Jak odnowić starą i niemodną komodę z płyty. To prostsze niż myślisz!

Już taka jestem, że łapię się różnych rzeczy. Umiem szyć na maszynie (chyba mogę tak powiedzieć), bijać gwoździe, skręcać meble, wymienić tapicerkę w fotelu, pomalować ścianę i przykleić tapetę. Jak na kobietę o moich gabarytach to chyba sporo :) . Po każdej takiej „robocie” myślę sobie: „spoko, ale tu i tu nie jest doskonale”. Bardzo się cieszę z każdego projektu jaki wykonałam i doprowadziłam do końca. Najlepsze są te o małych wkładach finansowych, bo w DIY trochę o to chodzi.

Tym razem postanowiłam zaadoptować starą komodę, którą uratowałam przed garażem. Mebel był już dość stary (miał około 15 lat, więc w porównaniu z moimi fotelami z prl, to jeszcze szczawik), a przynajmniej bardzo niemodny, ze zniszczonym blatem, z dziurawymi plecami i opadającym jednym frontem.

Moja renowacja kojarzy mi się z metamorfozami jakie widzimy w telewizji.

Do programu zgłasza się zaniedbana i bez pomysłu na siebie kobieta. Specjaliści wykonują różne zabiegi medyczne, kosmetyczne ze zmianą garderoby włącznie. Po wielkich przemianach wychodzi śliczna pani, w szpilkach i nowych ciuchach. Wszyscy robią „WOW”, biją brawo, są łzy…

Takie zmiany zazwyczaj są na plus. Czemu by nie robić tego z meblami? Zobaczcie jak mi poszło!

renowacja komody

Z prac jakie wykonałam to:

➕ zmatowiłam i pomalowałam fronty i wnętrze komody

➕ wymieniłam stare, brązowe, dziurawe plecy na nowe w białym kolorze

➕ zmieniłam blat na nowy – grubszy i w jasnym kolorze

➕ kupiłam nowe nogi i pomalowałam na czarno

➕ pozbyłam się starych uchwytów – kupiłam szklane, czarne gałki

➕ zamontowałam (a właściwie mój mąż) 2 podnośniki do barku

➕ zamontowałam oświetlenie led do barku – zapala się jak się uchyli front (gif)

➕  wstawiłam lustro do barku – odbija światło i powiększa przestrzeń

 

Tyle. A komoda wcale nie przypomina starego i archaicznego mebla. Zyskała drugie życie, a nasz pokój stał się teraz elegantszym miejscem. Zostało również wygospodarowane dodatkowe miejsce na te potrzebne i mniej potrzebne przedmioty. A! No i barek. Nie mieliśmy wcześniej barku, a teraz mamy i to ze światłem!

barek w komodzie

barek w komodzie

Czy było trudno odnowić komodę?

Łatwo na pewno nie było. Zdemontować blat i na jego miejsce wstawić nowy, bez nawiercania otworów na drewniane kołki. Za krótkie pręty nóg… Takich trudnych przypadków było więcej. Ani ja ani mój mąż nie jesteśmy złotymi rączkami, dlatego w takich sytuacjach robimy co możemy, aby uzyskać własnymi siłami jak najlepszy efekt.

Komoda jak tak sobie teraz stoi pod ścianą w salonie i patrzymy na nią, to wiemy, że trud się opłacił. Razem z mężem jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu naszej pracy.

renowacja starej komody

Czy było tanio? Ile to kosztowało?

Decydując się odnawiać komodę, nie zakładałam żadnego budżetu na cel. Jedno było pewne – materiały, akcesoria i narzędzia nie będą droższe niż nowa komoda. A przecież chciałam stworzyć coś unikatowego.

Zakupy przedstawiały się następująco:
gałki i nogi – 100 zł

oświetlenie led – 45 zł

farba do renowacji mebli, papier ścierny, wałki – 100 zł

wkręty, gwoździe, kątowniki, nakrętki, podnośniki – 30 zł

oraz blat i plecy (w momencie pisania posta czekam na wycenę od stolarza)

RAZEM: 275 zł + blat i plecy

W mojej ocenie, tanio nie było, ale majątku również nie zainwestowaliśmy. Wydatki były rozłożone w czasie – tak jak praca. Szklane gałki kupione przez Internet, nogi kupione przy okazji wizyty w dużym sąsiednim mieście, malowanie również trwało kilka dni.

Wszyscy, którzy nas odwiedzają chylą czoła. Nawet właściciele komody przed metamorfozą się uśmiechnęli z zachwytu. Powiem Wam jedno. Warto było!

renowacja komody

renowacja komody z płyty

Dodam, że komoda, przed czy po, nie gościła u nas w domu wcześniej. Była dla nas zupełnie nowym nabytkiem. Jak wspomniałam uratowałam ją przed wyrzuceniem, a post ma być reklamą renowacji mebli we własnym zakresie. Mam nadzieję, że kogoś zainspiruje i zachęci do przeróbek starych, zapomnianych, zniszczonych i niemodnych mebli.

———————————————————————————————————————————–

Dajcie znać, czy macie już za sobą pierwsze takie metamorfozy. Chętnie zobaczę efekty! Swoimi dziełami pochwalcie się w komentarzach lub piszcie do mnie na paula@jakpomasle.pl

 

XOXO

Paula :)

 

 

 

Czy to dziwactwo? Kilka słów o tym, jak robię zakupy żywnościowe.

Zaczęło się kiedyś na zakupach. Stałam w kolejce do kasy w jednym z supermarketów. Każdy to zna – bezczynne czekanie. Klient przede mną pośpiesznie wykłada towary na taśmę, a ja stoję i czekam na swoją kolej. Czasem się zdarzy, że dla zabicia czasu położę pałeczkę oddzielającą moje produkty od sąsiada. Nuda, nic się nie dzieje.

Zaczęło się kiedyś na zakupach. Stałam w kolejce do kasy w jednym z supermarketów. Każdy to zna – bezczynne czekanie. Klient przede mną pośpiesznie wykłada towary na taśmę, a ja stoję i czekam na swoją kolej. Czasem się zdarzy, że dla zabicia czasu położę pałeczkę oddzielającą moje produkty od sąsiada. Nuda, nic się nie dzieje.

W poszukiwaniu rozrywki, zaczęłam się przyglądać się co inni klienci zamierzają kupić. Nie powinno mnie chyba nic zaskoczyć, ponieważ wynoszą tylko to, co sklep ma w ofercie. Jednak zawsze nie mogę się nadziwić, jak bardzo ludzie lubią przetworzoną żywność.

Te wszystkie wafelki, żelki, groszki, parówki, dania w proszku i płynie oraz napoje we wszystkich kolorach tęczy potrafią przyprawić o zawrót głowy. A do tego (prawie) wszystko słodzone, gazowane,albo oblane czekoladą i posypane krokantem… Wymieniać można bez końca.

Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale w jednym takim koszyku na 10 niezdrowych produktów można znaleźć zaledwie kilka produktów nieprzetworzonych. Nie moja sprawa co inni ludzie jedzą, jednak patrząc na to co kupują, baczniejszą uwagę zwracam na skład mojego koszyka.

Odkąd nie jem mięsa, kupuję więcej warzyw i nabiału. Piję też więcej wody oraz naparów z ziół. Takie produkty regularnie lądują w moim koszyku. Słodycze? Jasne! Od czasu do czasu, ale już coraz mniej. Raczej spożywam słodkości własnej produkcji  – domowe ciasta i ciasteczka o składzie dobrze mi znanym. Takie podejście sprawia, że nawet nie mam ochoty na sklepowe leguminy.

co kupuję w spożywczym

W tym akapicie będzie o… kupie!

W kilku publikacjach, jakie miałam sposobność czytać, m.in autorstwa Michała Tombaka, autor zaleca, aby przyglądać się swoim ekskrementom. Podobno mogą dużo powiedzieć o stanie zdrowia i dobrym lub złym trawieniu. Może i jest w tym jakiś sens, ale jakoś nie uśmiecha mi się codziennie studiować moich efektów przemiany materii. Wolę jednak mniej hardcorowe metody.

Dlatego powiadam – przyglądajcie się swoim zakupom, i to jeszcze w sklepie! Tam jeszcze mamy szansę odłożyć coś na półkę i zrobić dla swojego zdrowia więcej dobrego, niż nam się wydaje. Zatem podczas kolejnych zakupów w markecie zastanówcie się, czy chcecie oglądać zawartość tego, co ląduje w klozecie?

Krótki rzut oka na to, co ja wykładam na taśmę w markecie

Dziś przedstawiam moje zakupy, które zrobiłam w dwóch różnych sklepach. I tak w mojej kuchni znalazły się:

  • Duże jogurty naturalne (spożywamy mniej więcej jeden dziennie).
  • Mleko 2% – zwykle kupuję właśnie 2%, ale często 3,2% Dlaczego? Tłustsze mleko jest lepsze! Chude mleko w procesie odtłuszczania traci cenne składniki i jest po prostu mniej wartościowe.
  • Jajka – jeśli nie mam dostępu do tych wiejskich, kupuję takie z chowu wolno wybiegowego.
  • Ser twarogowy chudy.
  • Ser solankowy (a’la feta) – świetny dodatek do sałaty.
  • Chleb Natura – z ziarnami, bez drożdży i polepszaczy. Pyszny!
  • Koncentrat pomidorowy 30%.
  • Fasola.
  • Ciecierzyca – kupiłam pierwszy raz, bo będę robić falafelki. Przepis oczywiście pojawi się na blogu.
  • Soczewica – ma bardzo dużo białka iszybko się gotuje, a zupa z niej jest przepyszna i bardzo sycąca.
  • Słonecznik łuskany – posypuję nim sałatki, na zmianę z orzechami włoskimi.
  • Ogórek zielony.
  • Seler.
  • Gruszka.
  • Marchewka.
  • Ziemniaki.
  • Banany – zawsze mam w kuchni kilka sztuk, najczęściej dodaję je do koktajlów.

Od ciekawości do samoświadomości

W ten oto pokrętny sposób wyjaśniłam Wam, jak dzięki wścibskiemu zaglądaniu ludziom do koszyka zmieniłam swoje nawyki zakupowe/żywieniowe.

A tak na poważnie, to dzięki obserwacji doszłam do wniosku, że warto analizować swoje decyzję zakupowe. Popatrzeć na koszyk/wózek z produktami spożywczymi jako sumę naszych wyborów. To pierwszy krok do zdrowia i zdrowszego stylu życia. Na początku trzeba się trochę wysilić, ale pozytywne zmiany szybko wchodzą w krew. Potem jest już z górki.

A czy ty przyglądasz się swoim zakupom? Czy zastanawiasz się, nad tym co kupujesz?

 

Superfoods i przepis na batony energetyczne

Jak wiecie, ostatnio zrobiłam małą rewolucję w mojej diecie oraz kuchni. W domu zaczęły pojawiać się superfoods i coraz częściej produkty eko i bio. Zwracam uwagę na skład i często na pochodzenie. Chętnie też czytam o nowościach i nowinkach żywieniowych.

Moją uwagę w szczególności przykuło tzw. super jedzenie, do których należą m.in. jagody goji, nasiona chia, czy spirulina Większość tego typu „wynalazków” nie należy do najtańszych, ale jeśli się zastanowić nad właściwościami i składem, to są warte swojej ceny. Mówi się, że masz to, za co płacisz i chyba jest to prawda.

Zdrowe podejście do żywienia zaowocowało wypełnieniem spiżarni w kilka nowości. Dzięki temu mam okazję przetestować nowe produkty, a tym samym urozmaicić dietę. Już teraz wiem, że niektóre produkty regularnie będą trafiały do mojego koszyka, a inne tylko okazjonalnie lub wcale.

Moja prywatna rewolucja sposobu odżywania zbiegła się z ciekawą propozycją, jaką otrzymaliśmy ze strony TESCO. Zaproponowano nam przetestowanie kilku produktów z grupy zdrowej żywności i opisanie swoich wrażeń.
Więcej informacji na temat aktualnej oferty i produktów, a także ciekawe przepisy kulinarne znajdziecie na specjalnie przygotowanej smacznej stronie TESCO. A ja zabieram się do przygotowywania czegoś wyjątkowego, na bazie superfoods.

nasiona chia sante

Batoniki energetyczne domowej roboty

Z racji tego, że dbam o zdrowy styl życia, ale również regularnie ćwiczę, potrzebuję dodatkowej dawki energii. Wpadłam więc na pomysł, żeby przygotować batoniki energetyczne. Skąd nazwa? Otóż każda porcja zawiera dużą dawkę kalorii, które stopniowo uwalniają się i nie powodują wysokiego skoku glukozy. W efekcie daje to równomierny przypływ energii, która pozwala mi ćwiczyć przez długi czas. Po batoniku czekoladowym szybko opadłabym z sił.
Taki batonik energetyczny może być również dodatkiem do drugiego śniadania, coś w rodzaju przekąski.

przepis na batoniki energetyczne

Batony energetyczne – składniki i przygotowanie:

  • 1 szklanka komosy ryżowej (125 g)
  • 1 szklanka płatków owsianych (70 g)
  • 25 g nasion chia
  • 50 g jagód goji
  • 6-8 moreli Bio
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka melasy
  • 1 łyżka masła orzechowego
  • 1 dojrzały banan

Przepis na batony energetyczne

  1. Na suchej patelni upraż komosę. Powinna być chrupiąca, gdy jej spróbujesz. Przesyp do dużej miski. Następnie upraż nasiona chia, później płatki owsiane. Wszystkie składniki wsyp do miski.
  2. Dodaj jagody goji i pokrojone morele Bio.
    W małym rondelku rozpuść olej kokosowy, łyżeczkę melasy i cynamon. Wymieszaj.
  3. Banana rozgnieć widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków. Dodaj do miski wraz z olejem. Wymieszaj dokładnie, aż cała masa będzie jednolicie lepka. Formę do pieczenia posmaruj tłuszczem lub wyłóż papierem do pieczenia. Ja wybrałam tę drugą opcję, a papier pomięłam, złożyłam w kulkę i rozprostowałam, a następnie wyłożyłam blaszkę.
  4. Wyłóż masę dokładnie dociskając łyżką, aby była dobrze uklepana. Wysokość batoników powinna wynosić co najmniej 1 cm, optymalnie byłoby 1,5-2 cm.
  5. Piekarnik nagrzej do 160º C i podpiekaj batoniki przez koło 15 minut. Po tym czasie wyjmij blaszkę i ostudź przez 2-3 godziny. Po tym czasie ostrym noże pokrój masę na batoniki lub kostki.

superfoods batoniki energetyczne składniki

superfoods masa na batoniki energetyczne

Koktajl do picia – składniki i przygotowanie:

  • mleko ryżowe Alpro
  • młody jęczmień

Wlej do szklanki napój ryżowy. Dodaj 1 łyżeczkę młodego jęczmienia i wymieszaj.

 

Więc jak smakują superfoods?

nasiona chia sante

Nasiona Chia:

Na początku wydawały mi się przereklamowane, ale z czasem przyzwyczaiłam się do nich. Najczęściej dodaję je do koktajlu na bazie jogurtu naturalnego. Przyjemnie chrupią, gdy się je pije.

Czy kupię je ponownie? Chociaż do tej pory funkcjonowałam bez chia, tak teraz mam w planach deser z ich udziałem. Myślę, że od czasu do czasu będą lądowały w moim sklepowym koszyku.

jagody goji sante

Jagody Goji:

Nie mogę przyzwyczaić się do jagód w suszonej postaci. W smaku są w porządku, ale wolę świeże (lub mrożone) jagody lub borówki.

Czy kupię je ponownie? Jeśli rzeczywiście są takie zdrowe, jak o nich mówią, to dla dziecka na pewno bym je kupiła kupiła. A dla siebie? Sama nie wiem, bo cena jednak trochę zniechęca.

komosa ryżowa sante

Komosa ryżowa:

Bardzo smaczny produkt, ale cena dość wysoka. Poszukam odpowiednika, bo gdyby nie to, to na pewno bym kupiła.

olej kokosowy

Olej kokosowy:

Mój numer jeden z tego zestawienia. Olej kokosowy zagości w moim domu na stałe i to nie tylko w kuchni. Bardzo dużo naczytałam się o właściwościach oleju kokosowego, tych kulinarnych, ale i kosmetycznych.
Czy kupię ponownie? Na pewno! Produkt jest wart każdej ceny i już namierzyłam go w TESCO w moim mieście.

morele bio

morele bio

Morele Bio:

Różnica między siarkowanymi morelami, a morelami Bio jest kolosalna i to już na pierwszy rzut oka. Zwykłe są wysuszone, a w smaku są „gumiaste”. Morele Bio nie tylko pachną, ale również wybornie smakują.

Czy kupię ponownie? Na pewno tak, a w szczególności dla dziecka. Długo szukałam produktu nie siarkowanego i w końcu go znalazłam.

płatki owsiane bezglutenowe

Płatki owsiane:

Szczerze powiem, że nie widzę różnicy między tymi płatkami,a płatkami innych firm. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?

prawdziwe masło orzechowe

Masło orzechowe:

Nigdy nie byłam fanką masła orzechowego, ale ta wersja z napisami „bez cukru”, „bez soli” skłoniła mnie do dania jeszcze jednej szansy. Przygotowałam kanapki po amerykańsku, czyli pieczywo posmarowane masłem orzechowym, a następnie domową marmoladą. Nie wiem czy to zasługa tej wersji masła, ale kanapki wyszły przepyszne!

Czy kupię ponownie? Jeśli mam wybrać wersję bez cukru, a taką z cukrem, to chyba jasne co wybiorę.

mleko ryżowe i młody jęczmień

Napój (mleko) ryżowe:

Tutaj miałam do czynienia z produktem bardziej dla wegan. Mleko krowie gości u mnie codziennie, a wersja ryżowa w postaci napoju w pierwszej chwili mi nie pasowała (kwestia przyzwyczajenia się). Przy drugim podejściu nawet mi smakowało i na dłuższą metę ma swój urok (smakowy). Duży plus, że napój po otwarciu można w lodówce trzymać do 5 dni.

Czy kupię ponownie? Może. Mam ochotę na inne smaki np. migdałowy. Kupiłabym ponownie, ze względu na (może abstrakcyjne) przekonanie, że to produkt zdrowy, który pozytywnie wpłynie na funkcjonowanie mojego ciała.

Zielony młody jęczmień:

Tutaj niespodzianka. Nie wiedziałam czego się spodziewać po jęczmieniu. Jadłam z koktajlem, piłam z napojem ryżowym, spożywałam z serkiem wiejskim. Za każdym razem smakowało podobnie i nie były to lody waniliowe.
Albo mój organizm jest jeszcze tak zanieczyszczony, że odrzuca suszoną trawę, albo muszę jeszcze dużo poczytać o właściwościach młodego jęczmienia i sposobach jego wykorzystania.

Czy kupię ponownie? Nie jestem pewna. Mogę się przekonać do różnych smaków, ale na młody jęczmień, chyba jestem jeszcze za mało vege i eko.

superfoods batoniki energetyczne

Podsumowując…

Spiżarnia zaopatrzona w superfoods, to naprawdę fajna sprawa. Kupowane co jakiś czas nie uderzają zbyt mocno po kieszeni. Jednak dzięki temu zawsze mam wybór, co dziś dodać do koktajlu lub co zdrowego dać dziecku.

Chociaż bez nasion Chia mogę żyć, a młody jęczmień nie powalił mnie swoim smakiem, to olej kokosowy zdecydowanie przekonał mnie do siebie. Jestem pewna, że teraz regularnie będziemy z niego korzystali w naszej kuchni. Tym samym pewnie jeszcze nie raz pojawi się w przepisach na naszym blogu.

Jeśli zainteresował Was temat zdrowego jedzenia, to zaglądajcie do nas częściej, bo jeszcze nie raz wykorzystamy powyższe produkty. Natomiast jeśli chcecie poznać pełną ofertę zdrowej żywności z oferty TESCO, albo przeczytać wiele przydatnych porad, to zapraszam Was na smaczną stronę TESCO.

A co Wy sądzicie na temat superfoods? Czy to tylko chwilowa moda, a może rzeczywiście warto iść w stronę ekologicznej i zdrowej żywności?

koktajl z mleka kokosowego i młodego jęczmienia

batoniki energetyczne i młody jęczmień

11 dni bez mięsa i co dalej?

A więc stało się. Tak jak wspominałam, postanowiłam sobie, że ograniczę jedzenie mięsa. Szczerze? Nie wierzyłam, że przestanę je jeść, stąd pomysł na zredukowanie ilości mięsa w diecie. Bardzo lubię schabowe i gołąbki, więc rezygnacja z ich spożycia, albo zastąpienie sojowym odpowiednikiem nie mieściły mi się w głowie.

A więc stało się. Tak jak wspominałam, postanowiłam sobie, że ograniczę jedzenie mięsa. Szczerze? Nie wierzyłam, że przestanę je jeść, stąd pomysł na zredukowanie ilości mięsa w diecie. Bardzo lubię schabowe i gołąbki, więc rezygnacja z ich spożycia, albo zastąpienie sojowym odpowiednikiem nie mieściły mi się w głowie.

Dlaczego ograniczyłam/zrezygnowałam z jedzenia mięsa i wędlin?

Podobno 90% osób, które przeszło na wegetarianizm, zrobiło to ze względów etycznych, czyli ze względu na cierpienie zwierząt, ekologię, wpływ spożycia mięsa na atmosferę itd. Ja należę do pozostałych 10% procent. Nie ma jednego konkretnego powodu. To raczej złożone pobudki. Byłam ciekawa też czy dam radę i jak to będzie wyglądało. Jak będzie wyglądała moja dieta? Jak się będę czuła?

Grupa krwi a (nie) jedzenie mięsa

Kiedyś przeczytałam, że osoby z moją grupą krwi (Rh+A) nie powinny jeść mięsa, ale również innych produktów (np. masła lub pomidorów). Nigdy nie brałam tego na serio. Tym bardziej gotując dla siebie i rodziny można zwariować od rodzajów diet dla każdej grupy krwi. Co prawda książka bierze i to pod uwagę (są przykładowe przepisy), ale mimo wszystko taki podział do mnie nie przemawiał.

Ciekawość

Dużo teraz słyszę i czytam o diecie wegan, ale dla mnie póki co jest to ekstremum (oprócz mięsa i ryb wyklucza spożycie jaj, mleka, serów, a nawet miodu). Nie wiem czy dałabym radę bez jogurtów i ulubionych serów… Porzucenie mięsa wydaje mi się na dzień dzisiejszy wystarczająco poważnym krokiem.

Wstręt

Od kilku lat czuję niechęć do spożywania przemysłowych kurczaków. Filety, udka, skrzydełka – na samą myśl o nich coś zniechęcało mnie do zakupu. Jadłam, ale kupowałam coraz rzadziej. Na stole częściej pojawiał się indyk, chociaż również bez entuzjazmu. W pewnym momencie przestałam kupować drób.

Domowy rosół gotowałam tylko na wiejskiej kurze. A to dlatego, że kiedyś przyrządziłam go na kupnych korpusach i był niezjadliwy. Tamta przygoda skutecznie odrzuciła mnie od sklepowych kurczaków. Do pozostałych gatunków mięsa nie czułam odrazy, ale i nie żałuję ich smaku. Dieta bez mięsa może być równie smaczna.

kanapki jajecznica kiełki

11 dni bez mięsa. Moje spostrzeżenia:

1. Jem bardziej różnorodnie. Już wykluczenie jednego składnika sprawiło, że zaczęłam bardziej kombinować w kuchni. W mojej diecie pojawiło się dużo więcej fasoli, soczewicy, jaj i kasz (te i tak często jadłam).

2. Więcej warzyw. Kiedyś na kolacją jadłam pieczywo z wędliną. Dziś prawie codziennie są to sałatki ze świeżych warzyw i orzechów lub koktajle z owoców.

3. Włączyłam do diety koktajle. Wystarczy duży jogurt, banan, kilka mrożonych owoców, otręby, błonnik, siemię i jestem najedzona.

4. Ubytek nagromadzonej wody w organizmie. Po kilku dniach zauważyłam minimalny spadek na wadze (0,5-do 1 kg). Zauważyłam też, że jestem jakby mniej „napęczniała”.

5. Nie czułam się słaba, ani głodna. Brak mięsa nie sprawił, że czułam się gorzej. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, czuję się teraz bardzo dobrze.

6. Wydatki na jedzenie nie wzrosły. Ceny mięsa nie są ekstremalnie wysokie, gorzej z wędlinami (zawsze kupowałam wędliny lepszej jakości), ale i te można robić samemu (moja szynka), więc będzie taniej. Może się wydawać, że rezygnując z mięsa musimy pogodzić się z większymi wydatkami na jedzenie. W moim przypadku nie jest to prawdą. Zaczęłam kupować warzywa i więcej nabiału, a wydatki pozostały na niezmienionym poziomie.

7. Wzięłam pod lupę moją dietę. Bardziej zastanawiam się nad tym co jem. W tej kwestii mam jeszcze dużo do zrobienia, ale wiem, że już wiele udało mi się poprawić. Pisząc o tym wszystkim publicznie, trudniej o oszustwo. Chcę być autentyczna nie tylko dla Was – moich czytelników, ale również wobec siebie.

kiełki nasion wege

12-go i 13-go dnia zjadłam mięso…

Jacek zrobił domową pizzę, która jest jego specjalnością. Tym razem były dwie wersje, jedna wegetariańska, druga z boczkiem. Moje pierwsze spostrzeżenie w trakcie jedzenia było następujące: „mięso jest strasznie słone”. Pomyślałam, że może taki kawałek się trafił, ale jednak nie. Jeszcze tego samego dnia jadłam zupę z mięsem, która również była dla mnie strasznie słona.

Następnego dnia: zatrzymana woda w organizmie +1 kg.

Ten słony smak to powód numer jeden, dla którego nie chciałabym zjeść więcej. Może to tylko subiektywne odczucie i nie mam racji, ale za każdym razem gdy spróbuję mięsa w różnych postaciach, to wydaje mi się, że jest zdecydowanie za słone.

Co będzie dalej?

Efekty chwilowej przerwy w nowej diecie były dla mnie zaskakujące. Moje złe samopoczucie było dla mnie sygnałem, że ograniczenie mięsa w moim przypadku, to dobry kierunek.

Żyjemy w czasach nadmiaru żywności, a skoro tak, dobrze narzucić sobie ograniczenia (mam ich więcej, ale o tym szerzej w kolejnych postach). Hodowlane mięso zamieniłam na strączki, nabiał, orzechy i miód. Dobrze się czuję, nie jestem głodna, nie zatrzymuję wody w organizmie.

Każdego ranka budzę się w dobrym nastroju, pełna energii i gotowa na to co przyniesie kolejny dzień.

A co Wy sądzicie o tych wszystkich dietach wegetariańskich, wegańskich itp.? To tylko fanaberia, czy rzeczywiście taka dieta może pozytywnie wpłynąć na jakość życia?

makaron z kozim serem

Najlepsze hotelowe restauracje w Polsce – gdzie warto zjeść?

Czym byłby wypoczynek bez dobrego jedzenia? Wakacyjny urlop, szczególnie dla miłośników smakowitych potraw, to czas rozpieszczania swojego podniebienia. Specjalnie dla Ciebie klub travelowy Travelist.pl przygotował listę najlepszych hotelowych restauracji w Polsce. Do której z nich wybierzesz się w pierwszej kolejności?

 

Restauracja Venti-Tre w Hotelu Regent Warsaw *****

Restauracja znalazła się na naszej liście z powodu… miodu i wyjątkowych potraw kuchni śródziemnomorskiej i włoskiej, przywołujących na myśl słoneczną Italię. Szef kuchni – Marcin Suchenek, przyrządzając swoje dania, dodaje do nich unikalny miód „Łazienki Gold”, który pochodzi z pasieki znajdującej się na dachu hotelu. W restauracji goście skosztują aromatycznej pizzy z pieca opalanego drewnem, spróbują wyśmienitych makaronów lub zjedzą dania ze świeżych ryb i owoców morza. Venti-Tre to jednak nie tylko niepowtarzalne smaki i aromaty, ale również okazja do podejrzenia pracy kucharzy. Charakterystycznym elementem restauracji jest jej otwarta kuchnia.

venti tre regent warsaw

 

Restauracja Refektarz Hotel Zamek Ryn ****

Jedna ze 100 najlepszych restauracji w Polsce wyróżniona w plebiscycie „Poland 100 Best Restaurants 2015”, znajdująca się w czołówce rankingu, może pochwalić się nie tylko wyszukanymi i aromatycznymi daniami, ale także bogatą historią. W XV-wiecznym Zamku Krzyżackim w Rynie komtur i rycerze zakonni jadali niegdyś upolowaną zwierzynę i ryby z okolicznych lasów i jezior. Do dziś w restauracji serwuje się tradycyjne potrawy z dziczyzny. Szef kuchni – Ireneusz Koniuszek kultywuje rycerskie tradycje i łącząc przyprawy z procesem przygotowania, wydobywa z mięsa wyjątkowe walory smakowe i serwuje dania, których nie znajdziesz w żadnym innym miejscu.

Sprawdź najlepsze oferty wyjazdów z pierwszym klubem travelowym w Polsce – Travelist.pl

refektarz-hotel-zamek-ryn

 

Cafe Oranżeria w Hotelu Kossak ****

Położona na najwyższym piętrze krakowskiego Hotelu Kossak **** restauracja Cafe Oranżeria, to doskonały punkt widokowy, z którego możesz podziwiać panoramę Krakowa. Wnętrze restauracji jest przeszklone, a latem udostępniany jest dla gości dodatkowy taras zewnętrzny. Rozkoszując się więc niebywałymi smakami, będziesz mógł przyglądać się miastu i jego zabytkom. W Cafe Oranżeria kreatywni kucharze, w tym nieprzeciętny szef kuchni – Robert Joachimiak-Szpinda, serwują gościom potrawy z różnych stron świata. Na talerzu przystawek znajdą się więc i jagody goji w rukoli podane z pieczonym serem kozim, pikantnym musem mango i świeżą truskawką, i małże brzytwy marynowane w oliwie podane na sałacie z boczkiem, jabłkiem i chrustem pora. Specjalnością szefa kuchni jest wyjątkowa zupa – consomme z gołębia francuskiego podane z pierożkami z gołębim mięsem. Nie bez przyczyny restauracja otrzymała 3 widelce w plebiscycie „Poland 100 Best Restaurants”. Różnorodność to cecha wyróżniająca to niezwykłe kulinarne miejsce.

cafe-oranzeria-w-hotelu-kossak

 

T-Bone w Grand Hotel Tiffi *****

Elegancka restauracja położona nad brzegiem najdłuższego polskiego jeziora – Jezioraka serwuje wykwintne i lekkie dania oraz potrawy Modern Polish Cuisine. To tradycyjna polska kuchnia w nowoczesnym wydaniu, której ambasadorem jest Grzegorz Labuda – znany szef kuchni, autor książek kucharskich i zwycięzca konkursu Wine Food Noble Night w 2014 roku. Danie popisowe restauracji to mille-feuille z serca wołowego z flaczkami cielęcymi na sosie z żurku. Wszystkie potrawy przyrządzane są z naturalnych składników i świeżych produktów takich jak ryby z okolicznych jezior, warzywa i warmińskie sery. Obiad w restauracji T-Bone na długo pozostanie w Twojej pamięci i dostarczy niezapomnianych wrażeń kulinarnych.

t-bone-w-grand-hotel-tiffi

Tekst zawiera lokowanie produktu. Powstał we współpracy z portalem Travelist.pl

Jak usunąć plamy z soku malinowego? Tutorial i FILM

Kilka dni temu zostaliśmy zaproszeni do wykonania i opisania na naszym blogu testu produktu. Przyzwyczajeni do współpracy z markami spożywczymi spodziewaliśmy się, że będzie to reklama przypraw, lub czegoś w tym rodzaju. Okazało się, że mamy przetestować środek do suwania plam Vanish Gold!

Kilka dni temu zostaliśmy zaproszeni do wykonania i opisania na naszym blogu testu produktu. Przyzwyczajeni do współpracy z markami spożywczymi spodziewaliśmy się, że będzie to reklama przypraw, lub czegoś w tym rodzaju. Okazało się, że mamy przetestować środek do suwania plam Vanish Gold!

Kuchnia to przecież miejsce, w którym można się nieźle ubrudzić podczas gotowania. Wystarczy chwila nieuwagi i zawartość talerza może wylądować na spodniach. Tym gorzej, jeśli plama jest tłusta albo ma mocny, czerwony kolor. Dlatego nasz blog okazuje się być idealnym miejscem do zaprezentowania takiego produktu.

Zrobiliśmy o tym film

Początkowo mieliśmy wątpliwości, czy poradzimy sobie z tym zadaniem. Wydawało nam się, że to będzie trochę dziwne i wypadniemy w tym zadaniu nienaturalnie. Daliśmy się jednak przekonać.

Dlaczego? A dlatego, że dostaliśmy całkowicie wolną rękę w kwestii tego, jak chcemy przedstawić ten test na blogu i na filmie. Nikt nam też nie narzucał, jaką opinię mamy wydać po jego zakończeniu. Całkowita wolność twórcza! Zdecydowaliśmy, że popuścimy wodze fantazji i zrobimy test odplamiacza inny niż wszystkie. Bo jeśli nie my, to kto!? :)

Efekt naszej pracy możecie zobaczyć na filmie poniżej. :)

A jak było za kulisami?

Pisząc scenariusz do odcinka szukaliśmy sposobu na takie przedstawienie testowanego produktu, które będzie pasowało do konwencji nagrywanych przez nas wcześniej filmów. Nie było łatwo, więc o pomoc poprosiliśmy wszystkich trzech Jacków.

1. Biały Jacek – To ten, który gotuje przed kamerą. Jego przepisy czasami trafiały na bloga. Niefotogeniczny i z wadą wymowy. Po pierwszym sezonie nie przedłużyliśmy z nim kontraktu. Teraz wystąpił jedynie gościnnie.

2. Czarny Jacek – Pojechał z Paulą do Turcji. Zastąpił Białego Jacka i od pewnego czasu występuje we wszystkich nowych filmach. Profesjonalista i miłośnik internetowego video.

3. Czerwony Jacek – Jest autorem Akademii Blogera. Najbardziej przemądrzały ze wszystkich Jacków. Ciągle wszystkich krytykuje i o wszystko się czepia. Nie można go wywalić, bo ma pakiet udziałów w blogu.

Czarny i Czerwony Jacek napisali za nas scenariusz, a potem zadzwonili do Białego Jacka. W końcu ktoś musiał pobrudzić sobie ręce.

Przetestowaliśmy Vanish Gold

Przed przystąpieniem do nagrywania musieliśmy przetestować produkt, który pojawi się w filmie. Paula często korzysta z produktów marki Vanish, ale testowany Vanish Gold był dla wszystkich całkowitą nowością.

Wykonanie testu było też istotne dlatego, że Biały Jacek miał tylko jeden biały t-shirt. Nie było mowy o dublach, ani podmienianiu brudnej koszulki na czystą. Gdyby Vanish nie zadziałał tak, jak obiecuje producent, to byśmy byli ugotowani!

Czym prędzej wzięliśmy do ręki opakowanie, przeczytaliśmy instrukcję i zabraliśmy się do testowania.

vanish_brudzenie

Najpierw wylaliśmy trochę soku malinowego na testową szmatkę. Żeby utrudnić sobie zadanie, to jedno z nas roztarło sok palcem, aby dobrze wniknął we włókna materiału. Na powyższym zdjęciu doskonale widać, jak okazale prezentowała się czerwona plama z soku malinowego .

Teraz, zgodnie z instrukcją, wymierzyliśmy 1/4 miarki proszku do usuwania plam Vanish Gold. Przesypaliśmy go do osobnej miseczki i dolaliśmy do niego 3/4 miarki ciepłej wody z kranu. Woda nie była nawet gorąca, tylko zwyczajnie ciepła.

vanish_przygotowanie

Czerwony Jacek wymieszał paluchem proszek z wodą. Powstałą mieszankę rozprowadził dokładnie na całej powierzchni plamy. Już przy pierwszym kontakcie Vanisha Gold z plamą było widać, że coś się dzieje…

Wystarczy 30 sekund

Producent podaje na opakowaniu, że wystarczy 30 sekund kontaktu Vanisha z plamą, aby ją usunąć. Sprawdziliśmy to, można powiedzieć, empirycznie.

Jacek przez 30 sekund wcierał Vanish Gold w plamę na serwetce. Producent zaleca stosowanie miarki do pocierania. Od razu rzuciło nam się w oczy, że plama zaczęła zmieniać kolor. Z czerwonej zrobiła się najpierw zielona, potem szara, następnie żółta i… dalej już nic. Plama całkowicie zniknęła!


SONY DSC
SONY DSC

Widzicie na zdjęciu powyżej, ze plama się odbarwia? Na żywo wrażenie było jeszcze lepsze. Zabrudzenie znikało w oczach. :)

Pozostało nam już tylko wypłukać serwetkę w ciepłej wodzie z kranu, czyli tak, jak zaleca producent. Na potrzeby testu nalaliśmy kranówkę do miski. Jacek kilka razy wymieszał zawartość pojemnika, aby dokładnie wypłukać środek piorący.


SONY DSC

Ta daaa! Serwetka po wyjęciu z wody była kompletnie czysta. Nie było widać żadnych, nawet najmniejszych śladów zabrudzeń sokiem malinowym.

Sprawdzaliśmy bardzo dokładnie, czy gdzieś nie została jakaś malutka plama. Nawet pod światło (słoneczne) nie było niczego widać.

vanish_potwierdzenie

Czy Vanish Gold naprawdę działa?

Jeśli powyższe zdjęcia nie są wystarczającym dowodem, to z czystym sumieniem możemy potwierdzić, że Vanish Gold naprawdę działa. Na wszelki wypadek powtórzyliśmy test na innych materiałach i efekt zawsze był taki sam. Plama znikała w mgnieniu oka. Ten produkt bardzo pozytywnie nas zaskoczył.

wyprane przez vanish gold

Odcinek uratowany

Nie pozostało nam już nic innego, jak tylko nagrać odcinek z udziałem wszystkich trzech Jacków. Nie było łatwo zebrach ich wszystkich w jednym miejscu, bo każdy ma bardzo napięty grafik. Trzeba też było pilnować, żeby się nie pozabijali. Jeden bardziej kapryśny, od drugiego i wszyscy zazdrośni o siebie nawzajem. Nieźle dali się we znaki całej ekipie.

Jednak efekt, jaki udało nam się wspólnie uzyskać, skutecznie rekompensuje wszystkie niedogodności. Zrobiliśmy test proszku do usuwania plam Vanish Gold. Test inny niż wszystkie i jesteśmy z tego dumni! :)

vanish backstage

Materiał przygotowany we współpracy z marką Vanish.

Czy cukier uzależnia i dlaczego tak bardzo? Cz.I.

Kiedyś mniej dostępne i kupowane od święta. Dziś, gdy jesteśmy bombardowani reklamą i swojego rodzaju trendem na słodycze, łakocie mamy na wyciągnięcie ręki. Cukrowe wyroby towarzyszą wszelkim spotkaniom towarzyskim, rodzinnym oraz służbowym. Nawet zwykły spacer coraz rzadziej może się odbyć bez gałki lodów, czy wafla na ciepło.

Kiedyś mniej dostępne i kupowane od święta. Dziś, gdy jesteśmy bombardowani reklamą i swojego rodzaju trendem na słodycze, łakocie mamy na wyciągnięcie ręki. Cukrowe wyroby towarzyszą wszelkim spotkaniom towarzyskim, rodzinnym oraz służbowym. Nawet zwykły spacer coraz rzadziej może się odbyć bez gałki lodów, czy wafla na ciepło. Z badań przeprowadzonych w tym roku na grupie 1000 osób, co trzeci ankietowany odpowiedział, że słodycze stanowią element jego codziennej diety, a 10% ankietowanych miesięcznie wydaje na słodkości 81-100 zł. Dla niespełna połowy respondentów za ważną cechę produktu uznaje się kaloryczność, dla mniejszości jest to cecha zupełnie lub raczej nieważna.

Dlaczego cukier uzależnia?

Kiedyś ktoś mi powiedział: „Czekolada nie uzależnia. Cukier w czekoladzie tak”. Dlaczego tak się dzieje? Z tego samego powodu, dlaczego papierosy czy kawa uzależniają. Dostarcza miłych wrażeń dla zmysłów, podnosi poziom serotoniny we krwi, a przez to poprawia nastrój. Innymi słowy, chodzi o przyjemność. I o ile w przypadku cukru umiarkowane spożycie jest w porządku, tak nadmierna ilość jest zgubna.

O tym jak robią nas w trąbę

Najbardziej irytuje mnie, gdy producenci produktów spożywczych robią mnie w trąbę. Wmawiają mi, że krem czekoladowy na śniadanie jest w porządku, woda słodzona to wciąż woda, a mleczna kanapka nie jest ciastkiem. Podstępem próbują zmienić nawyki żywieniowe konsumentów, a jak wiadomo, najbardziej uległą na manipulację grupę docelową stanowią dzieci. Te małe istoty, często nie zdążyły jeszcze wyrobić sobie opinii o wielu smakach i pokarmach, a już są uzależnione od cukru. Na śniadanie czekoladowe płatki z mlekiem, na drugie słodki jogurt z kolorowymi groszkami lub żelkami, na kolacje i podwieczorek dżem z pieczywem. Tak niestety często wygląda dzienny jadłospis najmłodszych.

Owszem, spożycie węglowodanów, w tym cukrów, jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Nasz mózg potrzebuje glukozy. Na mnie to często lepiej działa, niż niejedna mocna kawa. Cukier fajnie pobudza i dodaje energii, ale… jednak uzależnia. Trudno wychować dziecko bez słodyczy (przypomnijmy sobie siebie samych), ale we wszystkim musi być umiar. Nie dajmy się zwariować słodkim reklamom i zachowajmy zdrowy rozsądek.

Moja historia

Kiedyś, jadąc do pracy potrafiłam oprócz kanapki zabrać ze sobą dwa batoniki. Taka sytuacja nie zdarzała się codziennie, ale czekolada towarzyszyła mi kilka razy w tygodniu. Słodka, mleczna, z nadzieniem lub całymi orzechami. To było moje małe szaleństwo. Aby uprzedzić Wasze pytanie, od razu odpowiem. Ważyłam tyle ile teraz. Słodycze nie wpływały na moją masę ciała, ale czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Postanowiłam coś z tym zrobić.

W moim domu słodyczy praktycznie się nie kupuje. Częściej goszczą ciasta z owocami lub inne wyroby, do których dodaję mniej cukru niż przepis sugeruje. Codziennie jemy owoce, które przecież też zawierają cukier, a od czasu do czasu robię lub kupuję mieszankę studencką, czyli miks orzechów i bakalii do podjadania. Jeśli ktoś z naszej dwójki ma ochotę na batonika albo wafelka, to dwa razy się zastanowi zanim go kupi. Nie ma zakazu, a kupowane słodycze nie wydają nam się tak atrakcyjne jak kiedyś.

cukier uzależnia

Jak ograniczyć słodycze?

O tym jak zredukować ilość spożywanego cukru i ograniczyć słodycze opiszę w drugiej części postu. Przedstawię dwie metody do walki ze słodkim nałogiem. Wbrew pozorom, przejście z kilka tabliczek czekolady i batoników tygodniowo na poziom „ketchup jest za słodki” nie jest trudne. Przede wszystkim wymaga czasu i chęci. Wiem, że nie każdy ma silna wolę, ale warto mieć swoje życie pod kontrolą.

A jak jest z Wami? Czujecie, że jesteście uzależnieni od słodyczy, albo choćby czekolady?

Kilka słów na koniec…

Od dłuższego czasu zapowiadaliśmy z Jackiem o zmianach idących na blogu. Jedną z nich są nowe treści „do poczytania”. Będzie więcej lifestyle’u, więcej nas i naszych opinii o otaczającym nas świecie. Pojawią się także artykuły dotyczące technologii żywności. Zatem, jeśli będzie mniej przepisów kulinarnych, to w zamian będziemy się starali żeby nowe artykuły i tak miały związek z jedzeniem. :)

Mam nadzieję, że nowe treści na blogu spodobają się Wam i zachęcą do aktywnego komentowania. Jeśli macie jakieś uwagi lub pomysły na kolejne tematy na blogu, jakie powinniśmy poruszyć piszcie w komentarzach pod postami lub na maila: paula@jakpomasle.pl lub jacek@jakpomasle.pl.

Najlepsza książka o ciastach z 89′

Niejednokrotnie wspominałam o mojej ulubionej książce z przepisami na ciasta domowe. Na blogu pojawiło się mnóstwo przepisów zaczerpniętych z tej pozycji. Przyszła pora, abym pokazała ją w pełnej krasie i napisała klika słów o niej. Dlaczego stara, pożółkła książka bez kolorowych zdjęć wprost z namiotu bezcieniowego zrobiła na mnie takie wrażenie? Poczytajcie :)

Tak wygląda moja skromna biblioteczka z wydaniami kulinarnymi. Znaczną jej część, jak nie większość, stanowią pozycje odnoszące się do wypieków ciast. Mimo, że książek mam kilka, nie wszystkie są mi przyjazne i (nie) chętnie po nie sięgam. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Lubię je dostawać w prezencie.

książki o ciastach

Niejednokrotnie wspominałam o mojej ulubionej książce z przepisami na ciasta domowe. Na blogu pojawiło się mnóstwo przepisów zaczerpniętych z tej pozycji. Przyszła pora, abym pokazała ją w pełnej krasie i napisała klika słów o niej. Dlaczego stara, pożółkła książka bez kolorowych zdjęć wprost z namiotu bezcieniowego zrobiła na mnie takie wrażenie? Poczytajcie :)

ciasta domowe książka

Na początku przedstawie moją bohaterkę. Książka „Ciasta domowe” została napisana przez p.Barbarę Bytnerewiczową w 1988 roku, a wydana w rok później. Jak by nie było, książka młodsza ode mnie ;) Co ciekawe „Ciasta domowe” nie są moją rodzinną książką, przekazaną przez babcię czy ciocię. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem, a za pakiet pięciu takich „staroci” na Allegro zapłaciłam 15 zł z wysyłką. To, dlaczego pewne książki są ulubione, jest często trudne do zdefiniowania. Nie mniej jednak postarałam się przytoczyć kilka osobistych spostrzeżeń. Może i Wam się spodoba ta pozycja. A może ją znacie i korzystacie tak często jak ja?

1. Powrót do lat dzieciństwa

Książka zawiera ponadczasowe przepisy. Od kocich oczek, które babcia zawsze piekła dla mnie na Boże Narodzenie, poprzez bezy i magdalenki, aż do modnych dziś makaroników czy krówek.

2. Sentyment i tradycja

W dedykacji, autorka przeprasza za osobistą nutę, ponieważ niektóre nazwy wypieków nawiązują do osób, od których p.Basia otrzymała receptury. Mowa o przepisach przechowywanych od lat w tych rodzinach. W XXI wieku, gdzie przepisy mojej babci i mamy nie zostały nigdzie spisane, to skarb posiadać taką pozycję.

3. Treść vs. format

Krótko i na temat. Mały format (A5) mieści aż 347 receptur, w tym przepisy na lukry, kremy i słone wypieki. Znacie podobnie skompresowaną pozycję o ciastach?

4. Ordnung muss sein

Przejrzysty podział na kategorie: Ciasta popularne (drożdżowe, półkruche, francuskie, półfrancuskie, parzone, biszkoptowe, biszkoptowo-tłuszczowe, bezowe, słodycze, domowe specjały) oraz Ciasta na różne okazje (strucle, pierniki, pączki, faworki, baby, mazurki, torty, lukry, kremy, słone wypieki).

ciasta domowe książka 4

5. „Czy ma Pani instalacje elektryczną w domu?”

Na pierwszych dwudziestu czterech stronach, autorka umieszcza „Wiadomości wstępne” czyli porady odnośnie sprzętu i surowców używanych do wypieków ciast. O ile informacje o środkach spulchniających, jajach, dodatkach i właściwej organizacji czasu uważam za przydatne, tak o urządzeniach już niekoniecznie. Współczesność jest już dobrze wyposażona w różnego rodzaju opiekacze, piekarniki, mieszadełka i blendery. Zdanie w którym, autorka przytacza dane z ostatniego spisu powszechnego wywołują u mnie uśmiech. Informacja mówi, że w Polsce istnieje 11 ml gospodarstw domowych, w których 60% z nich posiada prąd, a 54% gaz. Jako ciekawostkę dodam, że wtedy właśnie (1988r.) Polska uzyskała pierwsze połączenie internetowe ze światem!

6. Take it easy

Te przepisy zawsze się udają! Nie ma w nich nic skomplikowanego, a składników nie trzeba szukać w internecie.

7. Nie oceniam po okładce

W 1989 roku mało która książka posiadała kolorowe zdjęcia. Zresztą nie były to fotografie o dobrej rozdzielczości ani barwie, a takie schematyczne grafiki mają swój osobisty urok. Ponadto, przy tak opisowym spisie treści, obrazki są już zbędne, a przepisy jeszcze bardziej poruszają wyobraźnią.

ciasta domowe książka 4

A jakie są Wasze ulubione książki o ciastach? Piszcie w komentarzach na dole.