Czy twarda woda powoduje kamienie w nerkach?

Nikt z nas chyba nie lubi twardej wody. Pralki jej nie lubią, bo się psują, włosy bo matowieją, skóra bo się ściąga, nawet piana z mydła trudniej się pieni, a prysznic jest cały w białych kropkach. A do tego ten osad na dnie szklanki i czajnik z odłożonym kamieniem! Nie raz zastanawiałam się, czy taka herbata z pyłem na dnie kubka nie szkodzi naszemu zdrowiu?

Na marginesie dodam, że mieszkam w rejonie Polski, gdzie woda jest dość twarda. Miasto Chełm zbudowano na złożach kredy, a pod jego ulicami rozciągają się kilometry korytarzy zabytkowej kopalni kredy. Wyjeżdżając do innych miast obserwuję znaczne różnice w kwestii wody. Ale bez względu na szerokość geograficzną, każda woda niedemineralizowana po zagotowaniu zostawia osad. Wokół tego zjawiska też powstało dużo mitów. Oto jeden z nich:

W czajniku osadza się kamień, w łazience na kranie również,
u ludzi też tworzą się kamienie w nerkach.
Czy pijąc twardą wodę nabawimy się kamieni w nerkach?

Co to jest kamień w czajniku?

Kamień w czajniku to tak zwany kamień kotłowy. Jest to warstwa osadu węglanu wapnia i magnezu, który powstaje w wyniku rozkładu wodorowęglanów wapnia i magnezu, które występują w wodzie, a zwłaszcza w twardej. Powstałe węglany są trudno rozpuszczalne i wytrącają się jako osad. Kamień pojawia się w urządzeniach i naczyniach w których gotowana jest woda. Osadza się na ściankach i elementach grzewczych – np. na grzałce.

Kamień w czajniku/twarda woda powoduje kamienie w nerkach?

Niektórzy uważają, że skoro kamień osadza się w czajniku, to picie takiej wody (zagotowanej lub prosto z kranu) może również powodować kamienie w nerkach. Prawda jest taka, że żadne badanie naukowe nie potwierdziło tej tezy. Wiadomo, że tworzenie kamieni w nerkach nie ma związku z twardością wody, a jest skutkiem powstania złogów (nierozpuszczalne fosforany, moczany, szczawiany).

Przyczyny kamicy nerkowej mają związek z nieprawidłową dietą, która wynika ze spożycia dużej ilości białka, rafinowanych węglowodanów, tłuszczów i soli kuchennej. Jeśli spożywacie dużo i często: rabarbar, szczaw, szpinak lub kapustę włoską – to uważajcie! Te warzywa są źródłem kwasu szczawiowego i przyczyniają się do powstawania kamieni w nerkach.

Czy można pić wodę z osadem?

Dobra wiadomość to taka, że obecność i spożycie osadu powstałego po przegotowaniu wody nie jest niebezpieczne dla naszego zdrowia. Nie wpływa na smak posiłków i potraw z użyciem przegotowanej wody. Mogą pojawić się jedynie szare „płatki” kamienia lub „piasek” na dnie szklanki z kawą czy herbatą. Nie jest to może apetyczne, ale nieszkodliwe. Warto jednak odkamienić czajnik, ponieważ kamień kotłowy sprawia, że woda dłużej się podgrzewa.

Jak się pozbyć kamienia z czajnika lub pralki?

Są specjalne środki do odkamieniania takich urządzeń, ale najprościej będzie to zrobić domowym sposobem. Ocet niestety pozostawia specyficzny zapach, aby się go pozbyć należy zagotować pusty czajnik jeden lub dwa razy. Zamiast octu, polecam kwasem cytrynowy! Tani, powszechny i skuteczny!

Twarda woda zdrowsza niż miękka

Woda zawiera prawie wszystkie substancje naturalne występujące w skorupie ziemskiej oraz substancje będące efektem działalności człowieka. Są dowody, na to , że twarda woda która zawiera większe ilości magnezu i wapnia może być zdrowsza od miękkiej. Mało tego! Udowodniono, że miękka woda używana do gotowania warzyw, mięsa itd. zmniejsza zawartość magnezu i wapnia w żywności! Woda twarda natomiast zmniejsza straty składników odżywczych i zwiększa zawartość wapnia w żywności.

„Jak podaje Polskie Towarzystwo Magnezologiczne są dowody na to, że twarda woda, zawierająca większe ilości takich biopierwiastków jak, magnez i wapń, może być zdrowsza od miękkiej, ponieważ na terenie gdzie występuje, zaobserwowano niższą zapadalność na choroby układu krążenia. Przykładem są mieszkańcy Gruzji, którzy pijąc wodę twardą, w mniejszym stopniu cierpią na choroby miażdżycowe i dożywają sędziwego wieku. Inaczej jest w Finlandii, której obywatele mający do dyspozycji wodę miękką, polodowcową, częściej zapadali na choroby serca i umierali nawet w młodym wieku.
Zwrócił na to uwagę polski uczony, – prof. Julian Aleksandrowicz – pisząc w tej sprawie list do ówczesnego prezydenta Finlandii Urho Kekkonena. W związku z tym problemem władze fińskie zleciły opracowanie kompleksowego programu zaradczego. Tak powstał projekt profilaktyczny pod nazwą Nord Kareliia, w którym uwzględniono również m.in. suplementowanie wody składnikami mineralnym. W ciągu 25 lat trwania kampanii liczba zgonów z powodu chorób serca i naczyń krwionośnych w Północnej Karelii zmniejszyła się o 75%.” E. Fąfara – PSSE w Limanowej

Producenci filtrów do wody, zmiękczaczy, magnetyzerów, odkamieniaczy itp. usiłują wmówić nam, że twarda woda jest niebezpieczna dla naszego zdrowia. W rzeczywistości tak nie jest!

Mit obalony!

Twarda woda nie powoduje kamieni w nerkach. A tak naprawdę jest dużo bardziej wartościowa niż ta zmiękczona (w kontekście spożywczym). Należy pamiętać, że woda jest niezbędnym elementem do prawidłowego funkcjonowania organizmu, a jej skład mineralny decyduje o właściwościach zdrowotnych wody.

Nie mów tego głośno: „Żywność to sama chemia” cz.1

W ostatnim moim poście padło sformułowanie „żywność to sama chemia”. Ta fraza już chyba na stałe weszła do naszego języka. Tym samym czuję się zobowiązana, aby napisać o tym kilka słów swojego komentarza. Otóż …zgadzam się z tym zwrotem!

Żywność jest chemią, podobnie jak my sami. Żywność, surowce spożywcze, wszystko co nas otacza to chemia. Cała materia zbudowana jest z pierwiastków. W naszym ciele cały czas zachodzą reakcje chemiczne, na powierzchni skóry i wewnątrz żyją miliardy bakterii. A tlenek wodoru? Bez niego nie ma życia. Brzmi chemicznie? A to przecież zwykła woda. Zatem jak żywność nie może być chemią?

Domyślam się, że intencje autorów tego tekstu były inne i mieli na myśli przetworzoną żywność oraz obecność dodatków do żywności i substancji pomocniczych. Powiedzieć, że „żywność to sama chemia”, to jak stwierdzić „śnieg jest biały”. Aby jednak wziąć udział w dyskusji na temat żywności, warto coś o niej więcej wiedzieć.

Jeśli nie chcecie popełnić towarzyskiego faux pas lepiej jest powiedzieć:

1. „Ta żywność jest zbyt przetworzona”

Przykładem jest margaryna, która powstaje w wyniku utwardzenia ciekłych tłuszczów roślinnych. Gdyby nie uwodornienie, nigdy nie poznalibyśmy margaryny. Ten proces pozwolił tak przetworzyć oleje roślinne, że możemy używać ich częściej i więcej. Margaryna jest tańsza w produkcji niż masło, więc mamy wybór.

Ceny żywności są bardzo zróżnicowane. Te mniej przetworzone produkty są zazwyczaj droższe. Nie oczekujmy od szynki za 19 zł/kg jakości porównywalnej z szynką za 49 zł/kg.

Można inaczej: Zamiast kupować i spożywać margarynę, można używać masła, smalcu, oleju kokosowego (chociaż te również zostały wytworzone w wyniku przetwarzania, jednak mniej niż otrzymanie margaryny).

Moim zdaniem: Jeśli mamy wątpliwości, to należy unikać niektórych produktów. Sama staram się nie spożywać margaryny i najczęściej kupuję masło, ale od czasu do czas zdarza mi się przygotować ciasto właśnie na margarynie. Popatrzcie też na składy zwykłych herbatników – tłuszcze utwardzone są nieodzowne. A ciasto w cukierni? Najczęściej (bo i najtaniej) są przygotowywane na margarynach. Jak macie wątpliwości to poproście o listę składników (jest obowiązkowa!). Moja rada to: unikać, ale bez przesady.

Stopień przetworzenia żywności, zależy od surowców z jakich została wytworzona i zamierzonego celu. Jeśli nie jesteśmy osobami na diecie, opierającej się na surowych warzywach i owocach, to nie możemy uniknąć spożycia żywności przetworzonej.

Dla niektórych może to być szokujące, ale przetwarzanie to jest: gotowanie, pieczenie, smażenie, duszenie, grillowanie, marynowanie, kiszenie itd. Zobaczcie jak bardzo sami przetwarzamy żywność w domu.

2. „Ta żywność zawiera, jak dla mnie, zbyt wiele dodatków…”

Przykładem jest napój kawowy w proszku, potocznie zwany kawą 2w1 lub 3w1 – w zależności od producenta lista składników potrafi być długa…

Można inaczej: Zamiast kawy możesz napić się wody ;) 

Moim zdaniem: Zadaj sobie pytanie – jak często pijesz taką kawę? Może nie warto popadać w paranoje? W plenerze, na kempingu, na budowie. W tych „okolicznościach przyrody” szklanka takiej kawy smakuje wyjątkowo. Zuepłnie jak zupka chińska pod namiotem! Wiecie o czym mówię?

Nie wszystkie dodatki są złe. Ale o tym szerzej napiszę w drugiej części posta. Publikacja już wkrótce.

Nie daj się przestraszyć

Przygotowując się do napisania niniejszego tekstu, niechcący zajrzałam do Internetu. Autorzy niektórych stron wprost sieją niepotrzebną panikę wśród konsumentów. Oto przykład najpopularniejszego błędu: „żywność wysoko przetworzona”.

W ustawodawstwie nie ma czegoś takiego jak „żywność wysoko przetworzona”. Żywność jest albo przetworzona albo nieprzetworzona, z dodatkami lub bez dodatków. Najwyraźniej niektórzy lubią nadinterpretować słowa. W rozporządzeniu jest za to definicja żywności nieprzetworzonej.

„żywność nieprzetworzona” oznacza żywność, która nie została poddana jakiejkolwiek obróbce wywołującej zasadniczą zmianę jej stanu pierwotnego, przy czym uważa się, że zasadniczej zmiany nie wywołują w szczególności czynności takie, jak: dzielenie, porcjowanie, odcinanie, obieranie z kości lub ości, mielenie mięsa, zdejmowanie skóry, obcinanie, okrawanie, obieranie, rozdrabnianie, krojenie, czyszczenie, trybowanie, głębokie mrożenie, zamrażanie, schładzanie, mielenie, łuskanie, pakowanie lub rozpakowywanie”

Czyli jeśli kupimy mielone mięso, zamrożone maliny, wytłaczankę jajek, albo worek ziemniaków, to nie są to przetworzone produkty (zgodnie z definicją powyżej). Za to (prażone) pistacje, suszone jabłka, kiszona kapusta, gotowana marchewka należą do żywności przetworzonej.

Pozytywne strony przetwarzania żywności

Procesy naturalne takie fermentacja (kiszenie warzyw, otrzymywanie herbaty, wina, sera), to również przykład przetwarzania żywności. A jednak przynoszą nam wiele korzyści! Poza walorami smakowymi mają bardzo duże znaczenie odżywcze  – zwłaszcza produkty fermentacji mlekowej – kiszona kapusta i ogórki. To właśnie te produkty stymulują nasz układ odpornościowy. Sok i warzywa z kiszonek trafiają do jelit i tam stanowią pokarm dla mikroflory.

Muszę tutaj wspomnieć o dwóch pojęciach: PROBIOTYKI I PREBIOTYKI. Tak, tylko jedna litera różnicy. To pierwsze to dobroczynne bakterie. To drugie to ich pokarm, który zawarty jest m.in w kiszonych warzywach.

Przetwarzanie żywności to przede wszystkim nadanie jej określonego smaku. Pieczony kurczak, prażony popcorn, zupa krem z pieczarek. Oj tak! Przetwarzamy żywność dla jej wyjątkowego smaku… Czy często myślimy wtedy o aspektach zdrowotnych?

Wszelkie procesy cieplne mają za zadanie m.in. zminimalizować ryzyko wystąpienia chorób układu pokarmowego, do których mogłoby dojść w wyniku spożycia takiej żywności. Nie od dziś wiadomo, że pieczenie, gotowanie i smażenie zabija większość bakterii i patogenów. Mięso jest tutaj szczególnym surowcem. Należy zachować szczególną higienę przy obróbce mięsa.

Ostatnia rzecz to przedłużanie trwałości. Po to również przetwarzamy żywność, aby mogła być bezpiecznie przechowywana przez określony czas. Przykład: mleko pasteryzowane ma kilka dni ważności, nie musicie codziennie kupować świeżego. A w przypadku kryzysu, klęski żywiołowej to własnie mleko UHT będzie najszybciej zykupowane! Dlaczego? Bo termin ważności to kilka miesięcy, a bez otwarcia można takie mleko przechowywać w temp. pokojowej.

Przykład przetworzonej żywności przygotowanej w domu:

„Kucharka ugotowała ziemniaki, rozdrobniła je tłuczkiem, uformowała kulki i usmażyła z nich tzw. orzeszki ziemniaczane. Smażone orzeszki podała z grillowanym mięsem i marynowaną sałatką ze słoika.”

To był przykład gospodarności kucharki, która zużyła ziemniaki np. z poprzedniego dnia, ale również przykład przetwarzania żywności. Ziemniaki najpierw zostały ugotowane, potem ostudzone, następnie ponownie usmażone. Jeśli były na końcu jeszcze odgrzane, to jeszcze dla nich gorzej… To teraz porównajcie je z porcją gotowanych ziemniaków prosto z wody. Które będą dla nas bardziej odżywcze?

Druga sprawa to to, że wszystkie składniki obiadu były przetworzone: ziemniaki gotowane i smażone, sałatka marynowana i gotowana, mięso grillowane. Obiad miałby więcej wartości odżywczych gdyby procesów było mniej i trwały możliwie krótko: ziemniaki ugotowane i podane prosto z wody (gorące), mięso przygotowane na parze i surówka ze świeżych warzyw.

Tym przykładem chciałam udowodnić, że nie tylko żywność w sklepie to samo zło, ale to co sami z nią zrobimy w domu wpływa na jej właściwości i jakość, a każdy proces cieplny degraduje ją coraz bardziej.

W kolejnej części będę kontynuowała temat dodatków do żywności i substancji pomocniczych w przetwórstwie!

 

Źródło:
Rozp. (WE) NR 1333/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie dodatków do żywności

Jestem technologiem żywności i będę pisać o żywności…

Wiele złego mówi się dziś o żywności. Sama często słyszę opinie, że „ta żywność to sama chemia”. Rzadko kiedy komentuję takie opinie, ale tutaj na blogu wreszcie mam głos.

Jestem technologiem żywności i wiele lat uczyłam się o żywności. Wiem z czego się składa i co zawiera (z chemii właśnie). Na co dzień sama przygotowuję posiłki, rzadko jadam poza domem. Co z nie znaczy, że zawsze i wszędzie spożywam żywność bez dodatków i nieprzetworzoną.

Nie jestem sfiksowaną, zieloną technolożką, którą chce nawrócić niewiernych konsumentów na zielone, zdrowe, nieprzetworzone, beztłuszczowe, bezglutenowe, wegańskie etc. Uważam, że wszystko jest dla ludzi, a reszta jest nasza decyzją. Dlatego zdecydowałam się wyjść do Was i cyklicznie publikować posty o jedzeniu.

 

Po co ja to robię? Jaki jest cel?

  1. Pierwszym moim celem jest rosnąca świadomość społeczeństwa na temat żywności, odżywiania i kupowanych produktów spożywczych. Aby to osiągnąć musimy nawzajem informować się i przekazywać sobie wiedzę o jedzeniu. Co by nie było – ale wszyscy musimy jeść! Problem dotyczy nas wszystkich. Dlatego też słusznie by było podawać dalej moje posty – na portalach społecznościowych (polubienia, udostępnienia), forach itp.
  2. Druga kwestia wynika z tej pierwszej. Bardziej świadomy konsument to też mniejsze prawdopodobieństwo do oszukiwania go przez producenta. A nic tak mnie nie mierzi jak oszustwa producentów żywności, działania wbrew prawu i wprowadzania klienta w błąd. Im bardziej będziemy doinformowani i znali prawo, tym trudniej będzie im nas oszukać, a nasze wybory konsumenckie będą świadome.

 

 

O czym będą nowe posty?

Będę pisać o etykietach i znakowaniu żywności (jak czytać etykiety), o składzie żywności (czy jest taka straszna i trująca?), o przechowywaniu żywności. Chcę również analizować składy wybranych grup produktów i robić porównania konsumenckie. Czasem biorę coś do ręki w sklepie i od razu wiem, że ten produkt to bubel (brrr…), dlatego zamierzam publikować posty o zakupowych perełkach i wspomnianych porażkach.

Będę również testować i badać żywność dla dzieci (sama jestem mamą).

Kiedy nowe posty?

Posty o wspomnianej tematyce żywieniowej będę publikować na moim blogu JakPoMaśle.pl w każdy wtorek i piątek. Jeśli spodoba Wam się mój cykl, posty będą pojawiać się częściej – ale tutaj liczę na Waszą aktywność (komentarze, polubienia, udostępnienia)! To będzie dla mnie sygnał, że tematyka Was interesuje i pozwoli mi ją rozwijać.

A skąd ja to wszystko wiem?

Jedzenie to moje życie – kocham i nienawidzę.

Wybrałam taki, a nie inny zawód, ponieważ od małej dziewczynki pomagałam w kuchni i zawsze chciałam dowiedzieć się jak tę żywność się produkuje. Nie interesowały mnie kierunki humanistyczne i tak w dużym uproszczeniu ukończyłam technologię żywności. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej o moich studiach, dajcie znać, przygotuję post o studiowaniu na tym kierunku (a nie jest to kierunek dla wszystkich).
Tak więc, oprócz wiedzy zdobytej na uczelnie, przeczytałam masę książek o jedzeniu. Pracowałam również w kilku  zakładach produkujących żywność. A obecnie  jestem studentką studiów podyplomowych na rodzimej uczelni, gdzie klika ładnych lat temu uzyskałam tytuł magistra.
Jak widać żywności poświęciłam sporą część swojego życia i robię to nadal.

Pytania? Sugestie? Pomysły na posty?

Jeśli jakieś zagadnienie szczególnie Was interesuje, piszcie do mnie, a postaram się zgłębić temat. Czekam na wasze maile i wiadomości.

FB: https://www.facebook.com/jakpomasle/
e-mail: paula@jakpomasle.pl

 

Do zobaczenia we wtorek!

Paula :)

 

 

Jak stosować dietę, suplementację i ćwiczenia, aby zmienić swoją sylwetkę oraz uzyskać trwałe efekty zdrowotne?

W dzisiejszych czasach większość z nas żyje intensywnie i szybko. Nie zawsze potrafimy się zorganizować, aby odżywiać się zdrowo oraz uprawiać sport. Odbija się to na samopoczuciu i zdrowiu, a nawet na relacjach rodzinnych. Dlatego uważam, że od czasu do czasu każdemu przydałby się detoks organizmu. Niektórzy w tym celu stosują głodówki, ale ja  jestem przeciwniczką takiego rozwiązania. Moim zdaniem człowiek nie powinien unikać jedzenia, a zamiast tego odżywiać się w sposób przemyślany, bo tak zostaliśmy stworzeni. Nasz organizm to skomplikowana maszyna, która potrzebuje paliwa.  Z tego powodu popieram racjonalną i zbilansowaną dietę.

Niedawno firma Naturhouse zaproponowała nam przetestowanie boxa do trzytygodniowej kuracji oczyszczającej, którą można przeprowadzić samodzielnie w domu. Projekt nas zainteresował, bo ma związek ze zdrowym odżywianiem i zdrowym stylem życia, czyli wartościami, które chcemy propagować. Dlatego zdecydowaliśmy się na udział w projekcie.

Robimy VLOG z kuracji – Oglądaj odcinek nr 1 :)

Pierwsze wrażenia z kuracji – Oglądaj odcinek nr 2 :)

naturhouse detox

Duże zielone pudełko z napisem Detox

Gdy listonosz przyniósł do nas paczkę od Naturhosue, to po jej otwarciu ukazał nam się elegancki zielony box z napisem Detox. Najważniejsza była jednak jego zawartość, na którą składały się:

  • suplementy diety – 6 różnych produktów w formie saszetek, granulek, pigułek, fiolek i syropu. Produkty zawierają w swoim składzie głównie wyciągi i ekstrakty z roślin, a także błonnik, witaminy. Suplementy mają za zadanie wspomóc organizm w trakcie detoksu. Ta pomoc polega m.in. na hamowaniu głodu, przyspieszenie metabolizmu, usuwaniu wody metabolicznej, regulacji pracy jelit.
  • plan diety na 21 dni – czytelny i prosty z podziałem na każdy dzień tygodnia i 5 posiłków dziennie. Dieta uwzględnia suplementy zawarte w kartonie;
  • przepisy kulinarne – dość proste w przygotowaniu, nie mają też zbyt skomplikowanych składników. Wszystko jest dostępne w większości popularnych sklepów.
  • zalecenie dietetyka – wskazówki odnośnie postępowania w trakcie trwania diety – co wolno, czego nie itd.

naturhouse detox

Dlaczego się zdecydowaliśmy?

[Jacek] Jeszcze do niedawna prowadziłem zdecydowanie zdrowszy tryb życia. Odżywiałem się właściwie, zrezygnowałem z fast-foodów oraz regularnie uprawiałem sport. Wieczorami, cztery dni w tygodniu wychodziłem biegać na krótkich dystansach po 5-8 km. Dzięki temu gdy wstawałem rano byłem rześki, a przez cały dzień miałem dużo energii.

Obecnie jest odwrotnie. Jem byle co, często w biegu oraz zrezygnowałem z biegania. Nie tylko nie mam na nic siły, ale nawet chęci aby to zmienić. Kilka kilogramów też chętnie bym zrzucił. Zdecydowałem się na udział w detoksie, ponieważ chciałbym ruszyć z miejsca. Z góry zaplanowana dieta pomoże zapanować mi nad kulinarnymi grzechami, które często popełniam. Te przewinienia to m.in. podjadanie między posiłkami, zbyt duża ilość słodyczy, monotonna dieta, zbyt mało warzyw, dużo mięsa, o sporcie już się nie wypowiem. To wszystko sprawia, że wracając z pracy czuje się jak worek żużlu. Chciałbym ruszyć z miejsca, a wiem że potrafię.

Dla mnie plus jest jeszcze taki, że dietę będziemy realizować razem. To zawsze jest ułatwienie, bo można razem gotować i jeść to samo. Nikt nikomu nie zazdrości zakazanych produktów, efektów diety, a wręcz można się nawzajem pilnować i motywować.

[Paula] Na detoks zdecydowałam się z ciekawości. Nie mam na celu zrzucenia żadnych kilogramów. Bardziej zależy mi na niewidocznym czyli oczyszczeniu orgiazmu, wyglądzie skóry. Poza tym liczę, że kuracja zmotywuje mnie do regularnych posiłków z czym mam często problem.

Podoba mi się w tej kuracji, że cały jadłospis jest rozpisany. Nie musze się zastanawiać co ugotuje jutro lub pojutrze. Zakupy też mogę poczynić dużo wcześniej.

Naszym jeszcze jednym problemem są monotonne śniadania i kolacje. Obiady częściej robimy wymyślne, ale te małe posiłki ograniczają się u nas do kilku potraw takich jak owsianka z rodzynkami, kanapki, jajecznica. Plan diety z boxa jest dużo bardziej zróżnicowany i bardzo mi się to podoba.

naturhouse detox

Minusy diety DETOX

Jak każda dieta, ta również ma swoje minusy, ale są one do przeżycia. Pierwszy minus to eliminacja słodyczy w trakcie trwania kuracji. Jacek będzie miał z tym problem, ja dużo mniejszy. Często zastępuję słodycze np. miodem, domowym dżemem itp.

Drugi minus jest taki, że oprócz wykluczenia słodyczy trzeba unikać (unikać – a nie wykluczyć! Ha! Jest nadzieja!) konfitur, dżemu, miodu, czekolady, kakao, ciast, ciasteczek i lodów. Nie należy też spożywać alkoholu. W końcu to kuracja detoksykująca.

Co będzie dalej?

Cała kuracja jest przemyślana w taki sposób, aby możliwie najbardziej ułatwić wytrwanie w postanowieniu oczyszczenia organizmu i wyuczyć dobre nawyki żywieniowe. Efekt ma być taki, że po trzech tygodniach kuracji nie wraca się do starych przyzwyczajeń. Przynajmniej ja tak mam, że jak się staram i wkładam w coś wysiłek i widzę efekty, to nie chcę ich udaremnić. Taka kuracja ma trochę nauczyć nas zdrowego stylu życia.

Będziemy dzielić się z Wami naszymi wrażeniami w trakcie trwania kuracji. O wszystkim opowiemy w filmach, które znajdziecie na naszym Facebooku i YouTube. Pojawią się również dania przygotowane na bazie przepisów dołączonych do boxa. Ogólnie, to będzie się działo! :)naturhouse detox

Rozwiązanie konkursu! Patelnie Ambition trafią do….

Nie było łatwo, ale udało się. Wybraliśmy trzy najciekawsze przepisy, których autorów nagrodzimy patelniami z serii Colour marki Ambition!

Zwycięzcom gratulujemy i jednocześnie dziękujemy wszystkim osobom, które wzięły udział w konkursie. Jeszcze nie raz będzie okazja do wygrania takich fajnych nagród na naszym blogu. :)

Zwycięski przepis nr 1

Zajmuję się hodowlą królików, mam też swoją działkę na której uprawiam warzywa, lubie przyrzadzac to co sama wyhoduje, „bez chemii..”Dlatego podaję przepis na:
Królika duszonego w winie z warzywami
4 nogi z królika, butelka białego wina półwytrawnego, 2 marchewki, 1 korzeń pietruszki, pół korzenia selera, ziele angielskie, liść laurowy, pieprz ziołowy, pieprz czarny, sól, 5 łyżek mąki pszennej, 3 łyżki śmietany.
Przygotować zalewę: wino, liście laurowe, ziele angielskie, pokrojone warzywa (marchew, pietruszkę i seler) połączyć w misce, dodać umyte udka i odstawić na noc do lodówki. Na drugi dzień wyciągamy udka z zalewy, obsuszamy, obtaczamy w mące i smażymy na patelni na oleju na złoty kolor. Nastęlnie zalewamy zalewą. Dusimy na małym ogniu ponad godzinę, aż mięso będzie miękkie. Doprawiamy solą, pieprzem ziołowym i czarnym. Na koniec dodajemy śmietanę i natkę pietruszki. Podajemy z pieczonymi ziemniakami lub kaszą gryczaną.

Zwycięski przepis nr 2

Proponuję odrobinę luksusu – danie świetnie się nadaje do podania na romantycznej kolacji dla niepoprawnej dietetyczki wciąż dbającej o linię Emotikon smile
RISOTTO Z KURCZAKIEM I EGZOTYCZNYMI WARZYWAMI
Na patelni rozpuszczamy łyżeczkę masła, wsypujemy ryż i pozwalamy, aby się trochę podsmażył, następnie wlewamy pół szklanki białego wina i pozwalamy, żeby odparowało. To samo robimy z bulionem, aż do momentu, kiedy ryż będzie miękki. Dodajemy podsmażonego kurczaka oraz pokrojone w kostki mago oraz pestki z jednego granatu. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Resztę wina podajemy w kieliszkach o zwężonej średnicy i wąskiej szyjce, nie zaszkodzą też świeże kwiaty na stole Smacznego!

Zwycięski przepis nr 3

Ryż smażony z jajkiem, kiełbasą i warzywami
Składniki:
100 g ryżu parabolicznego (1 torebka)
2 kiełbasy śląskie
1/2 czerwonej papryki
1/2 puszki kukurydzy
200 g pieczarek
2-3 jajka
sól, pieprz
oregano
bazylia
papryka słodka
odrobina oleju do smażenia
Sposób przygotowania:
1. Ryż gotujemy w osolonej wodzie (należy uważać aby go nie rozgotować) i odstawiamy aby dobrze odciekł z wody. Pieczarki kroimy w półplasterki i dusimy do odparowania wody. Kiełbasę kroimy w półplasterki, paprykę w niewielką kostkę a kukurydzę osączamy z zalewy. Jajka roztrzepujemy z solą, pieprzem, papryką i ziołami. Na patelni podgrzewamy niewielką ilość oleju, wrzucamy ryż i smażymy kilka minut mieszając co jakiś czas. Następnie dodajemy kiełbasę, paprykę, kukurydzę, pieczarki i smażymy razem jeszcze kilka minut. Na koniec dodajemy jajka i mieszamy cały czas aż się zetną i wymieszają z pozostałymi składnikami. Smacznego

Ze zwycięzcami skontaktujemy się niebawem mailem, aby ustalić szczegóły odbioru nagrody. :)

patelnia_taurus_9

Artykuł powstał we współpracy z marką Ambition.

Konkurs! Wygraj zestaw garnków Tefal Intuition!

Moi drodzy, w poprzednim teście garnków ze stali nierdzewnej marki Tefal obiecałam Wam, że niedługo ogłosimy konkurs na blogu. Obietnic trzeba dotrzymywać, więc wracam do Was z konkursem.

Zacznę od tego, że w każdym konkursie najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze radość i zabawa wynikające z uczestnictwa. Po drugie nagroda, która tym razem jest naprawdę wyjątkowa. :)

Moi drodzy, w poprzednim teście garnków ze stali nierdzewnej marki Tefal obiecałam Wam, że niedługo ogłosimy konkurs na blogu. Obietnic trzeba dotrzymywać, więc wracam do Was z konkursem.

Zacznę od tego, że w każdym konkursie najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze radość i zabawa wynikające z uczestnictwa. Po drugie nagroda, która tym razem jest naprawdę wyjątkowa. :)

Nagroda! Nagroda! Nagroda!

Dzięki uprzejmości organizatora konkursu, firmie Tefal, do wygrania jest elegancki zestaw garnków ze stali nierdzewnej Tefal Intuition.

Tefal Intuition to praktyczny i elegancki zestaw garnków ze stali nierdzewnej, który z pewnością znajdzie zastosowanie w każdej kuchni. Trójwarstwowe dno indukcyjne zapewnia doskonałą dystrybucję ciepła a także pozwala na szybsze podgrzanie potraw, dzięki temu oszczędzasz czas i pieniądze. Garnki Tefal Intuition przystosowane są do wszystkich rodzajów kuchenek w tym także indukcyjnych i posiadają 5 letnią gwarancję.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat garnków ze stali nierdzewnej Tefal, to zapraszam do zapoznania się z moim ostatnim testem zestawu Duetto.

Zadanie konkursowe

Na pewno jesteście ciekawi, co trzeba zrobić, aby stać się szczęśliwym posiadaczem powyższego zestawu garnków. :)

Zadanie jest proste:
Kuchnia, to nie tylko pomieszczenie, w którym się gotuje. To także miejsce, gdzie spotyka się cała rodzina. W kuchni dzieje się wiele ciekawych i zabawnych rzeczy.

Waszym zadaniem jest opisanie najzabawniejszej sytuacji, jaka kiedykolwiek przydarzyła Wam się w trakcie gotowania.

Swoje odpowiedzi zamieszczajcie w komentarzach pod niniejszym tekstem. Nie zapomnijcie podać imienia i nazwiska oraz adresu email.

Najciekawszą/najzabawniejszą odpowiedź nagrodzimy zestawem garnków. :)

Na odpowiedzi czekamy do piątku 23 października 2015 r. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi w sobotę 24 października o godzinie 18:00 na naszym blogu oraz facebooku.

Zobacz nagrodę na żywo

Ci z Was, który mieszkają w Chełmie lub okolicach i chcą zobaczyć nagrodę na własne oczy, mają taką możliwość. Od środy 14.10.2015 r., aż do zakończenia konkursu cały zestaw będzie można zobaczyć i dotknąć w naszej ciastkarni w Chełmie, przy ul. Lwowskiej 24. :)

Artykuł powstał we współpracy z marką Tefal.

tefal intuition

Czy cukier uzależnia i dlaczego tak bardzo? Cz.I.

Kiedyś mniej dostępne i kupowane od święta. Dziś, gdy jesteśmy bombardowani reklamą i swojego rodzaju trendem na słodycze, łakocie mamy na wyciągnięcie ręki. Cukrowe wyroby towarzyszą wszelkim spotkaniom towarzyskim, rodzinnym oraz służbowym. Nawet zwykły spacer coraz rzadziej może się odbyć bez gałki lodów, czy wafla na ciepło.

Kiedyś mniej dostępne i kupowane od święta. Dziś, gdy jesteśmy bombardowani reklamą i swojego rodzaju trendem na słodycze, łakocie mamy na wyciągnięcie ręki. Cukrowe wyroby towarzyszą wszelkim spotkaniom towarzyskim, rodzinnym oraz służbowym. Nawet zwykły spacer coraz rzadziej może się odbyć bez gałki lodów, czy wafla na ciepło. Z badań przeprowadzonych w tym roku na grupie 1000 osób, co trzeci ankietowany odpowiedział, że słodycze stanowią element jego codziennej diety, a 10% ankietowanych miesięcznie wydaje na słodkości 81-100 zł. Dla niespełna połowy respondentów za ważną cechę produktu uznaje się kaloryczność, dla mniejszości jest to cecha zupełnie lub raczej nieważna.

Dlaczego cukier uzależnia?

Kiedyś ktoś mi powiedział: „Czekolada nie uzależnia. Cukier w czekoladzie tak”. Dlaczego tak się dzieje? Z tego samego powodu, dlaczego papierosy czy kawa uzależniają. Dostarcza miłych wrażeń dla zmysłów, podnosi poziom serotoniny we krwi, a przez to poprawia nastrój. Innymi słowy, chodzi o przyjemność. I o ile w przypadku cukru umiarkowane spożycie jest w porządku, tak nadmierna ilość jest zgubna.

O tym jak robią nas w trąbę

Najbardziej irytuje mnie, gdy producenci produktów spożywczych robią mnie w trąbę. Wmawiają mi, że krem czekoladowy na śniadanie jest w porządku, woda słodzona to wciąż woda, a mleczna kanapka nie jest ciastkiem. Podstępem próbują zmienić nawyki żywieniowe konsumentów, a jak wiadomo, najbardziej uległą na manipulację grupę docelową stanowią dzieci. Te małe istoty, często nie zdążyły jeszcze wyrobić sobie opinii o wielu smakach i pokarmach, a już są uzależnione od cukru. Na śniadanie czekoladowe płatki z mlekiem, na drugie słodki jogurt z kolorowymi groszkami lub żelkami, na kolacje i podwieczorek dżem z pieczywem. Tak niestety często wygląda dzienny jadłospis najmłodszych.

Owszem, spożycie węglowodanów, w tym cukrów, jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Nasz mózg potrzebuje glukozy. Na mnie to często lepiej działa, niż niejedna mocna kawa. Cukier fajnie pobudza i dodaje energii, ale… jednak uzależnia. Trudno wychować dziecko bez słodyczy (przypomnijmy sobie siebie samych), ale we wszystkim musi być umiar. Nie dajmy się zwariować słodkim reklamom i zachowajmy zdrowy rozsądek.

Moja historia

Kiedyś, jadąc do pracy potrafiłam oprócz kanapki zabrać ze sobą dwa batoniki. Taka sytuacja nie zdarzała się codziennie, ale czekolada towarzyszyła mi kilka razy w tygodniu. Słodka, mleczna, z nadzieniem lub całymi orzechami. To było moje małe szaleństwo. Aby uprzedzić Wasze pytanie, od razu odpowiem. Ważyłam tyle ile teraz. Słodycze nie wpływały na moją masę ciała, ale czułam, że nie jest to dla mnie dobre. Postanowiłam coś z tym zrobić.

W moim domu słodyczy praktycznie się nie kupuje. Częściej goszczą ciasta z owocami lub inne wyroby, do których dodaję mniej cukru niż przepis sugeruje. Codziennie jemy owoce, które przecież też zawierają cukier, a od czasu do czasu robię lub kupuję mieszankę studencką, czyli miks orzechów i bakalii do podjadania. Jeśli ktoś z naszej dwójki ma ochotę na batonika albo wafelka, to dwa razy się zastanowi zanim go kupi. Nie ma zakazu, a kupowane słodycze nie wydają nam się tak atrakcyjne jak kiedyś.

cukier uzależnia

Jak ograniczyć słodycze?

O tym jak zredukować ilość spożywanego cukru i ograniczyć słodycze opiszę w drugiej części postu. Przedstawię dwie metody do walki ze słodkim nałogiem. Wbrew pozorom, przejście z kilka tabliczek czekolady i batoników tygodniowo na poziom „ketchup jest za słodki” nie jest trudne. Przede wszystkim wymaga czasu i chęci. Wiem, że nie każdy ma silna wolę, ale warto mieć swoje życie pod kontrolą.

A jak jest z Wami? Czujecie, że jesteście uzależnieni od słodyczy, albo choćby czekolady?

Kilka słów na koniec…

Od dłuższego czasu zapowiadaliśmy z Jackiem o zmianach idących na blogu. Jedną z nich są nowe treści „do poczytania”. Będzie więcej lifestyle’u, więcej nas i naszych opinii o otaczającym nas świecie. Pojawią się także artykuły dotyczące technologii żywności. Zatem, jeśli będzie mniej przepisów kulinarnych, to w zamian będziemy się starali żeby nowe artykuły i tak miały związek z jedzeniem. :)

Mam nadzieję, że nowe treści na blogu spodobają się Wam i zachęcą do aktywnego komentowania. Jeśli macie jakieś uwagi lub pomysły na kolejne tematy na blogu, jakie powinniśmy poruszyć piszcie w komentarzach pod postami lub na maila: paula@jakpomasle.pl lub jacek@jakpomasle.pl.

Najlepsza książka o ciastach z 89′

Niejednokrotnie wspominałam o mojej ulubionej książce z przepisami na ciasta domowe. Na blogu pojawiło się mnóstwo przepisów zaczerpniętych z tej pozycji. Przyszła pora, abym pokazała ją w pełnej krasie i napisała klika słów o niej. Dlaczego stara, pożółkła książka bez kolorowych zdjęć wprost z namiotu bezcieniowego zrobiła na mnie takie wrażenie? Poczytajcie :)

Tak wygląda moja skromna biblioteczka z wydaniami kulinarnymi. Znaczną jej część, jak nie większość, stanowią pozycje odnoszące się do wypieków ciast. Mimo, że książek mam kilka, nie wszystkie są mi przyjazne i (nie) chętnie po nie sięgam. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Lubię je dostawać w prezencie.

książki o ciastach

Niejednokrotnie wspominałam o mojej ulubionej książce z przepisami na ciasta domowe. Na blogu pojawiło się mnóstwo przepisów zaczerpniętych z tej pozycji. Przyszła pora, abym pokazała ją w pełnej krasie i napisała klika słów o niej. Dlaczego stara, pożółkła książka bez kolorowych zdjęć wprost z namiotu bezcieniowego zrobiła na mnie takie wrażenie? Poczytajcie :)

ciasta domowe książka

Na początku przedstawie moją bohaterkę. Książka „Ciasta domowe” została napisana przez p.Barbarę Bytnerewiczową w 1988 roku, a wydana w rok później. Jak by nie było, książka młodsza ode mnie ;) Co ciekawe „Ciasta domowe” nie są moją rodzinną książką, przekazaną przez babcię czy ciocię. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem, a za pakiet pięciu takich „staroci” na Allegro zapłaciłam 15 zł z wysyłką. To, dlaczego pewne książki są ulubione, jest często trudne do zdefiniowania. Nie mniej jednak postarałam się przytoczyć kilka osobistych spostrzeżeń. Może i Wam się spodoba ta pozycja. A może ją znacie i korzystacie tak często jak ja?

1. Powrót do lat dzieciństwa

Książka zawiera ponadczasowe przepisy. Od kocich oczek, które babcia zawsze piekła dla mnie na Boże Narodzenie, poprzez bezy i magdalenki, aż do modnych dziś makaroników czy krówek.

2. Sentyment i tradycja

W dedykacji, autorka przeprasza za osobistą nutę, ponieważ niektóre nazwy wypieków nawiązują do osób, od których p.Basia otrzymała receptury. Mowa o przepisach przechowywanych od lat w tych rodzinach. W XXI wieku, gdzie przepisy mojej babci i mamy nie zostały nigdzie spisane, to skarb posiadać taką pozycję.

3. Treść vs. format

Krótko i na temat. Mały format (A5) mieści aż 347 receptur, w tym przepisy na lukry, kremy i słone wypieki. Znacie podobnie skompresowaną pozycję o ciastach?

4. Ordnung muss sein

Przejrzysty podział na kategorie: Ciasta popularne (drożdżowe, półkruche, francuskie, półfrancuskie, parzone, biszkoptowe, biszkoptowo-tłuszczowe, bezowe, słodycze, domowe specjały) oraz Ciasta na różne okazje (strucle, pierniki, pączki, faworki, baby, mazurki, torty, lukry, kremy, słone wypieki).

ciasta domowe książka 4

5. „Czy ma Pani instalacje elektryczną w domu?”

Na pierwszych dwudziestu czterech stronach, autorka umieszcza „Wiadomości wstępne” czyli porady odnośnie sprzętu i surowców używanych do wypieków ciast. O ile informacje o środkach spulchniających, jajach, dodatkach i właściwej organizacji czasu uważam za przydatne, tak o urządzeniach już niekoniecznie. Współczesność jest już dobrze wyposażona w różnego rodzaju opiekacze, piekarniki, mieszadełka i blendery. Zdanie w którym, autorka przytacza dane z ostatniego spisu powszechnego wywołują u mnie uśmiech. Informacja mówi, że w Polsce istnieje 11 ml gospodarstw domowych, w których 60% z nich posiada prąd, a 54% gaz. Jako ciekawostkę dodam, że wtedy właśnie (1988r.) Polska uzyskała pierwsze połączenie internetowe ze światem!

6. Take it easy

Te przepisy zawsze się udają! Nie ma w nich nic skomplikowanego, a składników nie trzeba szukać w internecie.

7. Nie oceniam po okładce

W 1989 roku mało która książka posiadała kolorowe zdjęcia. Zresztą nie były to fotografie o dobrej rozdzielczości ani barwie, a takie schematyczne grafiki mają swój osobisty urok. Ponadto, przy tak opisowym spisie treści, obrazki są już zbędne, a przepisy jeszcze bardziej poruszają wyobraźnią.

ciasta domowe książka 4

A jakie są Wasze ulubione książki o ciastach? Piszcie w komentarzach na dole.