ;) Zamiast tego kupuję paczkę solonego słonecznika w łupinach i tak razem z Jackiem chrupiemy na zdrowie!

Ale jak znaleźć na to wszystko czas?

Soki, obiadki, śniadania do pracy. Czy da się to wszystko samodzielnie przygotować i nie spędzić całego dnia w kuchni? Pewnie, że tak! Musicie wiedzieć, że my jako blogerzy kulinarni nie poświęcamy się tylko gotowaniu, ani tym bardziej na oglądaniu kulinarnych programów telewizyjnych. Wręcz przeciwnie. Staramy się iść własną drogą ku zdrowemu odżywianiu, oszczędzając czas na rozrywki, pasje, odpoczynek i pracę zawodową.

Jeśli chodzi o sprzęt kuchenny to jesteśmy dobrze zaopatrzeni, ale na co dzień ograniczamy się do podstawowych narzędzi w kuchni. Wiele z naszych robotów jest upchnięta w szafkach (chyba są z gumy, że tyle mieszczą). Regularnie korzystamy tylko z wyciskarki do soków oraz blendera.

Prawda jest taka, że aby się zdrowo odżywiać, nie potrzeba ani drogich sprzętów, ani mnóstwa czasu. Najważniejsze to chęci i nawyk zdrowego odżywiania oraz odrzucenie do niezdrowej.

serki kanapkowe Almette

Dzisiejszy wpis inspirowany jest nowością od Almette (więcej o produktach tej marki na www.almette.pl). Całkiem niedawno powstały serki w nowych smakach: „Z rzodkiewkami” oraz „Ze szpinakiem i czosnkiem”. Bardzo spodobały mi się te propozycje, a zwłaszcza ta pierwsza ponieważ serek z rzodkiewkami bardzo kojarzy mi się jeszcze z latami ’90, gdy chodziłam do podstawówki. Bardzo często jedliśmy wtedy na śniadanie twarożek z rzodkiewką.

Dziś również powracam do tych smaków, ale trzeba kupić kilka składników jak twaróg, masło, rzodkiewki. Ser zblendować, rzodkiewki pokroić, wymieszać. Wiąże się to z brudnymi naczyniami i czasem, a jak wiadomo przed śniadaniem nie mamy go dużo. No ale jak ma być naturalnie, to trzeba…

No właśnie już nie! Marka Almette do produkcji Serka z „rzodkiewkami” i „ze szpinakiem i czosnkiem” użyła 100% naturalnych składników! Dzięki Almette ze szpinakiem i czosnkiem poczujesz wiosnę każdego dnia. Serek zachwyca wyrazistym, szpinakowym smakiem i czosnkowym aromatem. Można go wykorzystać na wiele sposobów – ze świeżym pieczywem lub jako dodatek do dań głównych. Ja to kupuję!

Co ciekawe ambasadorem marki Alemtte został David Gaboriaud. Jest on francuzem od kilku lat mieszkającym w Polsce, który od wielu lat prowadzi warsztaty i imprezy kulinarne, propaguje celebrowanie posiłków i delektowanie się jedzeniem. David zamiłowanie do gotowania zyskał dzięki rodzicom, z którymi prowadził długie rozmowy o sztuce kulinarnej. Co dla mnie ważne, David jest on zwolennikiem regionalnych produktów spożywczych, a swoją energią i pasją zachęca innych do gotowania.

David wymyślił 4 przepisy z użyciem serka Almette, którymi chciałam się z Wami podzielić. Miałam już okazję je wypróbować i z czystym sumieniem mogę je zarekomendować na swoim blogu. Dania przygotowanie na ich podstawie są naprawdę pyszne, a do tego łatwe w przygotowaniu.

Przepis 1: Frittata z serkiem Almette ze szpinakiem i czosnkiem oraz szynką długo dojrzewającą

Składniki:

  • 4 jajka ekologiczne lub jedynki,
  • 2 łyżki serka Almette ze szpinakiem i czosnkiem,
  • 2 plastry szynki długo dojrzewającej (np. Serrano, parmeńska),
  • 2 łyżki posiekanej dymki,
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki,
  • 1 łyżeczka masła klarowanego,
  • sól, pieprz,

Przygotowanie:

  • Do miski  wbij całe jajka i roztrzep widelcem. Dopraw solą i pieprzem.
  • Na rozgrzanej patelni (z metalową rączką) na maśle klarowanym smaż na średnim ogniu masę jajeczną do czasu aż wierzch zacznie się ścinać.
  • Dodaj dwie łyżki serka Almette i ułóż plastry szynki.
  • Wstaw patelnię do piekarnika i zapiekaj w 160 stopniach pod grillem aż góra się zetnie.
  • Wyjmij frittatę z piekarnika, posyp natką i  dymką. Bon appetit :)

frittata

Przepis 2: Angielskie scones pieczone, podane z serkiem Almette ze szpinakiem i czosnkiem oraz jajkiem w koszulce

Scones (składniki):

  • 250 g mąki pszennej typu 450,
  • 125 ml mleka,
  • 1 jajko + 1 żółtko do smarowania,
  • 50 g roztopionego masła,
  • łyżka cukru,
  • szczypta soli,
  • 1 płaska łyżka proszku do pieczenia.

Dodatki (składniki):

  • 4 pieczarki brązowe (portobello),
  • kilka listków szpinaku,
  • 2 jajka,
  • 1 łyżka octu białego.

Przygotowanie:

  • Scones – w misce wymieszaj mąkę z cukrem, solą oraz proszkiem do pieczenia. Ubij jajko z mlekiem i roztopionym masłem i wymieszaj z mąką. Wyrabiaj ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. Odstaw na 30 minut. Po tym czasie uformuj z ciasta kulki wielkości piłeczki do golfa, a następnie delikatnie je spłaszcz. Za pomocą pędzelka posmaruj je żółtkiem. Piecz w 180 stopniach przez 20-25 minut lub do momentu, kiedy będą złociste i ładnie wyrosną. Wyjmij je z piekarnika i odstaw do wystygnięcia.
  • Pieczarki pokrój w plastry. Podsmażaj na maśle klarowanym przez kilka minut.
  • Wbij jajka do dwóch oddzielnych miseczek.
  • Nalej pół rondelka wody i doprowadź do wrzenia. Wymieszaj gotującą się wodę z łyżką octu, a następnie na małym ogniu za pomocą łyżki zrób wir. Do wiru wlej jajko. Gotuj 2 minuty. Odcedź za pomocą łyżki cedzakowej i przełóż jajko na papierowy ręcznik. Zrób kolejny wir w wodzie i powtórz czynność wlewania jajka w wir.
  • Scones przekrój na dwie części. Jedną posmaruj serkiem Almette. Ułóż warstwowo liście szpinaku, smażone pieczarki i ułóż delikatnie jajko w koszulce. Serwuj od razu!

angielskie scones

Przepis 3: Grzanka z wędzonym łososiem i serkiem Almette z rzodkiewkami

Składniki:

  • 4 kromki bagietki,
  • 4 łyżki serka Almette z rzodkiewkami,
  • 4 plastry wędzonego łososia,
  • kilka listków świeżej kolendry,
  • 2 rzodkiewki,
  • 1 cytryna.

Piklowana cebula:

  • 1 czerwona cebula,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 łyżeczka cukru,
  • 50 ml wody,
  • 50 ml octu z jabłek.

Przygotowanie:

  • Bagietki opiecz na grillu.
  • Piklowana cebula: w rondelku wymieszaj wodę z octem, cukrem, solą i doprowadź do wrzenia. Cebulę pokrój na bardzo cienkie plastry (możesz użyć mandoliny do krojenia warzyw) i przełóż do miseczki. Wlej gorącą wodę z octem i wymieszaj. Odstaw do wystygnięcia.
  • Rzodkiewka pokrój na bardzo cienkie plastry. Cytrynę pokrój na ćwiartki.
  • Posmaruj każdą kromkę serkiem Almette z rzodkiewkami. Ułóż warstwowo: plasterki rzodkiewki, po jednym plastrze wędzonego łososia, a na nim kilka plasterków piklowanej cebuli. Udekoruj listkami kolendry. Podaj z cytryną.

grzanki z serkiem

Przepis 4: Selerowe risotto z serkiem Almette ze szpinakiem i czosnkiem oraz orzechami włoskimi

Składniki:

  • 1/2 selera,
  • 1/2 białej części pora,
  • 1 szalotka,
  • 80 ml białego wytrawnego wina,
  • 4 łyżek serka Almette ze szpinakiem i czosnkiem,
  • 20 g masła
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 2 łyżki orzechy włoskie prażone,
  • 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku,
  • woda lub bulion,
  • sól, pieprz.

Przygotowanie:

  • Seler obierz i pokrój w drobnej kostkę wielkości ok. 0,5 x 0,5 cm.
  • Por i szalotkę drobno posiekaj. Orzechy włoskie upraż na suchej patelni.
  • Na maśle klarowanym duś por i szalotkę przez ok. 2-3 minut. Dodaj seler i duś kolejne 3 minuty.
  • Wlej białe wino i poczekaj aż wyparuje. Następnie dolewaj stopniowo wodę lub bulion i gotuj aż seler będzie al dente. Na koniec dodaj masło i serek Almette i mieszaj aż się rozpuszczą. Serwuj risotto na talerzach i posyp orzechami włoskimi prażonymi oraz posiekanym szczypiorkiem.

risotto
Tekst powstał przy współpracy z marką Almette.