Home Jacek Po Maśle Za kulisami. Dzień z życia blogera

Za kulisami. Dzień z życia blogera

8 min read
25
0

W listach i mailach często piszecie, że chcielibyście zobaczyć jak wygląda typowy dzień z życia blogera. Pomyślałem, że może warto pokazać jak powstają artykuły zamieszczane na JAceK Po Maśle. W związku z tym postanowiłem, że uchylę Wam rąbka tajemnicy, jaka spowija blogerski świat, do którego wstęp mają tylko nieliczni.

Jak każdy wielkomiejski bloger bardzo cenię sobie mobilność i niezależność. Bez względu na to, gdzie w danej chwili się znajduję, zawsze mam przy sobie moją maszynę do pisania, na której na gorąco tworzę moje felietony. Jest bardzo lekka, poręczna i nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Gdybym chciał, to mógłbym na niej pisać nawet w tramwaju. Ale ja nie jeżdzę tramwajami tylko samochodem. Zresztą w Chełmie nie ma tramwajów.

bloger z kawą

Chociaż do Polski powoli wkracza moda na kawę ze Starbucksa, to ja się jej stanowczo opieram. Cenię sobie naszą klasyczną polską kawę po turecku, którą kupuję w mijanej po drodze kawiarence. Nigdy też nie korzystam z papierowych kubków, które powstają z drzew wyciętych w amazońskiej dżungli. Stawiam na ekologiczne i biodegradowalne szklanki wielorazowe.

bloger z kawą
bloger z kawą

W ciągu dnia odbieram wiele telefonów od bardzo ważnych osób. Dzięki telefonii komórkowej mogę załatwiać swoje interesy z dowolnego miejsca na świecie. W chwili gdy zrobiono poniższe zdjęcie sprzedawałem właśnie prawa do kilku fotek z bloga, na czym zarobiłem grube tysiące dolarów. Na marginesie zaznaczę, że z moimi partnerami biznesowymi rozliczam się tylko w złotówkach, dolarach i złocie. Euro jest dla cieniasów.

bloger z kawą
bloger z kawą
Dobra! Interes ubity, kasa zarobiona, kawa wypita, to jedziemy do biura.

W moim biurze pojawiam się zwykle o godzinie 8 rano. Jak na blogera to bardzo wcześnie. Większość kolegów i koleżanek z branży zwykło sypiać do południa. Żona mówi, że w porównaniu z nimi jestem rannym ptaszkiem. Ja wolę określenie Poranny Orzeł.

Na poniższym zdjęciu prezentuję wygląd mojego biurka, przy którym każdego dnia piszę moje felietony. Biurko jest ustawione przy oknie, które wychodzi na południe, dzięki czemu przez większą część dnia mogę cieszyć się dobrym światłem.

biuro blogera

Cenię sobie porządek, więc staram się nie zagracać biurka zbędnymi przedmiotami. Są na nim tylko moja maszyna do pisania, kalendarz, zebrane dzieła wybrane największych filozofów i prozaików oraz kilka gadżetów. Świece zapachowe robią przyjemny klimat i pomagają mi się zrelaksować, a to jest ważne w trakcie pisania.

Pierwszą godzinę w biurze poświęcam na korespondencję z moimi fanami. To właśnie na tej maszynie odpsuję na wszystkie Wasze maile, które spływają do mnie każdego dnia. Mógłbym to zrzucić na mojego sekretarza, ale wolę to robić osobiście, bo wtedy mogę poczuć więź łaczącą mnie z czytelnikami.

biuro blogera
Wnętrze mojego biura jest jakby luksusowe. Ale ja się temu nie dziwię, w końcu na to zapracowałem. Jeśli w przyszłości uda Wam się napisać tyle świetnych felietonów na bloga co mi, to może też się dorobicie takiego office.

Zanim przystąpię do pisania, to staram się dokładnie przemyśleć temat, nad którym będę pracował. Pisanie to proces niezwykle intensywny i twórczy, a nie robota jak przy taśmie fabrycznej.
biuro blogera
biuro blogera

Nie byłbym sobą, gdybym nie zadbał o aneks kuchenny.  Nie przepadam za masówką, dlatego postawiłem na szwedzką funkcjonalność rodem z IKEI i szwajcarską precyzję wykonania. Jak widzicie japoński minimalizm też nie jest mi obcy. To tutaj gotuję wszystkie potrawy, które później oglądacie na blogu. Nie zapominam też o kubku gorącej, czarnej kawy, bez której nie wyborażam sobie pracy. Mocna kawa stanowi solidny fundament dobrego tekstu.
kuchnia blogera

Na koniec fotografia przedstawiająca mnie w trakcie pisania, w całej mojej okazałości i majestacie. Przyjrzyjcie się dokłanie. Czy widzicie jak południowe słońce ogrzewa moją twarz?

Jeszcze ostatnie szlify, kropka, enter i kolejny świetny felieton zostaje wysłany na serwer.

biuro blogera

I to by było na tyle. Przedstawiłem Wam typowy dzień blogera kulinarno-modowego i wybitnego felietonisty w jednej osobie. Mam nadzieję podobała Wam się ta krótka wycieczka do mojego świata.

Oczekuję niecierpliwie na Wasze pozytywne komentarze.

Load More Related Articles
Load More By Jacek Andrzejewski
Load More In Jacek Po Maśle

25 komentarzy

  1. Halszka

    05/02/2015 at 16:15

    Świetny reportaż. Szkoda, że kilka lat temu usunęliśmy piec węglowy w piwnicy. Stare przedmioty są jednorazowe i mówią więcej niż komentarze.

    Reply

  2. Kondux

    13/01/2015 at 15:55

    Życie blogera takie ciężkie ;)

    Reply

  3. Marta S

    24/07/2013 at 08:57

    hahaha boski tekst ;D uśmiałam się

    Reply

  4. michal

    17/03/2013 at 19:28

  5. Carol

    11/03/2013 at 07:09

    Środowisko blogerow jest strasznie zawistne. Powyzszymi slowami pokazales, ze masz to gdzies, a przede wszystkim wyroznia cie dystans do tego co robisz.
    Ja tez chetnie przewietrzylabym blogosfere ;)
    Artykuł swietny!

    Reply

    • Jacek Andrzejewski

      11/03/2013 at 15:50

      Dzieki za slowo wsparcia. Rzeczywiście jest tak jak napisałeś. Miałem już okazję się o tym przekonać. Najgorsze jest to, że najbardziej zawistni są ci blogerzy, którzy najgłośniej wzywają do współpracy i przyjaźni między blogerami. Ot paradoks… :) Pozdr.

      Reply

  6. Klaudyna Hebda

    08/03/2013 at 20:32

    Tak jak pisałam, brakuje mi opisu, jak wyciągasz swój lomo-aparat i robisz zdjęcia jedzenia;)

    Reply

    • Jacek Andrzejewski

      09/03/2013 at 11:13

      Rzeczywiście brakuje tego w artykule. Ale dzięki temu mam teraz dobry pretekst, aby napisać artykuł o tym, jak wyglądają sesje zdjęciowe potraw opisanych na blogu :)

      Reply

  7. www.marta-gotuje.pl

    08/03/2013 at 15:40

    Zazdroszczę tego office!!! nie ma to jak grube ryby :)

    Reply

  8. Dag

    07/03/2013 at 09:49

    hm…po raz pierwszy czytam Twojego bloga…właściwie jeden z wpisów o dniu blogera… hm…i tak prawdę powiedziawszy…;-) zrobiłabym jeden z przepisów (Muffinki)…tylko czy to nie jakaś ,,Wtopa” nie lubię tego słowa.Ja ciągle piszę za darmo, do szuflady…choć euro wcale mi nie przeszkadza, frajerem można być z wielu innych powodów…Pozdrawiam…W wolnej chwili się bardziej zagłębie – wczytam.

    Reply

    • Jacek Andrzejewski

      07/03/2013 at 14:10

      Przepis na muffinki jest naprawdę dobry i sprawdzony. Polecam.

      Jeżeli prowadzisz bloga, to zachęcam do monetyzowania go w jak najszerszym zakresie. Zwykle nie są to może kokosy, ale zawsze będzie na opłacenie domeny i serwera. A jeśli to tylko pisanie do szuflady, to zakładaj bloga jak najszybciej.

      Zaglądaj do nas jak najczęsciej. Serdecznie zapraszam :)

      Reply

  9. Dag

    07/03/2013 at 09:49

    hm…po raz pierwszy czytam Twojego bloga…właściwie jeden z wpisów o dniu blogera… hm…i tak prawdę powiedziawszy…;-) zrobiłabym jeden z przepisów (Muffinki)…tylko czy to nie jakaś ,,Wtopa” nie lubię tego słowa.Ja ciągle piszę za darmo, do szuflady…choć euro wcale mi nie przeszkadza, frajerem można być z wielu innych powodów…Pozdrawiam…W wolnej chwili się bardziej zagłębie – wczytam.

    Reply

  10. o-rety.blogspot.com

    05/03/2013 at 20:58

    dokładnie tak wygląda dzień z życia blogera/blogerki! No i trafiłeś w sedno z tą kawą – tylko cieniasy kupują ją w starbucksie i łażą z nią po mieście. Taka kawa w papierowym kubku jest not i nie jest fashion!

    Reply

  11. Agnieszka Jewiec

    05/03/2013 at 09:50

    no super!wszyscy wielcy tak zaczynali!!ha ha pozdrawiam

    Reply

  12. Agnieszka Jewiec

    05/03/2013 at 09:50

    no super!wszyscy wielcy tak zaczynali!!ha ha pozdrawiam

    Reply

  13. Jola

    04/03/2013 at 17:44

    Oryginalnie:) z finezją :)

    Reply

  14. styl-szyk-elegancja

    04/03/2013 at 13:21

    Śmiałam się na głos, a nie zdarza mi się to zbyt często :-) Dziękuję za umilenie dnia :)) Pozdrawiam, Martyna

    Reply

  15. Ewa Szczors

    04/03/2013 at 13:05

    Zastanawiam się skąd tyś wytrzasnął to miejsce …

    Reply

  16. Mag

    04/03/2013 at 11:44

    Rewelacyjny post. Prosze o wiecej. Uwielbiam takie poczucie humoru!!
    W zalewie strasznie powaznych i pseudo-profesjonalnych i naukowo naburmuszonych blogow takie podejscie mile zaskakuje :)
    Oby tak dalej!

    Reply

    • Jacek Andrzejewski

      07/03/2013 at 14:11

      O to chodziło, aby zagrać na nosie tym wszystkim naburmuszonym blogerom. Myślę, że trzeba trochę przewietrzyć to całe towarzystwo :)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Check Also

Pieczona kaczka po azjatycku z makaronem

Nie wiem, czy wiecie, ale drób w Polsce to jedno z najpopularniejszych mięs. W naszym domu…